Wejście do tego budynku jest niczym portal. Przenosi do czasów bardzo dawno minionych, trudnych do rozpoznania dzisiaj na ulicach miasta. W tym gmachu wiją się schody, zwieszają żyrandole, podłoga nosi ślady ociężałego szurania, rozpaczliwych biegów, przytupów z radości. Szumiały na niej suknie, prężyły się gamasze.
Chciałam przysiąść i nasiąkać tą atmosferą. Spojrzałam w kierunku ustronnej ławeczki.
Usiąść, czy nie usiąść?
Jeśli usiąść, to bliżej lewej, czy prawej strony?
Bliżej mi do stronnictwa parasoli?
Może powinnam trzymać się ekipy ze skrzyneczki?










