Kobieta stoi na przystanku tramwajowym. Plac Wilsona. Ona w białej kurtce, trochę ją chroni od deszczu. Aż tu nagle jedzie samochód, potem drugi, trzeci… I bryzgają brudną wodą. Czy ich żony albo mężowie nigdy nie chodzą piechotą? Ona wie, że może wystąpić o odszkodowanie. Jednak przedtem musi zdążyć spisać rejestracje samochodów (gdzie te kartki i długopisy, ołówki… zapomniała o komórce), no, i koniecznych (i oby chętnych) świadków. Poddaje się. Może zła, może płacze. Wypierze albo wyrzuci kurtkę.
Komentarz przemilczę. A swoją drogą, co to właściwie pada z nieba, że biała kurtka (... czytaj więcej






