Zimy żal 2.0

W numerach
15 kwi, 2026
Marzec
2026
3 (829)

– Kiedy skończy się ta wstrętna zima? – pyta pani przy stoliku w kawiarni obok – na szczęście za tydzień ma być na plusie – uspokaja siedzący w pobliżu nastolatek. Kilkanaście ostatnich tygodni przywróciło stary porządek, a w nim też i prawo do marudzenia na zimno, więc próbowałam stłumić w sobie odruchowe potępienie narzekania na brzydką pogodę. Nikt za bardzo nie lubi, jak się mu przypomina, że śnieg przydaje się w kraju zagrożonym od kilku lat suszą hydrologiczną, a tym bardziej jak robi to przypadkowa osoba w kawiarni. Zresztą przecież i tak nie wypowiedziałabym tej uwagi na głos, zwłaszcza mając do napisania felieton.

Przypomniałam sobie zresztą szybko, że nastroje bywają zmienne: zanim się tymi kilkoma tygodniami zimy śmiertelnie zmęczyliśmy, trwała atmosfera podniosłej ekscytacji. Sensację budziły złogi pośniegowego błota i wymyślne kształty bałwanów, dzieci odkrywały, które górki w mieście są wystarczająco strome na sanki, szkoły odwołały zajęcia z powodu mrozu, ja wyjęłam nieużywane długo raczki, które przydały mi się we wcale niewysokich górach bardziej niż zwykle. „Prawdziwa zima” budziła emocje, co najmniej jakby jesienią miało padać, na wiosnę kwitnąć kwiaty, a w lecie być ciepło i słonecznie. Odkrywaliśmy wiedzę na temat poruszania się po lodzie: Gdańszczanie masowo zaczęli ślizgać się na Motławie, a z końcem stycznia, kiedy lód nie był aż tak pewny, byłam świadkiem, jak kilku śmiałków w ramach wyzwania przechodziło przez Wisłę w samej stolicy. Językoznawcy, klimatolodzy i poeci przypominają dawno zapomniane przez nas słowa: szadź, szreń, okiść, śryż, torosy, oparzeliska i morszkulce. „Język polski, który wywodzi się w dużej mierze z ludowej polszczyzny, był bardzo blisko różnych zjawisk pogodowych. Na opady deszczu i śniegu mamy co najmniej kilkanaście określeń. Tegoroczna zima więc nieco ratuje nas od zapomnienia tych słów” – mówił PAPowi Michał Książek1, uświadamiając, że długie zimy nauczyły nas słów precyzyjnych i różnorodnych co najmniej jak te słynne określenia Inuitów. To w końcu pierwsza „prawdziwa zima” od trzynastu lat. Zimowe wzmożenie dla niektórych oznacza też, że można odwołać globalne ocieplenie z powodu trudności w dojściu do drogerii po nieodgarniętym lodzie, ale to fakt, iż zima stała się anomalią, wyjątkowym gościem, nie zaś oczywistym elementem naszej rzeczywistości, mówi jednak o naszej sytuacji nieco więcej. Wszystkie te nudne powiedzenia o zeszłorocznym śniegu są już nieaktualne, o czym pisałam kilkanaście felietonów temu, wspominając piosenkę ze słowami Jeremiego Przybory. Zimę z 2026 roku zapamiętamy na długo, chociaż wciąż mam nadzieję, że nie na zawsze. Że za naszego życia czeka nas jeszcze przynajmniej tak samo prawdziwych: śnieżnych i mroźnych przynajmniej kilkanaście. Może kilka? A może to ostatnia „pędzi morze tyrreńskie na oporne skały2.Wiem, że Horacy pisząc te słowa, niekoniecznie miał na myśli katastrofę klimatyczną, ale przecież właśnie może teraz rozumiemy go lepiej.

W lutym odbyły się zimowe igrzyska olimpijskie. Emocjonowaliśmy się skokami jak za najlepszych czasów Małysza, czyli więcej niż trzynaście lat temu. Oglądaliśmy jakieś biegi, do których dołączył pies przypominający wilka, analizowaliśmy tulupy, axle i piruety. Tylko że w niektórych miejscach gdzieś spod śniegu niepokojąco wyzierała trawa. Północne Włochy przestały być już niezawodnie śnieżnym miejscem i nawet tam bywa jak w Białce Tatrzańskiej, w której stoi się w kolejce po miejsce na wyciągu, w kolejce po schabowy i w kolejce po śnieg. Ostatnie olimpijskie rywalizacje odbywały się tam w latach pięćdziesiątych, co podpowiadają mi artykuły alarmujące, że jednak coś chyba się zmieniło.

Według analizy Climate Central, od czasu, gdy zimowe igrzyska olimpijskie odbyły się w Cortinie d’Ampezzo, czyli od 1956 r. temperatury w lutym wzrosły w tym regionie Włoch o średnio 3,6 stopnia Celsjusza. Od tego czasu średnia liczba mroźnych dni w roku spadła w regionie o niemal 20 proc. a średnia grubość pokrywy śnieżnej w lutym spadła od początku lat siedemdziesiątych o około 15 centymetrów. Z kolei w Mediolanie średnia temperatura w lutym wzrosła od połowy lat pięćdziesiątych o 3,2 stopnia Celsjusza.3

To oznacza, że śnieg, po którym zjeżdżali najlepsi alpejczycy albo biegły najlepsze biegaczki i pies, był częściowo sztuczny, doładowywany tym z armatek śnieżnych. Nagłówki serwisów gorliwie informują nas o czymś nie do pomyślenia: zagrożeniu istnienia zawodów zimowych! Topią się nie tylko lodowce, ale też topnieje liczba miejsc olimpijsko pewnych, takich, które są w stanie zorganizować zawody niezagrożone zakłóceniami, albo przynajmniej takich, które nie muszą tak bardzo doładowywać śniegu, zużywając zasoby energetyczne, które przecież też nie mają się najlepiej: „według danych przytaczanych przez Reuters armatki wentylatorowe mogą zużywać ok. 20-25 kW na godzinę, a lance ok. 1,5-4 kW na godzinę (zależnie od warunków)”4.

Amerykańscy turyści nakupili do Włoch odzieży trekingowej i są podobno zdziwieni, jak bardzo na plusie bywa w tych europejskich górach. To jest dopiero, jak głosił jeden z komentarzy na Facebooku, który stał się memem: „eukalipsa, kończy się biblijny świat”. Ludziom bowiem może i zależy na losie polarnych niedźwiedzi, martwi ich, że dzieci urodzone w zerosach nie znają sanek, niektórych nawet i wzrusza zniknięcie z Polski ostatniej lęgowej pary kraski (chociaż ja w nią wierzę, jak się wierzy w smoki, na pewno ostatnie kraski przeżyły i gdzieś wiją gniazda z dala od ludzkich oczu), ale wszystkie te rzeczy da się jakoś wyprzeć w meandrach codzienności. A jeśli zabraknie zimowej olimpiady? No to już nie do wiary, mówi ludzkość, to skandal, żeby nasi sunęli po śniegu z armatki. Tu też staram się stłumić ocenę: wbrew alarmującym sugestiom naukowców, że wszystko to się źle skończy, jakoś nie jesteśmy podważyć zastanego porządku świata w imię przetrwania ludzkości. Ale w imię lotów skoczków narciarskich? Może nad tym jednak jesteśmy w stanie się jakoś zastanowić.

  • 1. Ewelina Krajczyńska-Wujec Śryż, okiść i morszkulce – sroga zima przywraca zapomniane słowa, Naukaw Polsce.pl, 7 lutego 2026
  • 2. Horacy Do Leukonoe, przełożył Adam Ważyk.
  • 3. Aleksandra Bełdowicz Sztuczny śnieg, prawdziwe problemy. Organizatorzy igrzysk w ogniu krytyki, „Rzeczpospolita” z 30 stycznia 2026.
  • 4. Wojciech Brzeziński Zimowe igrzyska na śniegu z kranu, portal Zielona.Interia, 7 lutego 2026.

Udostępnij

Justyna Drath

Absolwentka polonistyki i filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nauczycielka, publicystka, aktywistka społeczna.