zombie_ss_3.png

Naziści zombie powracają
– Jesteś tu, by rozpętać trzecią wojnę światową?
– Jestem tu, by zakończyć drugą.
Fragment ścieżki dialogowej filmu „Night of the Zombies”
KULTUROWE PODSTAWY WIARY W ZOMBIE
Gdyby nie istnieli, trzeba byłoby ich wymyślić, a że zostali wymyśleni, to teraz nie można odmówić im istnienia.
Pierwszy film o zombie bazujący na wątku militarnym powstał jeszcze podczas drugiej wojny światowej. W King of the Zombies w reżyserii Jeana Yarbrougha z 1941 roku główny bohater w wyniku wypadku lotniczego trafia na wyspę, na której odnajduje tajemnicze laboratorium doktora Miklosa Sangre (szpiega obcego wywiadu) pracującego nad ożywianiem zwłok po to, by wykorzystywać je do celów wojskowych. Kolejne dekady przynosiły tytuły, w których krystalizowała się specyfika filmów, o których będzie tutaj mowa. The Frozen Dead (Zamrożony Umarlak, 1966, reż. Herbert J. Leder), They Saved Hitler’s Brain, (Ocalony Mózg Hitlera, 1968, reż. David Bradley), Porażające fale (Shock Waves, 1977, reż. Ken Wiederhorn), Night of the Zombies (Noc Zombich, 1981, reż. Joel M. Reed), Jezioro zombich (Le lac des morts vivants, 1981, reż. Jean Rollin, Lulian de Laserna), Oaza zombich (La tumba de los muertos vivientes, 1982, reż. Jesús Franco), Eksperyment SS (Outpost, 2008, reż. Steve Barber), Zombie SS (Dead Snow, 2009, reż. Tommy Wirkola), Armia Frankensteina (Frankenstein’s Army, 2013, reż. Richard Raaphorst) – to tylko wybrane tytuły spośród wielu produkcji, których twórcy eksplorują motyw nazistów zombie. Oceny tych filmów w serwisach typu IMDb czy Filmweb wahają się między dwoma a pięcioma punktami na dziesięć, a ich budżety wyraźnie nie odpowiadały potrzebom. A jednak, jako zbiór, tworzą pewien fenomen kulturowy, który może nam coś powiedzieć o niektórych stylach kultywowania traumatycznej pamięci wojny, ale również niesłabnącej przez dziesięciolecia rozwoju filmu ekscytacji balansowania na granicy dobrego smaku, na którą mogą sobie pozwolić albo produkcje klasy B, albo wybitne dzieła kina artystycznego.
zombie_ss_1.png

Maria Piątkowska w artykule dotyczącym obecności nazistów zombie w kulturze popularnej stawia hipotezę, że rozwój tego podgatunku horroru wiąże się z pewną ogólną tendencją – popkultura jest zafascynowana złem i chętnie się nim zajmuje, a trudno o bardziej ekstremalną formę zła niż ta, którą praktykowali naziści przed i w czasie wojny1. Choć naziści zombie są bez wątpienia wcieleniami zła, to wcielają oni również jakości mniej oczywiste. Odpowiadają na potrzebę, by historią nie zajmować się tylko racjonalnie; kanalizują karmione solidną liczbą faktów fantazje o tym, jak w hitlerowskich Niemczech wojskowy dryl łączył się z okultyzmem i niespotykanym wcześniej rozwojem technologii i medycyny. Są w końcu emanacją niepokoju wynikającego z tego, że ślady drugiej wojny są częścią topografii miast na całym świecie, a ziemia, po której chodzimy, jest w zasadzie cmentarzyskiem szczątków. Ich obecność napawa irracjonalnym lękiem przed powrotem tego, co miało być na dobre pogrzebane.
Jeżeli zombie naziści są emanacją zła, to jest to zło nieśmiertelne, drzemiące pod powierzchnią oswojonych krajobrazów. Kiedy wychodzi na zewnątrz, przyjmuje postać groteskowej figury, która z zacietrzewieniem rzuca się na ludzi, ale nie wydaje się mieć przy tym jakiegoś celu politycznego, nie jest motywowana ideologią. Co paradoksalne, zombie naziści nie mają pamięci swojej ziemskiej misji, kierują się raczej żądzą tego, co zombie lubią najbardziej – świeżego ludzkiego mięsa.
MIKRO-NEKRO-HISTORIE
Scenariusze filmów o zombie nazistach reprezentują trzy zasadnicze schematy fabularne. W ramach pierwszego z nich przebudzenie zombie następuje, kiedy kilka osób przypadkowo trafia na ich terytorium. Od tego zaczynają się na przykład Porażające fale, Jezioro zombich, Eksperyment SS, Armia Frankensteina czy Bunker of the Dead (2015, reż. Matthias Olof Eich). Bohaterowie tych filmów początkowo wyczuwają pewnego rodzaju złowrogą obecność w miejscach, do których trafiają, ale nie wiedzą, czyja to obecność. Część z nich kpi z możliwości spotkania ożywionych zwłok – w tym momencie (tak jest na przykład w Zombie SS) pojawia się czasem stary lokals, który tłumaczy przybyłym, że znajdują się w miejscu szczególnie niebezpiecznym.
W ramach schematu drugiego główni bohaterowie (agenci wywiadu, policjanci, wojskowi) przewodniczą wyprawom, mającym na celu zbadać tajemnicze wydarzenia, za którymi okazują się stać zombie naziści. Tak jest w przypadku Oazy zombich czy Night of the Zombies.
W filmach reprezentujących schemat trzeci śledzimy losy samych nazistów, którzy eksperymentują nad stworzeniem zombie albo planują rekonstrukcję Trzeciej Rzeszy na podstawie spreparowanych przez siebie ożywionych zwłok. Tak jest na przykład w The Frozen Dead i They Saved Hitler’s Brain. Paradoksalnie, ostatni ze schematów przynosi najmniej interesujące efekty. Wspomniane filmy są de facto pewnymi wariacjami na temat historii doktora Frankensteina i jego monstrum, a za puentę służy zazwyczaj konstatacja, że eksperymentowanie z życiem zawsze kończy się tragicznie.
the_frozen_dead_1.png

Dwa pierwsze schematy łączy cecha, którą można wskazać jako najbardziej wyrazisty wyznacznik omawianego gatunku. Zombie naziści są silnie związani z miejscem. Czasami jest to miejsce tragicznej śmierci żołnierzy (Zombie SS, Jezioro zombich, Oaza zombich, Porażające fale), czasem miejsce eksperymentów, w wyniku których powstały zombie (Armia Frankensteina, Eksperyment SS), czasem miejsce, gdzie starają się ukryć przed tymi, którzy najchętniej postawiliby ich przed trybunałem (They Saved Hitler’s Brain, Bunker of the Dead, The Frozen Dead). W każdym przypadku zombie mieszkają pod powierzchnią – czy to w podziemnym bunkrze (Eksperyment SS), pod śniegiem (Zombie SS, Bunker of the Dead), w piasku wydm (Oaza zombie), pod wodą (Porażające fale, Jezioro zombich). Są więc tym, co wyłania się, jak niechciane szczątki z ziemi.
Jak twierdzi przywoływana już Maria Piątkowska, aż do premiery filmu Noc żywych trupów (1968, reż. George A. Romero) wyobrażenia nieumarłych kształtowane były w znacznej mierze przez kontekst, z którego ta figura się wywodzi, a więc z haitańskiego folkloru i praktyk religii wudu. W ramach tych praktyk ożywione martwe ciała zostają podporządkowane woli innego i są pozbawione własnej decyzyjności. Romero był pierwszym reżyserem, który odciął zombie od instancji kontrolującego je demiurga. Choć w analizowanych przeze mnie filmach czasami pojawiają się przywódcy zombie-kompanii (tak jest na przykład w przypadku Zombie SS, gdzie zombie podlegają rozkazom pułkownika SS o nazwisku Herzog), nie jest to stały motyw i ostatecznie wydaje się mało istotny. Chaos, jakim charakteryzują się walki między żywymi a nieumarłymi – i wynikająca z tego chaosu widowiskowość – właściwie czyni figurę przywódcy niepotrzebną z punktu widzenia dramaturgii fabuły.
Kulminacją filmów o zombie reprezentujących schemat pierwszy i drugi jest zazwyczaj zaciekła walka między żywymi a nieumarłymi. Do najbardziej widowiskowych należą te z Zombie SS oraz Armii Frankensteina. W pierwszym filmie grupa młodych turystów przyjeżdżających zimą na wycieczkę w góry jest stopniowo wyniszczana przez pułk Herzoga. W kluczowym momencie walki jeden z bohaterów, złączony w uścisku z zombie esesmanem, stacza się ze zbocza góry i jedynym, co chroni ich przed upadkiem w przepaść, jest jelito zombie, które zahacza się o wystającą skałę i pozwala im razem zawisnąć nad przepaścią. W scenach późniejszych widzimy też, jak główny bohater po ugryzieniu przez zombie odcina sobie piłą rękę, żeby trucizna nie rozprzestrzeniła się po jego ciele i nie zamieniła go w nieumarłego. Zaraz po tym, jak udaje mu się dokonać tego nadludzkiego czynu, zostaje ugryziony w krocze przez innego zombie, który nagle wyłania się spod śniegu.
jezioro_zombich_4.png

Armia Frankensteina jest przypadkiem o tyle interesującym, że nakręcono ją w konwencji frontowego found-footage. Narracja jest fragmentaryczna, a punkt widzenia kamery jest ściśle powiązany z percepcją bohatera, który staje się dla nas przewodnikiem. Okiem kamery trzymanej przez jednego z żołnierzy wojsk radzieckich oglądamy drogę oddziału przez opuszczone tereny. Kiedy trafiają do bunkra, szybko okazuje się, że jest on miejscem, w którym szalony naukowiec eksperymentował nad stworzeniem superarmii ludzko-technologicznych hybryd. W bunkrze nie tylko stacjonują nieumarli żołnierze-mutanci (jeden z nich ma karabiny, inny sierpy zamiast rąk, okazuje się, że naukowiec znalazł również czas na przytwierdzenie kobiecej głowy do ciała pluszowego misia), znajduje się tam też magazyn ciał gotowych do dalszego przetwarzania. Jak sugeruje zakończenie filmu, radzieccy żołnierze mogą chcieć kontynuować szaleńczą misję nazistów.
Na tle wspomnianych tytułów wyróżnia się Jezioro zombich – francuski film, którego fabuła znacznie odbiega od pozostałych. W produkcji tej do małego miasteczka przybywają policjanci skierowani do zajęcia się sprawą tajemniczych zaginięć dziewcząt w miejscowym jeziorze. Zaginięcia te są jednak tajemnicze tylko dla osób spoza lokalnej społeczności. Burmistrz miasteczka, członek francuskiego ruchu oporu z okresu wojny, dobrze wie, że stoją za nimi mieszkający w jeziorze naziści zombie, którzy powstali ze zwłok żołnierzy wrzuconych po egzekucji do wody przez niego i jego kolegów. Jednym z zombie (gra go Pierre-Marie Escourrou, któremu urodą jest tak blisko do Leonarda di Caprio, jak tylko jest to możliwe w przypadku filmów klasy B) jest zmarły żołnierz, romansujący za życia z dziewczyną z miasteczka. Zanim on został zamordowany – ona zaszła w ciążę. Ledwo urodziła – sama zmarła w gorączce (wywołanej prawdopodobnie złamanym sercem). Dziewczyna pozostawiła po sobie córkę, którą zielonolicy nazista zombie odwiedza w jej pokoju i daje znać, że jest jej tatą (dziewczynka rozpoznaje go po ukrytym pod mundurem naszyjniku, który zna ze zdjęcia swojej matki). Relacja ojca-zombie i córki jest o tyle tragiczna, że dziewczynce zostaje powierzona misja ostatecznego rozprawienia się z oddziałem stacjonujących w jeziorze zombich. Wabi swojego ojca i jego towarzyszy do opuszczonej stodoły, po czym pozwala mężczyznom z miasteczka ich podpalić. Na koniec roni gorzkie łzy, bo choć oddział zombich wyrządził w miasteczku wiele zła, to jednak miłość dziecka do rodzica jest silniejsza niż powinność wobec lokalnej społeczności.
jezioro_zombich_7.png

Unieszkodliwianie zombie i niszczenie ich ciał jest wyzwaniem, wobec którego reżyserzy prezentują różne strategie. Najczęściej żywi wcale nie wygrywają, a w zakończeniu filmu pojawia się złowroga zapowiedź, że zło, którego głód został tymczasowo zaspokojony, po jakimś czasie znowu się przebudzi.
ŻYWI ZMARLI
Powroty nazistów zombie właściwie w doskonały sposób odpowiadają koncepcji nekroperformansu, którą zaproponowała Dorota Sajewska w swoim projekcie badawczym dotyczącym obecności śladów pierwszej wojny światowej w kulturze. Jak napisała:
Nekroperformans jest sytuacją, w której za sprawą kulturowych resztek w nowych warunkach społecznych i politycznych aktualizuje się historia i materializuje się nie tyle sama przeszłość, ile relacja współczesnych z przeszłością.2
Zombie naziści, jako kulturowa resztka drugiej wojny światowej, wyrażają z jednej strony lęk, że wojna i poprzedzające ją reżymy polityczne, przede wszystkim hitlerowska Trzecia Rzesza, może w jakiejś formie powrócić. Z drugiej strony, ich cielesna forma – rozpad, groteskowość, niemota, zaburzona motoryka – uwidacznia proces „rozkładu”, jakiemu ulega wyobrażenie tej wojny, której trwanie w społecznej pamięci zmienia się i deterytorializuje. Zmiany są konsekwencją tego, że kolejne pokolenia, które jej nie doświadczyły (często należą do nich owi burzący spokój zombie turyści), mają do niej inny stosunek emocjonalny niż ofiary. Deterytorializacja obrazów wojny między innymi w rejony kultury popularnej głębiej zakorzenia ją jako wydarzenie historyczne w zbiorowej wyobraźni, a jednocześnie jest formą przepracowywania jej traumatycznego ciężaru.
Pozostając przy wątku rozkładu – warto zwrócić uwagę, że cielesność zombie nazistów nie różni się w znacznym stopniu od cielesności zombie innego typu. Paleta odcieni ich skóry rozpościera się między bielą (The Night of the Zombies), szarością (Zombie SS) a intensywną zielenią (Jezioro zombich). Ich ciała mają tendencję do łatwej dezintegracji – elementem charakteryzacji często są wypadające gałki oczne (Oaza zombich) oraz odpadające z policzków płaty skóry. Jednocześnie wydaje się, że nie ma takiego stopnia zranienia (z urwanymi kończynami i wypadającymi wnętrznościami włącznie), który odbierałby zombie wolę mordu i pozwalałby je unieszkodliwić.
oaza_zombich_1.png

Ze względu na ograniczone budżety filmów klasy B, filmowcy pozostawiają możliwie najmniejszą powierzchnię ciała zombie odsłoniętą, dzięki czemu tylko twarz, szyja i dłonie wymagają pracy z makijażem i ekstensjami. W tym kontekście można łatwo rozpoznać jedną z podstawowych strategii kinematograficznych obecnych w omawianych filmach – zombie bardzo często wyłaniają się z mroku albo widzimy tylko fragmenty ich ciał – im więcej pola reżyserzy zostawią wyobraźni widzów, tym mniej muszą martwić się o efekt obcości wywołany poślednimi zabiegami charakteryzacyjnymi. To, po czym można ich poznać, to umundurowanie. I – w niektórych przypadkach – technologiczne protezy służące wzmocnieniu ich przydatności na polu walki. Tak jest w przypadku wspomnianych już zombie-maszyn z Armii Frankensteina oraz w Porażających falach, gdzie podwodni naziści zombie wyposażeni są w gogle umożliwiające im widzenie pod wodą (spod wody atakują swoje ofiary), a zerwanie gogli z ich twarzy jest najprostszą metodą ich unieszkodliwienia.
zrzut_ekranu_2026-04-14_172214.png

Opisany model cielesności jest właściwie prostym połączeniem figur zombie i żołnierza, jednak dodatkowym efektem wyłaniającym się z tego połączenia jest ciekawe zaburzenie fizycznego etosu nazistowskiego ciała, który opisywali między innymi Klaus Theweleit w Męskich fantazjach i Jonathan Littel w Suchym i wilgotnym. Littel w swojej książce inspirowanej monumentalnym dziełem Theweleita analizuje wojenny dziennik Léona Degrella. Ten belgijski wojskowy, który w czasie drugiej wojny kolaborował z Niemcami, w swojej książce pod tytułem Kampania rosyjska zdał sprawozdanie ze swojego własnego zaangażowania na froncie wschodnim, a jednocześnie – co pokazują analizy Littela – pozostawił ślad nazistowskiej wyobraźni, która do przedstawiania ciał, zachowań i terytoriów wroga używała spójnej konwencji stylistycznej i charakterystycznych figuracji.
Z narracji Degrella Littel wydobywa przeciwstawne sobie modele ciał: nazistowskiego i bolszewickiego, a każde z nich określa zestaw jakości przeciwstawnych wobec drugiego. Należą do nich między innymi: suche/wilgotne, twarde/miękkie, stałe/płynne, zamknięte/otwarte, jędrne/obwisłe, czyste/brudne, przejrzyste/mętne, gładkie/kleiste.3 Rzecz w tym, że o ile ciało nazisty dało się scharakteryzować za pomocą jakości z grupy pierwszej, o tyle ciało nazisty zombie reprezentuje wyłącznie jakości z grupy drugiej. Naziści zombie, choć powracają, by siać grozę podobną tej, jaką siali za życia, są tacy, jakimi nie wyobraziliby ich sobie nazistowscy ideolodzy – miękcy, gnijący, rozpadający się, ledwo trzymający pion. Życie-po-życiu nazistowskiego imaginarium, którego ekspresją są filmy z omawianego gatunku, jest więc nazistowską estetyką na opak, nie tyle skompromitowanym, ile spotworniałym jej obrazem.
Jeżeli ciało żołnierza hitlerowskiej armii miało reprezentować ideały, na których opierała się Trzecia Rzesza, to ciało zombie nazisty reprezentuje wszystko, z czym Trzecią Rzeszę kojarzy się po jej upadku – z jednej strony moralną zgniliznę, a z drugiej strony po prostu porażkę. Tysiącletnia Rzesza przetrwała lat dwanaście i być może uśpieni pod śniegiem nieumarli żołnierze jej armii są jedyną formą trwałości, na którą tak naprawdę było ją stać.
jezioro_zombich_1.png

TO, CO BYŁO, MOŻE PRZYJŚĆ
Przedostatnia scena Night of the Zombies konfrontuje nas z niepokojącą hipotezą. Okazuje się, że grupa nieumarłych, która w poprzednich scenach budziła grozę swoimi rozpadającymi się, sinymi ciałami w mundurach, jest w stanie stać się niczym niewyróżniającą się paczką mężczyzn ubranych z pewnym wyczuciem wobec obowiązujących trendów. Zachowują ludzki wygląd, jeśli odpowiednio często dostarczają sobie pożywienie w formie świeżego ludzkiego mięsa. Nadzieje, że wygląd zombie skutecznie nas od nich odstraszy i w konsekwencji uratuje, mogą więc okazać się płonne.
Uważaj. Obiekty na ekranie są znacznie bliżej, niż się wydaje.
- 1. Maria Piątkowska Zombie-naziści w horrorach, czyli jak Zombie SS stało się elementem popkultury, w: Zombie w kulturze pod redakcją Kseni Olkusz, Ośrodek Badawczy Facta Ficta, Wrocław 2016, s. 98.
- 2. Dorota Sajewska Nekroperformans. O sprawczym oddziaływaniu szczątków w polskiej pamięci kulturowej, „Teksty Drugie” nr 6/2016, s. 403.
- 3. Jonathan Littel Suche i wilgotne. Krótka wyprawa na terytorium faszysty, przełożyła Małgorzata Kamińska-Maurugeon, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009, s. 33.

