Do tej pory nie było zbyt efektownie. Nowe dyrekcje – we Wrocławiu i w Krakowie – nie paliły się specjalnie, by robić teatr, który wprost wpisywałby się w politykę historyczną ministra Glińskiego. Żadne więc Mirandoliny czy Domy Bernardy A., jakkolwiek koszmarne, nie będą tu spektaklami założycielskimi na miarę choćby znanej ze Sceny Faktu Golgoty wrocławskiej (2008), jeszcze z poprzedniego politycznego rozdania. Dochodziły słuchy – to prawda – o Domu wschodzącego słońca Romana Kołakowskiego z Bałtyckiego Teatru Dramatycznego w Koszalinie, spektaklu o... czytaj więcej



