netdzikie_harce_fot_marek_zimakiewicz-20-scaled.jpg

Wojtek Ziemilski "Dzikie harce", Teatr Guliwer, 2023, fot. Marek Zimakiewicz.

Rodzic – reżyser

Wojtek Ziemilski
W numerach
25 lis, 2025
Wrzesień
2025
9 (823)

Spektakl dla dzieci jest idealnym panaceum na nieustanny kryzys wieku powsze - dniego. Prawda? Wreszcie sytuacja jest jasna – można hulać, bawić się, można wypu - ścić rozbisurmanione myśli z poważnym, ale uczciwym celem: przez ponad godzinę (taka prośba dyrekcji zamawiającego teatru) wciągnąć widzki i widzów w ten świat. Skoro nie lubię procesów zaczynających się od misji, przesłań dla świata – tu wresz - cie można sobie pozwolić na freestyle bez trzymanki.

Acha, tylko nie wiem, jak zrobić spek - takl dla dzieci. Nie znam się na dzie - ciach. Ba, nie znam się nawet na wła - snym dziecku (wciąż nie znalazłem na przykład hasła do funkcji „wkłada obie skarpetki bez przerwy na lekturę”). Co, jeśli zrobię spektakl dla dzieci, który zostanie odrzucony przez moje wła - sne dziecko? I odpuśćcie, proszę, hasła o autonomii artysty – to nie jest dobry argument wobec wynudzonego ośmio - latka. Łatwo nie jest.

Stąd prosty pomysł: niech Jędrek weźmie w tym udział. To zapewni mi sprzymierzeńca i ułatwi znalezienie wspólnego z dziećmi języka. Początek jest prze - widywalny. „Jędrek, co dzieci lubią w teatrze?” „A skąd ja mam wiedzieć?! Nie znam wszystkich dzieci.” Touché. Jędrek nie ma w sobie spolegliwości czata dżi pi ti.

Wiecie, jak to dzieci mają tysiąc pomysłów na minutę, strzelają złotymi myślami jak z karabinu maszynowego, a w soszialach skrzy się od ich arcydzielnych bon motów w ostatniej chwili ratowanych przed zapomnieniem? No więc moje dziecko nie jest takim dzieckiem. Jego mądrość lubi mieć czas. Dojrzewa nieśpiesznie. Jędrek ostatnio powiedział, że lubi czytać powoli, bo wtedy może sobie „pełniej wyobrazić ten świat”. Portugalczycy mają na taką postawę świetne powiedzenie: „dać czasowi czas”.

Być może też mam w sobie taką przestrzeń, gdzie daję czasowi czas, w końcu też czytam powoli. Tyle że u mnie kończy się zazwyczaj nieczytaniem, bo wiadomo, w naszych (moich) czasach czas czasowi wilkiem. Co gorsza, Jędrek chodzi do szkoły. Trudno bez obecności dziecka zrobić z dzieckiem spektakl. Wyobrażałem sobie, że będziemy spędzać wspólny czas na próbach, ale wiem już, że musimy przygotować materiał wcześniej. I to szybko.

Miałem jeden atut w rękawie: jestem upierdliwym ojcem. Wierzę, że istnieje dobry sposób trzymania widelca, na instrumencie trzeba ćwiczyć codziennie, a mlaskanie przeszkadza. A jednocześnie świetnie pamiętam męczarnię, jaką było (i wciąż bywa) wdrażanie się w świat zasad. Co z tego, że w tym szaleństwie jest metoda, skoro w tej metodzie nie ma szaleństwa? A zarazem: jest w niej szaleństwo formatowania człowieka. Wiadomo, kultura jako źródło cierpień. I to jest konkret. To jest punkt wyjścia. Prawie temat.

Rozmawialiśmy więc o teatrze, i o wychowaniu. Nagrywałem i przepisywałem rozmowy, a później zmieniałem. Czasem proponowałem Jędrkowi nieco inne odpowiedzi, albo wyobrażałem sobie sytuacje, które mogłyby z rozmowy wyniknąć. Czasem fantazjowaliśmy wspólnie, ale często robiłem to sam. Później te propozycje Jędrek akceptował albo nie; czasem stwierdzał, że „w życiu by czegoś takiego nie powiedział”; częściej jednak akceptował. Potem nagrywaliśmy rozmowy, to znaczy, braliśmy „scenariusz”, czytaliśmy scenę, po czym Jędrek improwizował, a ja nie bardzo, bo to nie jest moja mocna strona. Dziś już nie pamiętam, które fragmenty sam wymyślałem. Nie wiem, gdzie w spektaklu kończy się Jędrek, a zaczyna postać Jędrka.

Ale to, co najbardziej mnie dręczyło, to że go zawiodę. Robiłem spektakl z dzieckiem, moim dzieckiem i, jak każdy spektakl, mógł się udać albo nie. A Jędrek nie musiał rozumieć wszystkich konsekwencji klapy. Żona uspokajała mnie, że Jędrek będzie zachwycony każdym rezultatem. I oczywiście miała rację. Ale poza jego bezpośrednią relacją z przedstawieniem, istnieli inni. Tymczasem na plakacie jesteśmy my – Jędrek i ja. I wszyscy przyjaciele, i cała jego klasa, która przyszła na próbę, żeby przetestować spektakl, oni wszyscy utożsamią go z tym, co zobaczyli na scenie. A co, jeśli będzie porażka? Jak to się okaże nieśmieszne, nudne albo durne, albo rodzice uznają, że scena ilustrująca dłubanie w nosie jest obrzydliwym skandalem, który niszczy kulturę tego kraju? Ja to zniosę, bo taki, nomen omen, zawód. Ale przecież Jędrek nie wie, w co się pakuje. Nie wie, czym jest krytyka, jacy ludzie potrafią być okrutni… W życiu tak się nie starałem, żeby wyszło – a staram się raczej z zasady. Każdą scenę sprawdzałem nie tylko z Jędrkiem, ale też opowiadaliśmy ją innym dzieciom, a czasem nawet dorosłym, testowaliśmy, jak tylko mogliśmy. Walczyłem o każdy szczegół, każdy dźwięk, każdy moment projekcji. Nie ze wszystkiego jestem zadowolony– to mi się jeszcze nie zdarzyło. Ale koniec końców – udało się. Spektakl się spodobał. A Jędrek na szczęście ma wspaniałą klasę – dostałem od nich mnóstwo konstruktywnego feedbacku – i cudowną wychowawczynię, która doceniła cały projekt.

Nie wiem, jak by to było, gdyby klasa Jędrka nie była tak zjednoczona i pozytywna, albo gdyby wychowawczyni była konserwatywna. Nie sądzę, że szedłbym wtedy tą drogą. Robiłbym z Jędrkiem inne rzeczy: zrobiliśmy już parę słuchowisk, a podczas pandemii – filmowy performans. Ale na spektakl bym się nie odważył. Jest coś takiego w bezpośrednim przełożeniu ciała na znaczenie, w obecności prawdziwych ludzi, co wymaga nie tyle grubej skóry, ile pancerza. Wolałbym, żeby Jędrek nie musiał go w sobie jeszcze wyrabiać.

Wz: Co pamiętasz z tego, jak robiliśmy „Dzikie harce?”

Az: Głównie pamiętam, że zaczęliśmy nagrywać zwyczajne rozmowy, z prawdziwego życia. Patrzyliśmy, jakie są fajne i co z nimi można zrobić.

Wz: A jakie to było dla ciebie doświadczenie?

Az: Najpierw się trochę krępowałem, ale później się przyzwyczaiłem i nawet to polubiłem.

Wz: To ciekawe, bo ja mam inne wspomnienie: że przez jakiś czas polubiłeś i było fajnie, ale dość szybko cię to znudziło…

Az: No tak…

Wz: I denerwowało cię za każdym razem, kiedy włączałem nagrywanie.

Az: Trochę tak było.

Wz: A co cię w tym denerwowało?

Az: To, że to jest nagrywane i nie ma rzeczy, które samemu można robić, wszystko jest jakby kontrolowane.

Wz: A możesz to trochę wyjaśnić? Kontrolowane przez kogo? Przeze mnie?

Az: Nie, przez to urządzenie, które nagrywa… wszystko, co ja robię, mówię – takie trochę dziwne uczucie.

Wz: Że jakby wszystko nagle należy do materiału, tak? Wszystko jest materiałem do spektaklu?

Az: Tak. Tak.

Wz: A robienie tego ze mną, jako z ojcem, czy to pomagało, czy przeszkadzało?

Az: Raczej pomagało.

Wz: A nie wkurzało cię, że tata zamiast z tobą normalnie spędzać czas, włącza nagrywanie?

Az: To trochę przeszkadzało, ale wolałbym to robić z tatą niż z kimś innym.

Wz: A miałeś jakieś wyobrażenie tego, czym to będzie, jak robiliśmy to nagrywanie? Jakoś to sobie wyobrażałeś?

Az: Mieliśmy kilka pomysłów, ale to nie były zbyt mądre pomysły i po dwóch dniach z nich zrezygnowaliśmy.

Wz: Tak? Nie pamiętam. Pamiętasz jakiś?

Az: Na przykład o dwóch ludzikach i jeden był niekulturalny, a jeden kulturalny. I ten pierwszy ciągle pierdział do widowni. I jakieś osoby spotykali w swojej chatce, szli na jakieś wyprawy i każdy ludzik miał głos albo mnie, albo ciebie.

Wz: Acha. W ogóle tego nie pamiętam, nic a nic.

Az: Jakaś babcia nagle przyszła, dziadek.

Wz: Naprawdę?! Coś takiego. A pamiętasz, jak to się zmieniało czy nie?

Az: To było tak, że coraz więcej pomysłów wpadało nam do głowy i łączyliśmy je do kupy, a każdy był inny, więc robiła się taka ciekawa, a jednocześnie niezbyt mądra rzecz.

Wz: Co znaczy niezbyt mądra?

Az: Dosyć głupkowata. Śmieszna.

Wz: Czy to jest to, co było w drugiej części spektaklu, czy też w pierwszej?

Az: W pierwszej też.

Wz: Ja pamiętam, że to Sean1 wymyślił, żebym z tej rozmowy z tobą zrobił spektakl. Bo to coś zupełnie nowego, zrobić spektakl dla dzieci, wydawało mi się to takie… wiesz, robisz dla kogoś spektakl, a mało o tym wiesz, nie masz doświadczenia, to skąd masz wiedzieć, jak to robić. Zacząłem ciebie wypytywać i myślałem, że po prostu podsuniesz mi jakieś pomysły, albo razem wymyślimy, a Sean zauważył, że to wymyślanie jest ciekawe, że to powinno być w spektaklu. Wtedy wydawało mi się, że to będzie ekstra, zresztą chyba nie jest złe…

Az: Tak, fajne jest.

Wz: …ale okazało się, że te rozmowy były trudne.

Az: No trochę tak było.

Wz: Jak później odsłuchiwałem te nagrania, to słyszałem, że jestem jakiś sztuczny. Słychać było, że od razu chcę od ciebie wyciągnąć materiał, że jestem niecierpliwy. A pamiętasz, jak przyszedłeś pierwszy raz do teatru?

Az: Tak, pamiętam. Próbowaliście w ogóle ustalić, co będziecie robić. Ktoś tam siedział na krześle, i głównie rozmawialiście. A ja najczęściej eksplorowałem cały teatr.

Wz: A co znaczy „co będziemy robić”? W czasie próby?

Az: W ogóle, jak będzie wyglądać to przedstawienie. Bo mieliście już rzeczy, w sensie, potrzebne materiały, ale nie mieliście idei. Musieliście to wymyślić, jak to zrobić, żeby to miało sens.

Wz: I co? Wydaje ci się, że ma?

Az: Tak. Ma. Bo jest jakaś historia. Bardzo fajnie jest zrobione.

Wz: Super, że tak myślisz. A co było trudne dla ciebie?

Az: Właśnie chyba ten pierwszy etap, nagrywanie. Ale ogólnie wszystko było mega fajne. Przychodzenie…

Wz: A nagrywanie naszej rozmowy w studiu?2

Az: Spoko było. Bo dostałem mambę. Nie, ale generalnie spoko. Ciekawe odkrycie.

Wz: A nie było czegoś trochę nieprzyjemnego w tym, że nagle robię z ciebie postać?

Az: Nie, bo się zgodziłem – i to mi się podobało.

Wz: A nie miałeś tak… Bo ja jednak zmieniałem twój tekst. Dawałem ci czasami słowa, których nie powiedziałeś. Trochę ciebie wymyślałem. Nie całkiem, ale jednak w pewnej części tak, prawda?

Az: Trochę. Ale ja się na to godziłem. I ty jesteś reżyserem. Więc ja ci ufam. I uważam, że to fajnie wyszło.

Wz: A czy to zaufanie reżyserowi jest podobne do zaufania ojcu? Czy to trochę co innego?

Az: Trochę inne. Ale też zaufanie.

  • 1. Sean Palmer
  • 2. Na podstawie naszych nagranych rozmów i pomysłów stworzyłem scenariusz, który potem wykorzystaliśmy do częściowo improwizowanego nagrania w profesjonalnym studiu.

Udostępnij

Wojtek Ziemilski

Reżyser teatralny i artysta wizualny. Pracuje na pograniczu sztuk, czerpiąc z różnorodności praktyk performatywnych. Dzikie harce wyreżyserował w warszawskim Teatrze Guliwer. Przedstawienie zostało wyróżnione na festiwalu Mała Boska Komedia 2024 oraz kilkakrotnie wskazane w plebiscycie „Najlepszy, najlepsza, najlepsi w sezonie 2023/2024” miesięcznika „Teatr”.