zrzut_ekranu_2026-01-02_084030.png

Alina Sarnacka "Matka żołnierka", Teatr Weteranów, Kijów, 2025, reż. Ołeksandr Tkaczuk, fot. Teatr Weteranów.

Żyjemy w czasach epickich

Anastasija Kosodij
W numerach
02 sty, 2026
Listopad
2025
11 (825)

przełożyła Anna Korzeniowska-Bihun

ZMIANY DRAMATURGII UKRAIŃSKIEJ PO PEŁNOSKALOWEJ INWAZJI ROSJI NA UKRAINĘ
Ten artykuł jest rezultatem rozmów z siedmiorgiem ukraińskich dramatopisarek i dramatopisarzy. Niektórzy z nich przebywają na zagranicznych rezydencjach, inni – na froncie. Jedni już napisali swoją pierwszą powieść, inni nie są w stanie zajmować się żadną formą dłuższą niż wiersz. Rozmawiamy online i offline, w różnych strefach czasowych, próbując uchwycić skutki tego, co wydarzyło się w ciągu tych trzech lat – dostrzec odbicie tych wypadków w tekstach napisanych po 24 lutego 2022.

TE DZIENNIKI NAS ZMĘCZYŁY
Pisarze na początku wojny to ludzie dość bezradni. Tak się przynajmniej wydaje. Opuszczam Kijów 25 lutego 2022 roku, 3 marca przekraczam pieszo polską granicę, a już następnego dnia przyjeżdżam do Berlina. Początek wiosny w Niemczech jest szary i wilgotny. Chodzę ulicami Kreuzbergu nie mogąc pojąć, jak to się stało, że wojna wydarzyła się mnie i to właśnie w taki sposób. By choć na chwilę odsunąć od siebie te myśli, biorę się do czegoś względnie pożytecznego: piszę do niemieckich teatrów z propozycją, by zorganizowały czytania, a do kolegów dramatopisarzy i dramaturgów – z propozycją, by napisali krótkie teksty do tych czytań. Tak powstaje w monachijskim Kammerspiele projekt „Vom Krieg – Ukrainian Dramatiker*innen erzählen vom Leben während der Invasion durch Russland” (Z wojny – ukraińscy dramatopisarze opowiadają o życiu w czasie rosyjskiej inwazji) – czysty produkt ulotnej chwili. Każdy z tekstów był zapisem z dziennika w stylu: „Obudziłem się 24 lutego o piątej rano…”. Dziś można je odbierać jedynie jako świadectwo czasu.

„O ile wcześniej pisano o innych ludziach, którzy przeżyli wojnę, o tyle teraz wszystko się radykalnie zmieniło, bo sami staliśmy się uczestnikami i  ofiarami wojny. Pojawiło się znacznie więcej refleksji osobistych” – mówi Natalia Worożbyt. „A później, po roku czy półtora przyszła potrzeba dystansu, spojrzenia z góry na to, co się dzieje. Począwszy od Iryny Hareć, która już pisze bajki, albo Andrija Bondarenki, który tworzy przypowieści, zaczęliśmy myśleć szerzej, przenosząc osobiste doświadczenie na doświadczenie historyczne, światowe. Bo to wszystko trwa bardzo długo.”

Jednym z oczywistych przejawów owego „szerszego spojrzenia” jest mniejsza obecność teatru dokumentalnego. Dramatopisarze wciąż prowadzą badania dokumentalne na potrzeby swoich projektów, ale na ich podstawie tworzą już kreacje literackie. „Myślisz, że to dlatego, iż teatr dokumentalny przestał być skuteczny?” – pytam Natalię Worożbyt. „Po prostu przedtem przez osiem lat bardzo dużo się tym zajmowaliśmy – mówi. I teraz pojawiło się wrażenie, że ta forma już się wyczerpała. Trzeba szukać czegoś innego.”

Sztuka Zielone korytarze1 napisana przez Natalię Worożbyt dla Münchner Kammerspiele (koniec 2022) oraz Neisnujuczi (Nieistniejący) dla Schauspiel Essen (początek 2024) to dwa kontrastujące studia uchodźczego doświadczenia. O ile Zielone korytarze to głośny i niemal chuligański zestaw ludzkich typów, gdzie każda z postaci chce wykrzyczeć swoją prawdę prosto w twarz widzowi (przy tym nie próbując się mu przypodobać), o tyle Neisnujuczi są historią bardziej kameralną i uniwersalną, w której dramatopisarka ani razu nie ujawnia pochodzenia trzech bohaterek i jednego bohatera (babcia, matka, córka, ojciec). Ich życie w zawieszeniu jest zarazem doświadczeniem globalnym i głęboko ukraińskim.

Kolejny tekst o ukraińskich poszukiwaczach azylu to Moje pekło (Moje piekło) Oksany Sawczenko, napisany dla Theater Heidelberg. Matka i nastoletnia córka przyjeżdżają do Heidelbergu, gdzie zamieszkują w domu dalekiej niemieckiej krewnej, wśród członków jej rodziny. Różnice mentalności prowadzą do nieustannych kłótni: o zasady korzystania z pralki („Żadnego szybkiego prania!”), o głośność słuchanej muzyki, o wychowanie dzieci… Poza codzienność wyprowadza tę historię nagły moment uniezwyklenia w scenie szóstej, gdy bohaterka wyciąga słoik z ludzkim sercem i wchodzi z Jurą – właścicielem tego serca – w czuły dialog: „Wiem, że ty jesteś w niewoli obowiązków wobec Ojczyzny, a ja – w niewoli macierzyństwa”.

Ten motyw (w mniej metaforycznym ujęciu) pojawi się także w sztuce Warwary cybułewoji masti (Barbarzyńcy cebulowej maści) Kateryny Penkowej: ukraińska uchodźczyni Łarysa, uciekająca przed wojną do Warszawy i skutecznie manipulująca tam współczującymi Polakami, trzyma w swoim pokoju małą lodówkę. A w niej – nogę z ciała jej syna-żołnierza; więcej nie udało się zebrać z pola bitwy. Finałowy monolog Łarysy nagle wynosi ją na takie poetyckie poziomy żałoby, które – zdawałoby się ‒ leżą poza zasięgiem tej postaci:

„Powiedzieli – zginął podczas wykonywania akcji wojskowej. Ale ja w to nie wierzę. Nie wierzę. Mówią tak specjalnie […]. Jestem pewna, że znaleźli go jacyś dobrzy Ukraińcy, którzy od dziewięciu lat czekają na deokupację… gdzieś tam… gdzie są wszyscy dobrzy ludzie, wróżki zębuszki i prawdziwi chłopcy… gdzieś tam… po tamtej stronie hałd, gdzie śpią ciemne kurhany, kołysze się dziki step… i gdzie z węgla i krwi wschodzi nad Europą nasze zahartowane wschodnie słońce.”

JAK MAMY OPISYWAĆ TĘ WOJNĘ?
Ołeksandr Żuhan służy w przyfrontowym Kramatorsku. Za jego plecami w oknie Zooma widać wyblakłe postsowieckie ściany mieszkania w lokalnym bloku, a później także koty. Czas naszego połączenia był niepewny do ostatniej chwili: mój rozmówca jako żołnierz pozbawiony jest luksusu planowania takich wywiadów z wyprzedzeniem.

„Przed pełnoskalową inwazją wszyscy byliśmy tacy super-mega-ironiczni i patrzyliśmy na świat oczami nastolatków, dla których już wszystko na tym świecie jest jasne – mówi Ołeksandr. Pełnoskalowa inwazja rosji2 kazała nam dorosnąć. Teraz już jesteśmy na tyle duzi, że nie musimy chować się za śmiechem, za ironią. Żyjemy w czasach epickich, więc możemy sobie pozwolić na pisanie w sposób epicki. W dawnym rozumieniu eposu i patosu.”

„Piszesz coś teraz?” pytam.
„Tylko w mediach społecznościowych” odpowiada Ołeksandr i dodaje: „Krótkie teksty”.

Na przykład w marcu 2022 roku, podczas walk na Kijowszczyźnie, gdy było bardzo zimno i wszyscy towarzysze broni po kolei chorowali, a on sam miał obustronne zapalenie płuc, napisał wiersz, albo raczej tekst, ale „w słupku”, który później stał się częścią utworu Ńju-Jork, +38 (Nowy Jork, +38). To krótka sztuka na sześć stron z głosem Chóru (Domy. / Zburzono / Cerkwie. / Zburzono / Szpitale. / Zburzono / Szkoły) oraz głosem Bohatera (Pogubiłem się, gdy trzeba było wybrać ciasteczka. Wszedłem do sklepu w naszym budynku. Chciałem kupić herbatę i ciasteczka. I tam nie było herbaty. To znaczy była. Było wiele gatunków i rodzajów. Ale nie było tej herbaty, którą zawsze kupowałem przed lutym ‘22). Ten tekst to nie próba naśladowania dramatu antycznego. Po prostu opisuje rzeczywistość, wypełnioną wielkimi historycznymi wydarzeniami ponad granicę miłosierdzia.

À propos lutego 2022 roku, zanim nadszedł dzień 24.

Lwowianka Olga Maciupa mieszka w Lublinie – to bezpieczne współrzędne, biorąc pod uwagę czas i okoliczności. Mimo to 9 lutego 2022 roku wsiada najpierw do jednego, a potem do drugiego bardzo długiego pociągu i jedzie do Siewierodoniecka. 12 lutego w Ługańskim Obwodowym Akademickim Ukraińskim Teatrze Muzyczno-Dramatycznym (ewakuowanym do Siewierodoniecka po 2014 roku) odbywa się premiera jej sztuki Sołowejky-Sołowky (Słowiki-Sołowki). Reżyser Dmytro Nekrasow nadał spektaklowi tytuł Siewier nasz (Północ nasza). To ironiczne nawiązanie do rosyjskiego hasła „Krym nasz”. Widzom taka gra słów się nie spodobała.

zrzut_ekranu_2026-01-02_084049.png

fot. Teatr Weteranów

„W pociągu wszyscy mówili: nie, nie, wszędzie jest spokojnie, nie będzie wojny. Ale to napięcie oczywiście było wyczuwalne” – wspomina Olga. „Przedstawienie rzeczywiście miało pewien rezonans. Po premierze w mediach społecznościowych toczyła się dyskusja: część osób dostrzegła, że spektakl porusza kwestie złożonej natury tożsamości i pamięci, a jednocześnie jest w nim czarny humor, trochę farsy i groteski, opartej na memach. Że to opowieść o złożonej naturze naszej tożsamości.”

Złożoność tożsamości samego Siewierodoniecka polegała na tym, że od 2014 roku było to miasto przyfrontowe. Dlatego czarny humor spektaklu, który w Kijowie, Lwowie czy nawet w Zaporożu byłby całkowicie akceptowalny, w mieście, które już doświadczyło rosyjskiej okupacji, odbierano z dystansem. Publiczność przychodząca do teatru tu, w Siewierodoniecku, była nastawiona patriotycznie, ale oczekiwała bardziej zrozumiałej klasyki, czegoś w rodzaju Natałki Połtawki Iwana Kotlarewskiego.

25 czerwca 2022 rozpoczęła się okupacja miasta przez armię rosyjską. Siewier nasz był ostatnią premierą w Ługańskim Obwodowym Akademickim Ukraińskim Teatrze Muzyczno-Dramatycznym w Siewierodoniecku.

A więc…

„Nigdy nie lubiłem literatury wojennej pisanej przez żołnierzy. Wszystkie te Remarki przechodziły obok mnie” – mówi Ołeksandr Żuhan (ogon jednego z kotów, leżącego przy laptopie, na sekundę pojawia się w kadrze kamerki internetowej). „Bo to była zupełnie inna wojna, z zupełnie innych przyczyn i zupełnie inny sposób mówienia o wojnie. Niby nie romantyzowali wojny… ale trochę jednak romantyzowali.”

Jak pisać o wojnie nie romantyzując?

Jak pisać o wojnie nie zawłaszczając cudzych doświadczeń?

Jak pisać o wojnie nie upraszczając?

Jak pisać o wojnie nie żerując na traumie?

To słówko „nie” jest jednym wielkim pytaniem w ukraińskiej dramaturgii.

Jedną z odpowiedzi dał kijowski Teatr Weteranów, utworzony we współpracy z Teatrem Dramaturgów i TRO Media. To projekt radykalnie poszerzający sprawczość. Ludzie z doświadczeniem wojennym, chcący się nim podzielić, ale bez doświadczenia w pracy z tekstem, mogą się tego nauczyć i napisać swoje pierwsze sztuki. Kilka z nich trafiło już na duże sceny teatrów narodowych Ukrainy, jak chociażby Balans3 autorstwa Aliny Sarnackiej.

Tej wiosny Kateryna Peńkowa napisała wspólnie z Aliną Sarnacką sztukę Zwidsy i do switanku (Stąd aż po świt). To historia kobiety, której mąż służy w wojsku – długi monolog o oczekiwaniu, strachu, miłości i zmęczeniu.

„«Zaczęłam pisać» – to za dużo powiedziane, bo właściwie zaczęłam próbować pisać. Siadałam, próbowałam się skupić, ale to, co mi wychodziło, brzmiało fałszywie. Nie potrafiłam wejść w ten proces. Czułam, że nie mam prawa przemawiać w imieniu kobiety, która czeka na męża-żołnierza. Mieszkam za granicą, mój mąż nie jest wojskowym… nie wiedziałam, jak o tym mówić i już!” – zwierza się Kateryna Peńkowa. „I wtedy zwróciłam się do Aliny Sarnackiej, bo właśnie przeczytałam jej Balans. Spodobał mi się jej styl pisania. Zrozumiałam, że możemy stworzyć wspólny tekst.”

Pierwszym tekstem Aliny w tej sztuce był monolog żołnierza: siedzi w okopie, na bardzo wysuniętych pozycjach, nie ma łączności; wie, że jego żona czeka i martwi się, ale nie może jej w żaden sposób uspokoić. O czym myśli w takiej chwili? Z pewnością zawodowy autor mógłby wyobrazić sobie ten stan. Jednak zdecydowanie bardziej etyczne wydaje się powierzenie napisania tego tekstu żołnierce, która w dodatku jest dobrą pisarką.

Nasza rozmowa z Ołeksandrem Żuhanem zostaje przerwana: Ołeksandr musi pilnie uzgodnić coś przez telefon z towarzyszami broni. Czy możemy zrobić kilkuminutową przerwę?

Wyłączam Zooma i czekam, wpatrując się w ciemne zwierciadło monitora. Może nie jest to najbardziej stosowne wspomnienie w takim momencie, ale myślę o naszym tournée po południowej Urainie w sierpniu 2020 roku w ramach festiwalu literackiego Zaporiźka Knyżkowa Tołoka. Sam festiwal jeszcze się wtedy nie rozpoczął; to wydarzenie było jego promocją. Czytaliśmy współczesną ukraińską dramaturgię w Melitopolu, Skadowsku i Chersoniu, a potem – zainspirowana publiczność przyjechała także do Zaporoża.

Sztuki w ramach projektu „Południe i Wschód” napisali Maksym Kuroczkin, Kateryna Peńkowa i ja. Inspirowaliśmy się prywatną korespondencją mieszkańców obwodu zaporoskiego. Na przykład w roku rozpoczęcia budowy Dnieprogesu mężczyzna pisze do krewnych na wsi: „Przyślijcie jajka. Od roku ich nie jadłem” i tak dalej. Aktorami byli Anastasija Seheda i Jurij Sawinow, organizatorką – Wiktoria Petrowa, a reżyserem – Ołeksandr Żuhan.

Któregoś wieczoru usiedliśmy nad brzegiem Morza Czarnego. Rozmawialiśmy o rzeczach najbardziej ulotnych i zarazem najbardziej trwałych, jak przystało w tamtych okolicznościach. Już toczyła się wojna – bardziej na wschodzie i bardziej na południu, ale jeszcze nie odebrała nam morza, możliwości bycia „ironicznymi nastolatkami” i wielu innych rzeczy.

Znów włącza się Zoom; Ołeksandr może kontynuować rozmowę. I rozmawiamy dalej – o wojnie, o niemożności jej opisania i jednoczesnej konieczności tworzenia takich świadectw. Pytanie tylko, jaka powinna być ta literatura. Skoro wszystko, co napisano wcześniej, nie działa – bo przecież żadna z tych książek nie powstrzymała nowej wojny.

W finale tekstu Cisza i spokój Andrija Bondarenki4, sztuki napisanej w pierwszych dniach pełnoskalowej inwazji, autor mówi najpierw, że zaraz poda własną listę literatury o wojnie (Iliada, Pieśń o Nibelungach, Na skraju nocy…), a potem dodaje: „Niebawem ta lista się powiększy. Ale mnie to już niewiele obchodzi”.

zrzut_ekranu_2026-01-02_083958.png

Alina Sarnacka "Balans", Teatr Weteranów, Kijów, 2025, reż. Mykyta Poliakov, fot. Teatr Weteranów.

CZAS NA POWIEŚCI
Jakość życia dramatopisarza jest odwrotnie proporcjonalna do stopnia ingerencji w jego tekst reżysera (asystenta reżysera, aktorów, kierownika literackiego etc.). Niestety takie ingerencje nie należą do rzadkości. Pierwszym sposobem wyjścia z tej sytuacji jest reżyserowanie własnych sztuk, drugim – ucieczka w literaturę.

W tym roku wydawnictwo Urbino opublikowało debiutancką powieść Leny Laguszonkowej Mój sztandar zasikał kotek. To sarkastyczna, autofikcyjna opowieść o latach dziewięćdziesiątych, Stanicy Ługańskiej i „starter packu” ukraińskiej traumy pokoleniowej. Gdy rozmawiamy przez Zoom, Lena przebywa właśnie na rezydencji w Szwecji – pisze dla tamtejszego Teatru Królewskiego sztukę o ukraińskiej księżniczce, która niegdyś zapisała się w historii tego kraju. Mnie jednak ciekawi co innego: jak to jest, gdy się przechodzi z dramatu na prozę.

„Sztuki teatralne to bardzo szybki przebieg w porównaniu z powieścią – co mi się zresztą podoba. Pisanie powieści jest fizycznie skomplikowane. Wymaga koncentracji przez dłuższy czas, a tego czasu po prostu można nie mieć” – mówi Lena Laguszonkowa. „Ale w przypadku powieści jest mniej cenzury. Bo jeśli na przykład europejski teatr zamawia u ciebie jakiś temat, zostajesz ograniczona jego ramami i najprawdopodobniej przywiązana do swojego pochodzenia. A jeśli sztukę zamawia teatr ukraiński, no to wtedy…”. Lena śmieje się.

Powieść powstała na podstawie sztuki pod tym samym tytułem5. Lena napisała ją w pierwszych dniach inwazji, gdy na kijowskiej Trojeszczynie6 spędziła dwa tygodnie w piwnicy, bo ostrzały były już bardzo intensywne. „Nie zastanawiałam się, jak pisać ten tekst. Myślałam: zaraz umrę i tyle. Opowiem więc o całym tym gównie, o którym wcześniej nie pozwalano mi mówić”.

Natalka Worożbyt również myśli o własnej powieści. Znana scenarzystka i showrunnerka (jej serial Spijmaty Kajdasza [Złapać Kajdasza] jest wręcz uwielbiany przez różne warstwy ukraińskiego społeczeństwa) napisała osiem odcinków nowego serialu o swojej młodości i latach dziewięćdziesiątych. Jak dotąd nie udało się jej znaleźć pieniędzy na produkcję, a ta historia ciągle ją „trzyma”. Część powieści jest już gotowa, choć data jej ukończenia pozostaje nieznana.

„Kiedy piszesz sztukę, jesteś bardzo ograniczona czasowo; w półtorej godziny musisz zawrzeć samą esencję, skondensować wszystko, co najważniejsze. No i didaskalia… Co właściwie możesz w nich napisać? A tutaj możesz, o Boże, opływać w różne myśli, refleksje. Bez końca opisywać jakiś wszechświat, w którym to się dzieje, przeskakiwać z jednej przestrzeni do drugiej. I to bez pośrednika. Kiedy napiszesz, wtedy ci to wydadzą. No dobrze, redaktor może coś trochę popsuć. Ale ty będziesz mieć książkę, a potem – niech ją sobie wystawiają, niech ekranizują… Ale ty będziesz mieć książkę, pierwotne źródło, i właśnie tego… chcę doświadczyć” – przyznaje Natalka Worożbyt.

Olga Maciupa patrzy na to nieco inaczej, ale również bardzo trzeźwo. Sztuka często jest tekstem, który trafia do publiczności tylko raz – ma kilka wystawień i w dodatku w jednym teatrze. To ogromny nakład środków i energii, który znacząco się nie zwraca. „Niestety, dramaturgia autorska zajmuje dziś w teatrze dość marginalne miejsce” – mówi Olga. „Nie twierdzę, że się jej nie wystawia – wystawia się i nawet wydaje mi się, że obecnie w Ukrainie pod tym względem jest zdecydowanie lepiej niż w Polsce. Ale teatr sam w sobie zakłada obecność już nie tylko dramatopisarza, ale i dramaturga – przez to autorski wymiar spektaklu jest realnie osłabiony. A tekst powstający podczas prób żyje później już tylko jako przedstawienie. W przypadku prozy jest inaczej: ty napiszesz i wydawnictwo zajmuje się twoją historią.”

Czy to oznacza, że za kilka lat będziemy mieli wysyp nowych ukraińskich powieści? Nie wiem. Ale byłoby pięknie, prawda? '

O CZYM NIE PISZEMY
Kateryna Peńkowa opowiada o czytaniu swojej sztuki Rosyjska ruletka w kijowskim Teatrze Dramaturgów. To dokumentalny tekst o okupacji i zniszczeniu Mariupola przez rosjan. Widzowie byli spięci (wojny w życiu mają wystarczająco dużo poza teatrem), ale słuchali tej historii uważnie. Podczas dyskusji jedna z osób na widowni zadała dziwne pytanie: dlaczego tekst dotyczy Mariupola, a nie Marianki? Przecież ją też zniszczono.

Podobny przykład przytacza Andrij Bondarenko. Jego sztuka Atomna rusałka (Atomowa syrenka) to zbiór krótkich historii o realiach i nierealności wojny. Są tu problemy pewnej pary małżeńskiej, w której żona właśnie wróciła z zagranicy, a mąż tak się zmienił, że podczas każdego alarmu powietrznego przemienia się w dron. Jest tu wesele obchodzone w schronie, podczas gdy na zewnątrz wybuch wojny jądrowej zmiata świat. Jednak najwięcej pytań wśród studentów, którzy wystawiali spektakl, wywołała historia opisana w sztuce Sąsiedzi: podczas przerw w dostawie prądu do mieszkania Dziewczyny nagle wchodzi nieznajomy Żołnierz.

Dziewczyna: Nie bardzo rozumiem, czego pan ode mnie chce.
Żołnierz: Niczego. Po prostu pomyślałem… A może mnie pani poznaje?

Prowadzą długą rozmowę, próbując zrozumieć, co sprowadziło Żołnierza (przebywa w pobliskim szpitalu z objawami wstrząśnienia mózgu) do jej mieszkania. Jak się nazywa? Czy ma tu rodzinę?

Kiedy światło wraca, a nocny gość odchodzi, Dziewczyna wyznaje: to jej sąsiad-pijak Wasyl, który zatruwał jej niemal każdy wieczór. Jakie to dziwne, że teraz, pozbawiony pamięci, zachowuje się jak kulturalny człowiek.

„Studenci pytają mnie: Dlaczego pan wyzywa naszych żołnierzy od pijaków?” – komentuje Andrij Bondarenko. „A ja chcę tylko powiedzieć, że tak, że tacy też bywają, że tak już jest. Ale to nie znaczy, że ich nie szanuję. Po prostu akceptuję ich takimi, jakimi są. Kiedy widzę, że w przestrzeni kulturowej czegoś brakuje, prawie zawsze piszę sztukę, myśląc: dobra, to ja to zrobię, bo dla szerszego i bardziej zróżnicowanego spojrzenia w naszym polu kulturowym brakuje nam jeszcze takiej perspektywy.”

„Czy to nie jakieś… zdziecinnienie?” – pytam. „Szkolny kurs literatury światowej oferuje szerokie spektrum sposobów na przedstawianie rzeczywistości wojennej; nie są to obrazy pochlebne, co jednak nie czyni tych historii złymi ani szkodliwymi. Czy to wszystko nagle przestaje działać, gdy chodzi o wojnę, której sam doświadczasz?”

„Wciąż łapiesz się na tym, że nie zawsze pozwalasz sobie na pełną szczerość. Albo otwartość” – mówi Natalia Worożbyt. „Uważam, że jeśli w jakiejś sprawie nie możesz być do końca szczera, po prostu o niej nie pisz. Unikaj jej. Zamiast tego pisz o tym, w czym możesz być choć trochę uczciwa. Niektóre tematy są po prostu zbyt bolesne.”

W rozmowie z Ołeksandrem Żuhanem niespodziewanie schodzimy na temat poezji. Dziś da się czytać właściwie tylko ją – i to głównie pisaną przez poetki. W przeciwieństwie do poetów- -mężczyzn, one nie potrafią hiperbolizować własnego doświadczenia wojny i może właśnie dlatego są bardziej precyzyjne.

„Czasem najgłośniej mówią ci, którzy wcale nie powinni. A ci, którzy powinni – milczą. Bo albo nie potrafią o tym mówić, albo ich doświadczenie jest zbyt trudne do opisania, albo po prostu teraz nie warto tego robić – nikt nie będzie w stanie tego przetrawić” – mówi Ołeksandr.

Nasza rozmowa dobiega końca, została jeszcze jedna ważna sprawa. Pytam, czy może pokazać koty. Saszko pokazuje. Zostały przywiezione z różnych miejsc jeszcze jako kocięta. Teraz są już dorosłe, dobrze odżywione i bardzo sympatyczne; choć, prawdę mówiąc, nie znam niesympatycznych kotów.

  • 1. Polska premiera sztuki w tłumaczeniu Anny Korzeniowskiej-Bihun odbyła się w postaci czytania performatywnego 20 września 2025 r. na poznańskim festiwalu „Druga Próba. Teatr ponad granicami”. (Przyp. Tłum.)
  • 2. Od czasu pełnoskalowej inwazji rosyjskiej Ukraińcy zaczęli pisać małą literą słowo „Rosja” i wszystkie nazwy własne związane z Rosją. W tłumaczeniu zachowano ortografię oryginału. (Przyp. Tłum.)
  • 3. Druk. w tym numerze „Dialogu” (Przyp. Red.)
  • 4. Druk. w przekładzie Anny Korzeniowskiej-Bihun w „Dialogu” nr 9/2022. (Przyp. Red.)
  • 5. Sztuka w przekładzie Agnieszki Sowińskiej drukowana była w „Dialogu” nr 3/2022. Prapremiera polska spektaklu pod tytułem Mój sztandar zasikał kotek. Kroniki z Donbasu, opartego na trzech sztukach Leny Laguszonkowej w tłumaczeniu Agnieszki Lubomiry Piotrowskiej i Agnieszki Sowińskiej, odbyła się 28 kwietnia 2023 w TR Warszawa. (Przyp. Red.)
  • 6. Trojeszczyna – dzielnica Kijowa. (Przyp. Tłum.)

Udostępnij

Anastasija Kosodij

jest ukraińską dramatopisarką, reżyserką, jedną ze współzałożycielek Teatru Dramaturgów w Kijowie. Przed pełnoskalową inwazją rosyjską często pracowała z organizacjami społecznymi we wschodniej Ukrainie w przyfrontowych miastach. Jej międzynarodowa działalność związana jest z Maxim Gorki Theater w Berlinie, Arcola Theatre w Londynie oraz Nationaltheater Mannheim.