Nie czytasz...

Piotr Morawski
Blog
25 Maj, 2021

Kiedyś, w latach wczesnodoktoranckich, dostałem propozycję zarobku. Były to najszybsze – i na tamten czas duże – pieniądze, jakie zarobiłem w życiu. Praca polegała na stworzeniu zestawienia stu tytułów książek z zakresu religioznawstwa, jakie osoba interesująca się tą tematyką od kilkudziesięciu lat, powinna obowiązkowo mieć na swojej półce. Wyspecjalizowana firma, od której dostałem zlecenie, wynajdywała następnie książki w antykwariatach, na specjalne życzenie dobierała odpowiednią biblioteczkę i przekazywała klientowi. Opcja pro zakładała jeszcze dołączenie do każdego tomu krótkiego omówienia jego zawartości, jednak moje zlecenie tego już nie obejmowało.

Nie byłem wcześniej świadom istnienia rynku takich usług, a były one skierowane do biznesmenów, którzy – w większości – wchodząc w czasy transformacji zostawiali studia, bo interesy dawały więcej satysfakcji i możliwości. A także – co nie bez znaczenia – pieniędzy. Na czytanie szkoda było czasu. Jednak po latach okazywało się, że w dobrym tonie jest przyjmowanie kontrahentów we własnym domu i opowiadanie o swoich intelektualnych pasjach, o których miał zaświadczać regał ze specjalistycznymi książkami.

Przypomniało mi się to, kiedy wybuchła burza w sprawie czytelnictwa, po tym jak na antenie ogólnopolskiej telewizji Maja Staśko stwierdziła, że inteligencki przymus czytania czy raczej czytelniczego performowania służy za rodzaj klasowej dystynkcji. Ma dowodzić wyższości tych, którzy czytają nad osobami, które nie czytają. A nie czytają z różnych przecież powodów: bo po pracy są zbyt zmęczone, nie mają czasu, bo dom, dzieci; miewają też problem z koncentracją, bo rzeczywistość jest przebodźcowana. Zamiast więc sięgnąć po kolejną powieść wolą obejrzeć odcinek serialu. 

Maja Staśko inspiruje mnie ostatnio w tych blogowych wpisach; mówi rzeczy w sumie oczywiste, jednak takie, które dla liberalnej inteligencji są nie do pomyślenia. Więc się zaczęło – Hanna Lis i Katarzyna Lubnauer zagrzmiały w social mediach. Ta druga – chyba ironicznie – pisała nawet, że wypowiedź Staśko oderwała ją od lektury. Gorące reakcje na wypowiedź publicystki mówią sporo o polskiej inteligencji, która lubi performować swoją lepszość i dla której książka jest nieodłącznym elementem wystroju wnętrz, a czytanie praktyką ugruntowującą jej pozycję społeczną.

Dla jasności – nie jest to wypowiedź antyczytelnicza. Zwracam raczej uwagę na tworzenie z książek rekwizytów, a z księgozbiorów scenografii dla performansów klasowej wyższości. Zoomingi ostatniego roku dawały po temu sporo sposobności, a występowanie na tle regału z książkami stało się pewną konwencją. U niektórych osób zapewne wynikało to z braku wolnej ściany czy umiejscowienia biurka, ale też nierzadko widać było bibliofilski snobizm – na posiedzeniach Bardzo Ważnych Akademickich Gremiów nieraz wymieniano uwagi na temat widocznych za plecami tomów, dostrzegając w zdalnych spotkaniach okazję, by chwalić się swoimi kolekcjami.

I oczywiście nie ma w tym niczego złego. Czytanie też jest fajne i rozwija wyobraźnię, jest jednak jednym z wielu sposobów uczestnictwa w kulturze. Jest też z jakichś powodów praktyką ekskluzywną – wymaga czasu i koncentracji. Mogą sobie pozwolić na to osoby dysponujące wolnymi wieczorami czy weekendami. Książki nie należą też niestety do najtańszych nośników treści. Trzeba mieć zatem świadomość, że możliwość czytania to także przywilej i nie należy z niego – jak z żadnego innego – korzystać, by stygmatyzować osoby, które są go pozbawione. 

Albo aby je zawstydzać, co nie jest chyba najwłaściwszą strategią promocji czytelnictwa. 

Udostępnij

W zespole redakcyjnym „Dialogu” od 2008 roku. Kulturoznawca, zajmuje się kulturową historią teatru, teatrem współczesnym i jego rozmaitymi kontekstami. Pracuje także w Instytucie Kultury Polskiej UW. Wydał m.in. „Ustanawianie świętości. Kulturowa historia angielskich widowisk religijnych w XVI wieku” (Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, 2015) oraz „Oświecenie. Przedstawienia” (Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, Wydział Polonistyki UW, 2017). Jako dramaturg współpracował z Michałem Kmiecikiem.