Wchodzi trzech. Przystojnych, napakowanych. Mają posuwiste ruchy kogoś, kto dobrze panuje nad ciałem. Na ścianie wiszą wielkie sztangi, takie używane w podnoszeniu ciężarów. Podchodzą, zdejmują je z podstawek. Zaczynają ćwiczyć.
Oczywiście jest to popis. Popis bywa w teatrze niebezpieczny, jeśli samozadowolenie artystów nie przenosi się przez rampę; robi się wtedy żenująco. Tu się jednak przenosi, nade wszystko dzięki wdziękowi i zaraźliwej radości pokazu. Patrzymy z rozczuleniem na te, słowo daję, prężenia muskułów, cielesną kokieterię, zdobywczość postaw. No i na sam cud, że mała... czytaj więcej






