Rzeczy niecelowe

W numerach
18 Mar, 2026
Luty
2026
2 (828)

Z Filipem Matwiejczukiem rozmawia Weronika Murek

Przygoda przygody – chyba w ten sposób określiłabym twoją metodę twórczą. Przygoda jest tym, co przydarza się bohaterom, tym, co przydarza się narratorowi, i tym, co przydarza się autorowi. Czytelnik ma prawo poczuć się oszołomiony, więc spróbujmy porozmawiać o decyzjach, które podejmowałeś, pracując nad dramatem. Otwierający monolog przypomina mi nieco tekst pisany w stylu mumblecore. Wydaje się rozruchem, rozgadywaniem sobą języka, szukaniem dla opowieści poślizgu z czystej potoczności i codzienności.

Tak, ten poślizg był mi potrzebny, żeby z niego wejść w ciekawsze rejony. Wielostronne i wieloboczne. Pomyślałem, że chciałbym napisać coś autobiograficznego. Szukałem do tego rozpędu i przypomniała mi się nowa metoda Andrzeja Szpindlera; notatki robione w telefonie, krótkie wersiki, pisanie automatyczne. Rytm języka i zwykła sytuacja. A potem natrafiłem na faktoid dotyczący najstarszego znanego nauce symetrycznego robaka.

Czym jest faktoid?

Faktoid to informacja postrzegana jako prawdziwa, choć niekoniecznie przydatna. Przyszło mi do głowy pytanie o to, czym właściwie jest symetria i co by było, gdyby symetrii istniało więcej; czym byłaby potrójna symetria, półtorowa, i tak dalej. Zacząłem bawić się tą myślą. Lubię zaczynać pisanie od wyobrażenia sobie rzeczy, które nie istnieją, a potem sprawdzać, czym mogłyby się stać i co mogłoby im się przydarzyć.

Symetria w twoim dramacie jest dla mnie czymś więcej niż tylko kategorią estetyczną czy ewolucyjną – jest właściwie kategorią polityczną. W świecie, który stawiasz na nogi, symetria staje się symbolem władzy.

Trochę tak jest, bo my, ludzie, myślimy zazwyczaj w kategoriach symetrycznych: lewo, prawo. Zastanawiałem się, czym można ten świat zaburzyć. Narrator trafia do rzeczywistości, która okazuje się królestwem symetrycznego robaka. Robak trójsymetryczny pojawia się w nim jako wielkie dziwactwo, zaburzenie porządku. A jednocześnie świat tego dramatu jest światem pewnej myśli, za którą czytelnik może po prostu pójść, żeby sprawdzić, dokąd prowadzi. A prowadzi przez fantastyczne rejony, bo oprócz mrowia robaków o różnych symetriach jest też Koń, jest Myśl, jest Dziecko Klawikordu – no i jest Proto-Mozart. I są robaki dyslateralne, które są dla mnie opowieścią o ruchu. Ciekawiło mnie, jak taki świat pozycjonowałby się wobec symetrii i wobec jej braku. Czym byłby świat, który do końca nie wie, czym jest i dokąd zmierza. Lubię pracować na przypadku. Lubię chaos, lubię muzykę noise, lubię tworzyć światy, w których pojawiają się rzeczy niecelowe lub nadmiarowe. W naszym życiu też nie wszystko ma sens. Wiele rzeczy zależy od przypadku. Nie bez powodu zaznaczam w tekście sztuki, że wszystkie pojawiające się w nim postacie są tylko potencjalnie możliwe. Nawet one same nie mogą mieć pewności, że zostanie im nadany konkretny status. Przypadkiem powstają, przypadkiem mutują lub giną. Interesuje mnie ewolucja jako wielki przypadek. I interesuje mnie to, jaki wpływ ma przypadek na nasze codzienne życie i twórczość.

Ciekawe, bo dla mnie to, co piszesz, jest dość precyzyjne w chaosie. Myślę też o twoich tomikach wierszy. Sprawiają wrażenie realizacji jasno określonego planu.

Dla mnie pisanie jest trochę aktem dziwnego nie-myślenia, czymś niecelowym. Gromadzę rzeczy, zapisuję je, zbieram, a następnie wykorzystuję: tnę, ciągnę za język, kompiluję. Podobnie było z tomikami poezji. Składały się z rzeczy, które sobie zebrałem i zredagowałem, aby następnie wpisać je w konkretne ramy narracyjne. Jako że w literaturze modne było pisanie tematyczne, postanowiłem żartobliwie wszystko dotematyzować: pierwszy tom wierszy miał opowiadać o byciu studentem, czyli o głupocie, drugi o byciu bezrobotnym, czyli o mądrości, a trzeci będzie o pracy, czyli znów o głupocie. Ja nie lubię dookreślać rzeczy, które piszę. Wolę zawsze zostawiać margines chaosu.

Twój dramat jest właściwie wehikułem do zastanowienia się nad tym, czego oczekujemy od formy i od sensu. Wydaje mi się, że sensem, który ty obstawiasz, jest ruch i zmiana. Zmiana, której wartość nie leży w tym, co ze sobą przynosi, ale w tym, że po prostu się wydarza.

Jest ruchem, który niekoniecznie musi mieć sens, ale sprawia, że człowiek się rozbudza. Robi rzeczy, które niekoniecznie są sensowne, ale skoro wprawiają w ruch, to znaczy, że mają mnóstwo sensu. Stąd też forma tego dramatu: on się po prostu rusza, działa, idzie do przodu.

I nabiera prędkości lub ją wytraca. W tym, jak rozstawiasz w tekście poszczególne słowa, zachowany jest rytm, który zmusza czytelnika do tego, żeby jego lektura nabierała tempa.

Brak interpunkcji ma pracować na rzecz bezforemności tego dramatu, ma przynosić bezdech czy potoczystość. Tekst ufa czytelnikowi i pozwala mu się czytać tak, jak ten uzna za stosowne. Monolog narratora jest partyturą, organizuje czy też wybudza rzeczywistość, w której pojawiają się wszystkie postacie.

A kim w tym świecie jest narrator?

Jest organizmem tak złożonym, że do końca właściwie nie wiadomo czym jest – narratorem, robakiem, człowiekiem, jeziorem, czarnym słońcem, czy po prostu mną. Tutaj poziom abstrakcji i zaburzenia logiki jest tak duży, że aż przełamuje wewnętrzną logikę tego tekstu. Manga kieruje się zasadą wyrażoną nawet w serii Dragon Ball, według której nie da się pokonać w walce postaci nonsensownej czy komediowej, ponieważ jest ona poza logiką świata. Co prawda moja postać nie jest komediowa, ale wobec względnej logiki świata, który wyszedł z jej głowy, jest poza jego sensem.

Zastanawiałam się nad przypadkowością tych robaków. Opowieść o ruchu, symetrii i asymetrii dałoby się przecież rozpisać na inne postacie.

Na przykład na przedmioty codziennego użytku. To prawda, ale w momencie, w którym zaczepiłem myślą o historię o robakach, natychmiast zwizualizowałem sobie całą rzeczywistość tej opowieści. Lubię teksty, które wymagają ode mnie stwarzania światów od samych podstaw. Lubię stawiać sobie pytanie: od czego zacząć wymyślanie świata? Kto w nim będzie żył, co będzie robił, jakie będzie miał zwyczaje? Interesują mnie kwestie antropologiczne i etnologiczne. Obyczaje, które dla jednych mają ogromny sens, a dla innych żadnego.

Oprócz wymyślenia całego świata stworzyłeś też osobny język dla każdego z bohaterów.

Dla mnie pisanie to zabawa, w której człowiek wciela się w demiurga i każe swoim postaciom myśleć i mówić dziwne rzeczy. Jako pisarz muszę wybierać język dla bohaterów. Są autorzy, którzy próbują po prostu oddać to, w jaki sposób mówią inni ludzie, ale takie myślenie jest mi obce. Bo co to znaczy: jak mówią inni? Którzy inni? A jednak przecież na coś trzeba się zdecydować. Dla mnie bycie pisarzem polega na tym, żeby dobrać postaciom taki język, w którym to nie słowa będą mówiły, ale kontekst, w którym wybrzmiewają.

W twojej sztuce im bardziej złożone organizmy, tym wymyślniejszy język, którym się posługują.

Tak, zgadza się. Robak dwusymetryczny mówi prostszym językiem niż robak trójsymetryczny, a do tego posługuje się jedenastozgłoskowcem. Parzyste rymy w wierszu regularnym podkreślają parzystość tej postaci. Jedenastozgłoskowiec jest powszechnie stosowany przy przekładach Shakespeare’a. To taki żart, że robak dwusymetryczny – jako władca tego świata – jest niemalże szekspirowskim królem.

Mówiąc o swoim upodobaniu do chaosu, napomknąłeś o muzyce noise. Wysłałeś mi nawet nagranie, którego warto posłuchać, czytając Dzieci pewnych symetrii.

To utwór stworzony przez zespół Osoby Pracownicze, pochodzi z płyty Lewe El Quatro, czyli lewe L4. Razem z kolegami Patrykiem Flakowskim i Jankiem Danielakiem tworzymy rzeczy na pograniczu noise’u i noise rocka. Tym, co najbardziej ciekawi mnie w tej muzyce, jest moment, w którym artyści nie tylko grają na instrumentach, ale przede wszystkim moderują powstający chaos, korygując go lub nadając mu dodatkowe znaczenie. Pojawia się feedback; sprzężenie zwrotne, jakość, której się nie spodziewało. Poza tym uwielbiam szumy i hałasy. To mnie stymuluje. Lubię też pisać i czuję przyjemność z pisania. A w przypadku takiego tekstu jak Dzieci pewnych symetrii największą przyjemnością była absolutna swoboda, jeżeli chodzi o syntaktykę, gramatykę, słowotwórstwo i skojarzenia. Improwizacja. Łapiemy melodię, znajdujemy dla niej ramę i lecimy sobie dalej wobec potrzeby chwili. A w tym wszystkim jeszcze pojawił się feedback w postaci zaanektowanych przez nas w czasie redakcji odstępów, które powstały przy kilkukrotnym formatowaniu pliku z dramatem. Właściwie na użytek reklamowy możemy więc powiedzieć, że Dzieci pewnych symetrii to dramat noise’owy

Udostępnij

Filip Matwiejczuk

poeta, dramaturg, redaktor i krytyk literacki, publikował w magazynach „Kontent”, „Wizje”, „Notatnik Literacki” i „Dwutygodnik”. Autor dwóch książek poetyckich Różaglon (2020) i Pasożyt (2023). W 2020 otrzymał nagrodę Krakowa Miasta Literatury UNESCO. W 2024 opublikowany w katalogu wydawniczym Instytutu Książki New Books From Poland. W 2025 zadebiutował w „Dialogu” jako dramaturg tekstem Pleśń i keczup. Jego teksty były tłumaczone na język ukraiński, rosyjski, niemiecki, angielski i szwedzki. Członek zespołu noise’owego Osoby Pracownicze.