ciało

Dotykam onego skórą dłoni. Jestem gestem, który zawiera odrobinę ostrożności i dużo ciekawości wobec tego, jakie sa temperatury naszych ciał. Nie wieje wiatr. Nie wiem, czy ono odczuwa mój puls i czy sprawiam, że tworzy się między nami bliskość.

Muł klei mi się do stóp. Kiedy sikam, fala ciepła smaga wewnętrzną część ud. Włosy chłoną chłodną ciecz. Nasiąkam kimś innym.

Ciekawe, jak ssak odczuwa odejście wód płodowych.

To tekst o scenicznej rekonstrukcji przemocy seksualnej; jego tematem jest afektywny odbiór, dla którego staram się znaleźć odpowiednią – albo przynajmniej jakąkolwiek – formę językową. Ująć w ramę, starannie ponazywać, wyjść z mgły intensywnych doświadczeń, napisać taki, powiedzmy, esej w czterech aktach utrzymany w postkrytycznym duchu

CZYM JEST MONSTRUM?
Przestrzeń jest niemal pusta. Czarna podłoga baletowa. Czarne są również wszystkie ściany pomieszczenia. Naprzeciw widowni zawieszono znacznych rozmiarów ekran projekcyjny. Po obu jego stronach, w kątach sali, stoją rozstawione wieszaki – na nich prezentują się różnokolorowe, dosyć zwyczajne, codzienne ubrania. Przy jednym z wieszaków błyszczy się w świetle reflektorów duża, niebieska piłka gimnastyczna, ikoniczny symbol przemysłu fitness.

Gdy Zuzanna Berendt zaprosiła mnie do napisania tekstu o starości i tańcu, pomyślałam, że jak na moje standardy pisanie o tym jest trochę za mało „woke”. Mam trzydzieści lat i jeszcze przez chwilę przy wypełnianiu wniosków o dofinansowania będę łapać się do kategorii „młody/młoda”

Z Katarzyną Szaulińską, autorką dramatu "Pani nogom jest tu dobrze", rozmawia Barbara Klicka

Poznawać Sarah Kofman, począwszy od jej dzieciństwa, to tak jakby poznawać ją od końca. Rue Ordener, rue Labat, książka, na której przede wszystkim bazuje scenariusz Sarah Kofman. Podwójne wiązanie, jest jej ostatnią, opublikowaną kilka miesięcy przed samobójczą śmiercią filozofki w 1994 roku. Na pierwszej stronie książki Kofman zapisała: „Moje liczne książki być może były okrężną drogą, konieczną, by móc opowiedzieć «to»”

Na spektaklu Ciało i krew albo niewypowiedziane w reżyserii Iwony Kempy siedzę w tym samym miejscu, co na jej Szczelinach istnienia dwa lata wcześniej – w pierwszym rzędzie, na samym skraju widowni, po prawej. Ogarnia mnie uczucie déja-vu.