ADRESY „DIALOGU”
Przedstawiamy wybrane eseje i artykuły drukowane na łamach "Dialogu".
ADRESY „DIALOGU”
W letnie popołudnie pocą się ludzkie skóry i skórki liści. W miastach, w rezerwatach ludzi, stworzonych dla nas, jako kryjówki przed wszystkim, co niesie przyroda. Nadmiary słońca, deszczu, śniegu, liści, błota, suche kamienie, pustka, nierówne powierzchnie i brud – tego nie chcemy w mieście. Ale przyroda i tak wciąż tu działa i to w jedynym możliwym dla siebie stanie, to znaczy bez kontroli człowieka. I tak na przykład rok w rok, latem lepki gorąc zalewa ulice, szczeliny i szare ściany.
Autobus toczy się przez Kurlandię, skrajem Zatoki Ryskiej, tak to przynajmniej wygląda na mapie ‒ z samego autobusu zatoki nie widać, zasłania ją sosnowy las. W środku gromada studentów i garstka wykładowców z Warszawy: filologia węgierska i fińska, połączone w administracyjną całość na mocy pradawnego, z trudem rozpoznawalnego pokrewieństwa języków.
Moja „gorączka archiwum” starych zeszytów „Dialogu” wynika z mojej pracy, ostatnio głównie w grancie kontynuującym projekt „HyPaTia – Kobieca Historia Polskiego Teatru”. Przeglądałem „Dialogi” poszukując kobiet-krytyczek teatralnych, znajdując po drodze mnóstwo ciekawych rzeczy (oraz jak łatwo się domyślić, mnóstwo zupełnie nieciekawych, ale to wszystko wrażenia subiektywne).
W dyskusjach o Podlasiu już dawno nauczyliśmy się separować realne miejsce, w którym żyjemy wraz z jego problemami, takimi jak demograficzna zapaść, kryzys usług publicznych czy susza, od miejsca z fantazji snutej w zbiorowej wyobraźni. Oddzielamy słodko-gorzki porządek rzeczywistości od porządku spektaklu. Ten drugi wytwarza pocztówkowy byt, który pozwala handlować sentymentem i nieukojoną ponowoczesną tęsknotą za światem prostym, lecz prawdziwym.
Sztuka opowiada historię Jacoba, młodego mężczyzny przebywającego w placówce opiekuńczej, w której znalazł się, ponieważ zmaga się z przekonaniem, że jest Céline Dion. Jacob zaprzyjaźnia się tam z białym mężczyzną, który twierdzi, że jest czarny. Rodzice Jacoba, którzy z trudem godzą się z
tą sytuacją, obserwują wszystko z boku.
Tekst dramatu jest dostępny w wydaniu papierowym oraz e-booku.
Z Justyną Dziedziejko i Marcinem Maraszkiem rozmawia Magda Mosiewicz
Otóż odpowiedź jest jedna. I została wymyślona już dawno przez Nicholsona Bakera. Piszę ten tekst, pisząc inny tekst o nicnierobieniu, nudzie i praktykach oporu. Dlatego prawdopodobnie to wszystko mi się pomiesza. Nie będę tego ukrywać i nicnierobienie połączę z pomysłem na robienie odpoczynku przy użyciu kapitału siły własnych nóg i wolnego czasu.