Wchodzę do urzędu miasta, wydziału rejestrującego zmiany w życiu uczestniczki życia obywatelskiego. Pusto, cicho, ascetycznie. Z mojej prawej wiją się schody na pierwsze piętro, z lewej – siedzą państwo kierujący ruchem, jeśli ktoś się zjawia. Na wprost papier listowy do komunikacji z organami. Uderza mnie prostota i schematyczność. Moje życie zamyka się w tych trzech przegródkach? Po lewej, po prawej i na wprost? Smutno mi się zrobiło i sztywno w kręgosłupie.










