Chodzi po rozmaitych telewizjach reklama McDonalda. Dwie pary, starsza i młodsza były na koncercie w filharmonii. Starsza, bo wypada, młodsza, bo teściom się nie odmawia. Wracając osobnymi samochodami jęczą, jakąż to niewyobrażalną męką jest wysłuchiwanie Leningradzkiej Szostakowicza. Najwyższa pora znaleźć sobie na koniec dnia jakąś frajdę. Na restauracyjnym parkingu z błogością na pyskach cała czwórka wtranżala pospołu hamburgery w rytm pseudomuzycznej siekanki z głośnika.
Dlaczego mnie to nie dziwi?
Ostatnimi czasy otarłem się nieco o rozkosze życia zawodowego,... czytaj więcej




