img_4f3e629a945dd.jpg

Michał Kmiecik "Kto zabił Alonę Iwanowną?", Teatr Dramatyczny, Warszawa 2012, reż. Michał Kmiecik. Fot. Michał Grochowiak kolaż: Karolina Sulich.

Co z tymi lokatorami?

Joanna Erbel
W numerach
Kwiecień
2012
4 (665)

1 marca 2012 roku minęła rocznica tajemniczej śmierci Jolanty Brzeskiej, warszawskiej działaczki lokatorskiej, której spalone zwłoki zostały znalezione w Lesie Kabackim. Mimo że ciało Brzeskiej z powodu śledztwa przez dziesięć miesięcy leżało w kostnicy medycyny sądowej, sprawa nie doczekała się wyjaśnienia. Przez ten cały czas emerytura Brzeskiej była automatycznie przekazywana na konto nowego właściciela kamienicy, który przejął budynek po wykupieniu roszczeń i który wcześniej miesiącami nękał niechcianą lokatorkę, grożąc jej słownie, dobijając się do drzwi podczas ciszy nocnej czy próbując wtargnąć do mieszkania po przecięciu zawiasów szlifierką kątową. Brzeska, jak ­wiele lokatorek i lokatorów w podobnej sytuacji, nie mogła liczyć na opiekę władz miasta, które zazwyczaj w tego typu i podobnych sytuacjach nie interweniują, uznając, że skoro budynek przeszedł w ręce prywatne, jest to sprawa wyłącznie pomiędzy właścicielem a najemcami.

Tymczasem, chcąc pozbyć się niechcianych lokatorów, właściciele kamienic jak tylko mogą, utrudniają im życie. Zwykle zaczynają od odcięcia mediów – wody, prądu, ogrzewania. Nie zawsze jednak udaje się im w ten sposób osiągnąć cel. Mimo różnych form nękania i utrudniania życia codziennego oraz rosnących czynszów część lokatorek i lokatorów decyduje się pozostać w swoich mieszkaniach. Zreprywatyzowane kamienice mają potencjalnie bardzo wysoką wartość rynkową. Jednak, aby ten potencjał mógł się zrealizować, konieczny jest radykalny remont, a wcześniej pozbycie się uboższych najemców. W ostateczności przez sięgnięcie po takie środki jak podpalenie kamienicy albo wybicie okien w zimie, żeby wychłodzić budynek.

Działacze ruchów lokatorskich podejrzewają, że tajemnicza śmierć Brzeskiej była jednym z wielu przykładów zniechęcania najemców do pozostawania w mieszkaniach – choć bez wątpienia najbardziej drastycznym. Jednak śmierć Brzeskiej nie wystraszyła innych lokatorów, wręcz przeciwnie, nadała protestom impet. Jolanta Brzeska stała się symbolem oporu lokatorskiego, a zawołanie „Wszystkich nas nie spalicie” – głównym hasłem demonstracji o prawo do mieszkania. Portret Jolanty Brzeskiej zaczął pojawiać się na plakatach i transparentach przynoszonych na akcje lokatorskie. A jej odbity z szablonu wizerunek od tamtej pory regularnie pojawia się na chodnikach i ścianach warszawskich kamienic.

Każdego pierwszego dnia miesiąca (w miesięcznicę śmierci Brzeskiej) odbywają się demonstracje organizowane przez stowarzyszenia lokatorów, domagających się nie tylko znalezienia winnego śmierci, ale również zmiany polityki mieszkaniowej. Protesty te stają się coraz bardziej widoczne. 3 stycznia 2012, w dniu pogrzebu Jolanty Brzeskiej, w marszu milczenia szło ponad trzysta osób. Można powiedzieć, że to niewiele, ale wcześniej na demonstracje lokatorskie przychodziło ich zaledwie kilkanaście. Temat lokatorski zaczął się również regularnie pojawiać w mediach głównego nurtu.

Brzeska na deskach teatru

Postać Jolanty Brzeskiej podziałała również na wyobraźnię twórców i niecały rok po tragicznej śmierci lokatorki stała się inspiracją dla Kto zabił Alonę Iwanowną?, adaptacji Zbrodni i kary autorstwa Michała Kmiecika, oraz dla scenariusza Feliksa Falka Racja. Kmiecik i Falk, mimo że obydwaj odwołują się do historii tej samej postaci, robią to w zupełnie inny sposób. Kmiecik urządza plebiscyt na współczesnego Raskolnikowa, a jedną z postaci biorących w nim udział jest właśnie kamienicznik-wyzyskiwacz odpowiedzialny za śmierć Brzeskiej. W szranki z nimi stają również Anders Breivik, zabójca z wyspy Utøya, oraz Lars von Trier, który w Melancholii starł z powierzchni ziemi całą ludzkość. Kmiecik nie skupia się na opisywaniu dramatów poszczególnych lokatorów, ale wskazuje na uwikłania ideologiczne i rozwiązania systemowe, które sprawiają, że postać kamienicznika-wyzyskiwacza jest dominującą figurą w polityce miejskiej i determinuje życie codzienne wielu osób.

W Kto zabił Alonę Iwanowną? wątek lokatorski miesza się z krytyką postpolitycznych mediów, warunkami pracy w teatrze i z krytyką teatrów i galerii jako takich przestrzeni, w których można powiedzieć wszystko, ponieważ nikt ich i tak nie traktuje poważnie. Poza historią Brzeskiej i wykupem kamienic, temat polityki miejskiej pojawia się w sztuce Kmiecika również jako problem planowania przestrzennego i roszczeń do terenów, na których kamienice zburzono i wybudowano inne budynki (jak choćby Pałac Kultury i Nauki na placu Defilad), albo planuje się je wybudować (jak w przypadku Muzeum Sztuki Nowoczesnej). W jednej ze scen kamienicznik-wyzyskiwacz mówi, że jest właścicielem wszystkich widzów obecnych na spektaklu w Teatrze Dramatycznym, bo od spadkobierców dawnych właścicieli uzyskał prawa do kamienic, które dawniej tu stały. Zachęca do podpisania umowy „na obecność tutaj z nim”, jako z nowym właścicielem. Mówi, że rozumie historyczną konieczność: ktoś wywłaszczył dawnych właścicieli kamienic, aby wybudować Pałac Kultury w miejscu, gdzie kiedyś ludzie mieszkali, żeby inni ludzie mogli pójść do teatru. Jednak po chwili dodaje, że chciałby przywrócić ducha przedwojennej Warszawy, i że tak właściwie już przejął (albo wykupił) wszystkie okoliczne działki, stawiając widzów w podobnej sytuacji, w jakiej znajdują się lokatorki i lokatorzy zreprywatyzowanych kamienic. 

W świetle prawa taki scenariusz byłby zapewne niemożliwy, bo Pałac Kultury znalazł sie już na liście zabytków. Z drugiej jednak strony – los wielu zabytkowych budynków, które zostały zniszczone po tym, jak przeszły w ręce prywatnych właścicieli, świadczy o tym, że obecna ochrona prawna jest zbyt słaba.

Kmiecik chce pokazać, że w obecnej sytuacji nie znamy dnia ani godziny, kiedy skutki procesu reprywatyzacji dotkną i nas. Nawet jeśli nie będzie to dotyczyć mieszkania, które zajmujemy, to może wpływać na kształt przestrzeni miejskiej, z której korzystamy. To nie pierwszy spektakl, w którym Kmiecik zajmuje się losem lokatorów. Wcześniej, w Karabinach Pana Youdego. Dobry człowiek Hubei, zaprosił na scenę członków wrocławskiej Akcji Lokatorskiej. W spektaklu prezentowanym w  willi Dzieduszyckich, gdzie odbywał się projekt House of Change w ramach Europejskiego Kongresu Kultury we Wrocławiu (2011), opowiadali oni o losie kamienic, w których zamieszkują. Ich historie do złudzenia przypominały losy budynku przy ulicy Nabielaka 5, gdzie mieszkała Jolanta Brzeska.

Zupełnie inaczej podchodzi do historii Brzeskiej Feliks Falk. Jego scenariusz Racja opowiada historię rodziny Bielskich, która jest lustrzanym odbiciem historii Brzeskiej. Michał i jego żona Marianna prowadzą zwyczajne życie. Mieszka z nimi ich trzydziestoletnia córka Ania, która stara się o mieszkanie komunalne, ale ponieważ kolejka do tego typu lokali jest długa, wciąż mieszka z rodzicami. Nie wiemy, kiedy złożyła wniosek, ale znając realia polskiej polityki mieszkaniowej – w Warszawie w kolejce czeka około pięciu tysięcy osób, a mieszkań wciąż brakuje – można się domyślać, że czeka już od kilku lat. Na zakup mieszkania ani na wynajem na komercyjnych zasadach nie ma szans, ponieważ Michał i Marianna to średnio zamożna rodzina inteligencka.

Nie opływają w luksusy, czasami brakuje im pieniędzy, ale ich życie płynie w miarę spokojnie. Wszystko się jednak zmienia, kiedy pewnego wieczoru w drzwiach ich mieszkania pojawia się mężczyzna (Morawski), przedstawiający się jako pełnomocnik dawnej właścicielki kamienicy. Okazuje się, że przyszedł razem z nią. Dawna właścicielka (Stefania Grodzka) wchodzi do mieszkania i zaczyna z pamięci odtwarzać dawny jego rozkład. Morawski pokazuje dokumenty: wynika z nich, że jest pełnomocnikiem Grodzkiej, która dzięki jego pomocy właśnie odzyskała tę kamienicę. Obecni mieszkańcy są zdziwieni, ponieważ mieszkają tu od wielu lat, a kamienica po wojnie była ruiną i została wyremontowana przez Izbę Rzemieślniczą, do której należał ojciec Michała. To jednak nie ma dziś znaczenia. Akt własności jest najważniejszy.

Nowy właściciel sukcesywnie próbuje pozbyć się z kamienicy wszystkich najemców: osobom zajmującym mieszkania własnościowe proponuje mieszkania na wymianę, zamyka dostęp do strychu i części pomieszczeń wspólnych, przestaje wywozić śmieci. Rosną również czynsze. Sytuacja bohaterów sztuki jest tym trudniejsza, że w przeciwieństwie do innych osób zamieszkujących kamienicę nie wykupili mieszkania, więc po jej przejęciu automatycznie stają się lokatorami Morawskiego i to z nim, nie z miastem, negocjują czynsz.

Morawski w momencie przejęcia kamienicy staje się ich prześladowcą. Nie tylko utrudnia życie codzienne w kamienicy, ale również pojawia się w różnych ważnych dla rodziny momentach – podczas pogrzebu Michała, którego zabił stres, czy w urzędzie dzielnicy, kiedy okazuje się, że córce cofnięto decyzję o przyznaniu lokalu komunalnego, dlatego że rodzina zalega z czynszem prywatnemu właścicielowi. Falk pokazuje, jak walka z nowym właścicielem zaczyna wyznaczać rytm życia. Trudno o normalność, kiedy mieszkanie stanowiące podstawę egzystencji jest zagrożone. Poczucie niepewnej przyszłości odbija się na całej rodzinie – zarówno na Michale i Mariannie, jak i na Ani, która nie może odciąć się od trudnej sytuacji rodziców.

Historia rodziny ze sztuki Falka, jak w przypadku rodziny Jolanty Brzeskiej, kończy się tragicznie. Nie tylko Michał umiera, ale również pewnego dnia znika Marianna. Sztukę kończy komunikat: „po długich i szczegółowych poszukiwaniach nie odnaleziono Marianny Bielskiej. Dochodzenie trwa dalej”.             

Reprywatyzacja

Historia Jolanty Brzeskiej, jak i wzorowana na niej opowieść o rodzinie Bielskich, przedstawia sytuację skrajną. Zazwyczaj nowi właściciele kamienic nie posuwają się do tak drastycznych środków. Ale bywa, że działają zwykle na granicy prawa – nękają lokatorów pismami i telefonami, nachodzą ich w nocy, grożą lub – już w świetle prawa – odcinają media, kiedy okazuje się, że najemcy nie są w stanie podołać rosnącym czynszom. W ostatnich latach takich sytuacji jest coraz więcej.

Skala reprywatyzacji narasta. Kamienica przy ulicy Nabielaka 5 na warszawskich Sielcach, gdzie mieszkała Jolanta Brzeska była jednym z wielu budynków, który w ostatnich latach przeszedł w ręce prywatnych właścicieli. Większość z nich przejmują specjaliści od skupu roszczeń, którzy kontaktują się z potomkami spadkobierców, gdy ci stracili już wiarę w możliwość odzyskania rodzinnej schedy, więc chętnie godzą się na wykup praw, nawet po cenie będącej ułamkiem wartości nieruchomości. Sytuacje, w których wraz z pełnomocnikiem-współudziałowcem pojawia się również dawna właścicielka lub dawny właściciel, praktycznie się nie zdarzają. Specjaliści od skupu roszczeń dbają o to, żeby całkowicie odciąć dawnych właścicieli od ich kamienic. Skup roszczeń to lukratywny biznes, w którym wyspecjalizowało się kilku prawników przejmujących obecnie dziesiątki kamienic w Polsce. W przypadku budynku przy ulicy Nabielaka 5 był to duet Massalski-Mossakowski, który wszedł w posiadanie kilkudziesięciu już kamienic w Warszawie. Do końca nie wiadomo jednak, jaka jest skala tego zjawiska.

Władze Warszawy regularnie odmawiają wydania informacji o skali reprywatyzacji. Od lat próbuje je zdobyć Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów. Ostatnio Stowarzyszeniu odmówiło odpowiedzi Biuro Gospodarki Nieruchomościami, twierdząc, że WSL reprezentuje jedynie część, nie ­całość, mieszkańców Warszawy oraz że ­konieczne jest wykazanie, w jaki sposób uzyskane dane zostaną wykorzystane do poprawy funkcjonowania organów administracji i lepszej ochrony interesu publicznego. Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów akurat tego nie wykazało, ponieważ jego celem jest przede wszystkim ochrona lokatorów. W sierpniu 2011 decyzję Biura Gospodarki Nieruchomościami, po odwołaniu się WSL, uchyliło Samorządowe Kolegium Odwoławcze, od czego z kolei odwołała się prezydent Warszawy. Wojewódzki Sąd Administracyjny orzekł wtedy, że nie przysługuje jej prawo składania skargi w tej sprawie. Możliwe, że w ciągu najbliższych miesięcy władze Warszawy będą zmuszone udzielić dokładnych informacji na temat liczby budynków objętych roszczeniami. W tej chwili szacuje się, że w Warszawie jest od siedemnastu do dwudziestu tysięcy takich nieruchomości. Nie wiadomo jednak, które to budynki.

Istotnym problemem w przypadku procesu reprywatyzacji jest nie tylko to, że nowi właściciele mogą dowolnie podnosić czynsze, ale również brak ochrony lokatorów ze strony władz miasta. W momencie, gdy dany budynek przestaje być komunalny, władze tracą zainteresowanie swoimi byłymi najemcami. O tego typu transakcjach – sprzedawaniu lub oddawaniu (w ramach reprywatyzacji) budynków wraz z mieszkającymi tam osobami – lokatorzy mówią: „sprzedaż z wkładką mięsną” i narzekają, że nawet w skrajnych przypadkach nie mogą liczyć na pomoc władz samorządowych.

Ostatnio przejawy tej całkowitej inercji władz można było obserwować po serii podpaleń na warszawskiej Pradze Północ w grudniu 2011 roku. Podczas demonstracji1 zorganizowanej 10 grudnia przez Komitet Obrony Lokatorów jego członkowie oraz mieszkanki i mieszkańcy podpalonych kamienic informowali, że władze miasta po serii podpaleń odmówiły dodatkowego zabezpieczenia podpalonych obiektów. Nie były też skłonne zapewnić pomocy psychologicznej osobom (w tym dzieciom), które mieszkają w tych budynkach. Aby nie dopuścić do dalszych podpaleń, KOL ogłosił nabór do straży lokatorskiej. Na cześć praskich działaczy robotniczych ta ochotnicza formacja została nazwana „Brygadami Okrzejówkami”. Przez kilkanaście tygodni dwu-, trzyosobowe patrole pilnowały, by w zagrożonych kamienicach nikt ponownie nie zaprószył ognia.

Eksmisje na bruk

Historie lokatorów w reprywatyzowanych kamienicach nieraz mrożą krew w żyłach, ale również mieszkanie w budynku komunalnym nie gwarantuje najemcom dachu nad głową. Wprawdzie z art. 75 ust. 1 Konstytucji wynika, że władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli, w szczególności przeciwdziałają bezdomności i wspierają rozwój budownictwa, w rzeczywistości jednak sytuacja nie przedstawia się dobrze. Mieszkań komunalnych wciąż brakuje, a władze miast, zamiast skupiać się na budowaniu nowych, wolą raczej wyprzedawać istniejący zasób mieszkaniowy, żeby nie ponosić kosztów jego utrzymania i otrzymać jednorazowy zastrzyk gotówki. Co więcej, mimo obowiązku przeciwdziałania bezdomności dość powszechną praktyką są eksmisje na bruk. Taka możliwość pojawiła się w roku 1994, kiedy rządząca wówczas koalicja SLD-PSL wprowadziła zmiany w prawie lokatorskim, umożliwiając eksmisje na bruk. Główną autorką tego projektu była Barbara Blida, ówczesna minister budownictwa. Po kilku latach udało się zmienić ten przepis i 17 listopada 2011 roku wyrok Trybunału Konstytucyjnego uchylił możliwość takich eksmisji.

Odtąd zalegających z czynszem lokatorów można eksmitować jedynie w przypadku zapewnienia pomieszczenia tymczasowego. Zasady te nie dotyczą trzech grup osób: znęcających się nad rodziną, nieposiadających tytułu prawnego do lokalu lub rażąco naruszających zasady współżycia społecznego. Zmiana prawa i uniemożliwienie eksmisji na bruk jest zmianą pozytywną, ale niestety niewiele zmienia w sytuacji lokatorek i lokatorów. Po pierwsze, wiele samorządów nie ma takich pomieszczeń i nie chce ich budować. Po drugie, gmina ma obowiązek opłacania takiego mieszkania tylko przez sześć miesięcy – potem eksmitowana osoba musi radzić sobie sama. W praktyce wygląda to tak, że lokatorzy są przenoszeni do hoteli robotniczych, a po opłaceniu lokalu za pół roku władze miasta nie interesują się już tym, co się z nimi stanie później. Doba w hotelu robotniczym to koszt rzędu trzydziestu złotych, co sprawia, że miesięczne opłaty wynoszą mniej więcej tyle, ile wysokość płacy minimalnej (1386 złotych brutto, czyli w zależności od typu składek pomiędzy 990 a 1032 złotych netto). Nic więc dziwnego, że wiele osób z wyrokiem eksmisji nie decyduje się na przenosiny do lokali tymczasowych i od razu przeprowadza się do kogoś z rodziny albo do innych bliskich osób.

Zamiast mieszkań socjalnych – kontenery

Powracającym rozwiązaniem, jakie proponują różne gminy w obliczu braku mieszkań socjalnych i komunalnych, jest budowanie osiedli kontenerowych, mimo że doświadczenia Bydgoszczy oraz innych miast pokazały, że tego typu rozwiązanie się nie sprawdza. Wiadomo już, że kontenery, nazywane eufemicznie „pawilonami socjalnymi”, z braku wentylacji pokrywają się grzybem, zimą zamarzają zamki i drzwi utrudniając wydostanie się, a koszty ogrzania pawilonu w czasie mrozów sięgają ośmiuset złotych miesięcznie. Mimo to zarówno władze Poznania, jak i Łodzi rozważają postawienie nowych pawilonów, do których mieliby trafiać najbardziej kłopotliwi lokatorzy.

W Poznaniu getto kontenerowe ma powstać na wschodnich obrzeżach miasta, przy ulicy Średzkiej. Ma tam trafić dziewiętnastu samotnych mężczyzn, których Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych uznał za lokatorów szczególnie kłopotliwych. Przeciwko temu protestuje anarchistyczny kolektyw Rozbrat, Inicjatywa Pracownicza oraz wiele organizacji społecznych. Ani protesty, ani negatywna ocena jakości kontenerów (nie spełniają one wymogów prawa budowlanego) nie są w stanie skutecznie zniechęcić władz miasta. Zwolennicy tego pomysłu utrzymują, że osoby tam kierowane nie będą mogły więcej terroryzować swoich rodzin i lokalnych wspólnot. Przemoc domowa jest dużym problemem, ale nie powinno się go rozwiązywać, przenosząc po prostu jej sprawców do gett na obrzeżach miasta. Nie powinno się również traktować kontenerów jako straszaka dla osób zalegających z czynszem, bo pojawienie się substandardowych rozwiązań mieszkaniowych, traktowanych jako alternatywa wobec mieszkania socjalnego, może doprowadzić do tego, że znajdą się tam również rodziny zwyczajnie biedne.

Systemy oddłużania dłużników

Mimo że eksmisje do kontenerów albo pomieszczeń tymczasowych są wciąż rozwiązaniem najczęściej stosowanym przez władze miast, to pojawiają się również alternatywne pomysły, jak radzić sobie z osobami zalegającymi z opłacaniem czynszów. W Częstochowie władze wprowadziły kompleksowy system pomocy osobom wykluczonym i zagrożonym wykluczeniem społecznym. Zamiast eksmitować dłużników do kontenerów socjalnych, wdrożyły system oddłużania. ­Osoby zalegające z czynszem mogą odpracować swój dług, sprzątając, zamiatając i odśnieżając miasto. W ten sposób nie tylko przecina się spiralę zadłużenia, ale również poprawia się estetykę miasta. Pracujący dłużnicy przestają być obciążeniem dla społeczeństwa. Docelowo osoby objęte tym programem mają być zachęcane do tworzenia spółdzielni społecznych, co uchroni je przed popadnięciem w kolejne długi wynikające z braku pracy. W tym celu miasto nawiązało współpracę z Centrum Integracji Społecznej (jednostką ufundowaną przez częstochowską Akcję Katolicką). Pracujące osoby dostają też świadczenie integracyjne w wysokości 761 złotych brutto (690 netto).  Mają dostęp do gorącego posiłku, do pomocy psychologa, doradcy zawodowego i pracowników socjalnych. Opieką objęte są ich ­dzieci.

Rozwiązanie stosowane w Częstochowie wydaje się modelowe. Systemy oddłużania dłużników są stosowane również w Olsztynie, Gdańsku, Białymstoku i Piekarach Śląskich. Podobny program ma ruszyć w Sopocie. Aby jednak przy okazji tego typu rozwiązań nie dochodziło do nadużyć i zmuszania dłużników do odpracowywania zaległości za skrajnie niską stawkę godzinową, konieczna jest kontrola społeczna. Można mieć wątpliwości co do działania tego systemu w Olsztynie, gdzie władze miasta odmawiają informacji na temat wynagrodzeń osób odpracowujących zaległe czynsze.

Opór i partycypacja

Brak polityki mieszkaniowej, eksmisje, utrudnianie dostępu do danych dotyczących kwestii reprywatyzacji nie pozostają bez odpowiedzi ze strony społecznej. Propozycje stawiania kontenerów socjalnych stają się powodem do protestów. Eksmisje są blokowane (przez niedopuszczanie komornika do drzwi w celu wykonania wyroku eksmisyjnego). Coraz prężniej działają również stowarzyszenia lokatorskie. W Warszawie działają trzy: Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej (powstała w 2006 roku), Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów (2007), z którym związana była Jolanta Brzeska, oraz Komitet Obrony Lokatorów. Od 2007 roku w Krakowie działa stowarzyszenie Krakowska Grupa Inicjatywna Obrony Praw Lokatorów. Od 2009 w Gdańsku – Grupa Inicjatywna „NIC O NAS BEZ NAS”. W 2011 roku powstały również stowarzyszenia lokatorskie w Poznaniu – Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów, oraz we Wrocławiu – Akcja Lokatorska. Nie oznacza to, że wcześ­niej żadna oddolna grupa nie zajmowała się lokatorami – robiły to zazwyczaj organizacje anarchistyczne bądź lewicowe, które mają znacznie szerszy obszar działania.

Ruch lokatorski dopiero rozwija swoje skrzydła i stowarzyszenia lokatorskie wciąż nie są u nas tak silne, jak na przykład w Szwecji, gdzie ustawowo mają wpływ na wysokość czynszów i politykę miejską. Na ogół nie są również traktowane jako pomocni partnerzy przez władze samorządowe. Sytuacje, w których – jak w jednej ze scen sztuki Falka – urzędnik kieruje osobę mającą trudności z otrzymaniem mieszkania komunalnego do Stowarzyszenia Obrony Lokatorów są na razie pieśnią przyszłości. Można mieć jednak nadzieję, że możliwość zaistnienia takiej sytuacji jest coraz bliżej. 

Jednym z rozwiązań jest organizowanie Okrągłych Stołów Mieszkaniowych. Taki Stół powstał w Krakowie w 2011 roku. Wciąż jednak przypomina to bardziej ruch protestu wobec działań władz niż współpracę na partnerskich zasadach, gdzie liczy się zdanie wszystkich uczestników. W 2009 roku w Warszawie organizacje lokatorskie powołały forum nazwane Stroną Społeczną – niestety, współpraca z władzami miasta zniechęciła ruchy lokatorskie. Mimo złych doświadczeń Krakowa i Warszawy, Okrągły Stół Mieszkaniowy powstaje obecnie w Poznaniu. Mają go tworzyć przedstawiciele władz,  stowarzyszenia My-Poznaniacy,  Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów oraz Komisji Dialogu Społecznego. Jednak warunkiem, który stawia władzom miasta strona społeczna, jest wstrzymanie eksmisji i zasiedlania kontenerów socjalnych do czasu zakończenia obrad Okrągłego Stołu Mieszkaniowego – a na to na razie władze nie chcą się zgodzić.

Lokatorski monitoring polityki mieszkaniowej

Nowym etapem w działalności ruchów lokatorskich wywodzących się ze środowisk anarchistycznych i radykalnie lewicowych jest sięganie po środki dostępne w konkursach dla organizacji pozarządowych. Jednym z takich projektów jest „Lokatorski monitoring warszawskiej polityki mieszkaniowej”. Jego celem jest zebranie danych o zasobach komunalnych, wysokości czynszów, typie najemców, stanie technicznym budynków. Badanie to będzie w 2012 roku realizować Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów dzięki wsparciu finansowemu Fundacji Stefana Batorego.

Przeprowadzenie monitoringu jest kluczowe nie tylko dlatego, że informacje o zasobach komunalnych są albo niedostępne, albo trudno je znaleźć, ale również dlatego, że właśnie dobiega końca „Wieloletni program gospodarowania mieszkaniowym zasobem miasta st. Warszawy na lata 2008-2012”.  Jak czytamy w założeniach lokatorskiego monitoringu, „program na lata 2008-2012 miał przyczynić się m.in. do zwiększenia dynamiki publicznego budownictwa mieszkaniowego, zwiększenia dostępu do lokali komunalnych i socjalnych, racjonalizacji czynszów w zasobach miejskich oraz poprawy stanu technicznego tego zasobu”. Obecnie władze miasta przygotowują się do opracowania programu na kolejne pięć lat. Stowarzyszenia lokatorskie chcą aktywnie brać udział w debacie na temat ich tworzenia.  Brakuje jednak informacji o efektach programu: nie ma ich ani na stronach internetowych urzędu, ani nigdzie indziej.

Celem „lokatorskiego monitoringu” jest gromadzenie informacji o polityce mieszkaniowej i proponowanie zmian. Najpierw  zbierane będą dane o realizacji celów związanych z budownictwem mieszkaniowym i pozyskiwaniem lokali na potrzeby miasta od 1 stycznia 2008 do 30 sierpnia 2011 roku, o realizacji remontów (w tym samym okresie), o wprowadzeniu przez dzielnice „stref czynszowych” i o wdrożeniu nowych zasad ustalania czynszów za lokale komunalne przez władze dzielnic. Analizowane będą też: wpływ programu na realizowanie przez miasto obowiązku przyznawania lokali komunalnych i socjalnych osobom uprawnionym, liczba eksmisji z zasobu miejskiego (z uwzględnieniem ich powodów) oraz skala zjawiska zadłużenia czynszowego. Uwzględnione zostaną społeczne aspekty programu: przeprowadzenie konsultacji społecznych czy adekwatność założeń programu do potrzeb mieszkaniowych. 

Drugim etapem będzie nawiązanie kontaktów z mediami i rozpoczęcie debaty publicznej. W październiku odbędzie się konferencja połączona z prezentacją wyników badań i promocja filmu dokumentalnego o warszawskiej polityce mieszkaniowej. Organizatorzy mają nadzieję na zainteresowanie sprawami mieszkaniowymi ludzi świata nauki, zwłaszcza nauk społecznych. Odbędą się otwarte dyskusje między organizacjami lokatorskimi a władzami Warszawy. Informacje zebrane w czasie badań posłużą do sformułowania rekomendacji zmian w polityce mieszkaniowej.

Okrągłe Stoły Mieszkaniowe, projekty takie jak „Lokatorski monitoring warszawskiej polityki mieszkaniowej” i szereg innych działań nastawionych na zdobycie i uspołecznianie wiedzy o polityce mieszkaniowej pokazują, że tematyka mieszkaniowa i kwestia praw lokatorskich stają się jednym z ważniejszych wątków debaty publicznej. Duże znaczenie w tym kontekście ma również potraktowanie tematyki mieszkaniowej jako istotnego problemu, który podejmują ludzie kultury – przykładem na to są właśnie scenariusze Michała Kmiecika i Feliksa Falka upowszechniające wiedzę na temat sytuacji lokatorów. Bez popularyzacji tematu nie można liczyć na szerokie poparcie społeczne konieczne do zmiany polityki mieszkaniowej.

Podczas pisania artykułu korzystałam z następujących źródeł:

Piotr Ciszewski Obrońcy praw lokatorów, http://www.rozbrat.org/publicystyka/aktywizm/390-obroncy-praw-lokatorow;

Jerzy Krzekotowski Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej a uprawnienia mieszkaniowe obywateli, http://niconasbeznas.pl/materialy/krzekotowski-konstytucja.pdf;

Dorota Steinhagen W Poznaniu są eksmisje i kontenery. U nas system pomocy, „Gazeta Wyborcza” z  24 stycznia 2012;

Lokatorski monitoring warszawskiej polityki mieszkaniowej, materiały Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów;

Powstało Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów, http://www.rozbrat.org/informacje/poznan/2939-powstalo-wielkopolskie-sto...

Magazyn „MIASTA” nr 1/wiosna 2012 – „MIESZKANIE”, Instytut Badań Przestrzeni Publicznej.

Opierałam się również na rozmowach z działaczami Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów i Komitetu Obrony Lokatorów.

Udostępnij

Joanna Erbel

Socjolożka miasta, aktywistka, publicystka. Współzałożycielka Stowarzyszenia Duopolis, członkini „Krytyki Politycznej”, redaktorka naczelna magazynu „MIASTA”. Organizatorka szeregu debat i spotkań na temat przestrzeni publicznej.