queer

FOTOESEJ: MAGDA MOSIEWICZ

RÓŻNORODNA WSPÓLNOTA JAKO PROJEKT POLITYCZNY

Dobrze ułożony młodzieniec zaczyna się od sądowego dochodzenia. A zatem od ramy stale powracającej w przedstawieniach reżyserowanych przez Wiktora Rubina na podstawie tekstów Joli Janiczak. Na wokandzie tym razem sprawa Eugeniusza Steinbarta (Edmund Krempiński). Prokurator Kłoczkowski (Michał Kruk) uparcie stosuje do opisywania oskarżonego żeńskich zaimków i imienia Eugenia, na co nieustannie zwraca mu uwagę adwokat Szychwart (Paweł Kos).

Gdy oglądam łódzką premierę Dobrze ułożonego młodzieńca, czuję, że właśnie następuje przełom. W  kolejnych miesiącach potwierdzają mi to bliskie osoby transpłciowe. „To spektakl stworzony dla mnie i o mnie” – mówi mój przyjaciel. Przedstawienie utwierdziło go w podjęciu decyzji o rozpoczęciu terapii hormonalnej. W postaci Eugeniusza, jego dumie, pewności siebie i złości na system, odbijają się doświadczenia polskiej osoby transmęskiej, która wreszcie może poczuć się reprezentowana na scenie.

Badania nad nienormatywnością w operze rozwijają się prężnie od ponad trzech dekad.

Jest pewien problem z przetłumaczeniem frazy „good for her”, ponieważ, jak na złość, po polsku mówimy „dobrze jej tak”, mając na myśli coś zgoła przeciwnego: doigrała się, zasłużyła sobie na swój los. Po angielsku tymczasem oznacza to, że los ułożył się dla niej pomyślnie i cieszymy się z tego, bo jej się należało. I dobrze dla niej.

Queerowe kolektywy – Brokatowa Wstęga Mobiusa, Fundacja HerStory i Stowarzyszenie Sistrum. Przestrzeń Kultury Lesbijskiej* – połączyły swoje siły w dwugodzinnym przedstawieniu bazującym na fragmentach Snu nocy letniej, przeplatanych drag kingowymi występami. Wieczór Trzech Króli albo co wolicie. Drag Kingi robią Szekspira to coś więcej niż rozrywkowy numer w klubie. To pełnowymiarowy spektakl biorący na warsztat patriarchat i stereotypy, również te dotyczące dragu.

Z Małgorzatą Mycek rozmawia Mikołaj Skorupa

Mówiąc wprost mój problem polega na tym, że sprawia mi przyjemność oglądanie w teatrze i w filmie cierpienia dojrzałych kobiet. Dojrzałych czyli w wieku średnim i starszych (miarą dojrzałości jest według mnie niekoniecznie metryka, a samoświadomość). To przyjemność nie tyle sadystyczna, co raczej masochistyczna, bo się z nimi identyfikuję. Sublimuję w nie swój ból, bo ten, który widzę na ekranie i na scenie wydaje mi się wzniosły i piękny. Chciałbym aby moje cierpienie miało taką oprawę.

Wojciech Grudziński kształcił się w Ogólnokształcącej Szkole Baletowej im. Romana Turczynowicza w Warszawie, następnie studiował taniec współczesny na Codarts – University of the Arts w Rotterdamie. Później ukończył program magisterski w DAS Graduate School – Academy of Theater and Dance w Amsterdamie. Jego pierwsze doświadczenia zawodowe obejmowały współpracę z instytucjami tańca i udział w projektach choreograficznych oraz performatywnych, między innymi w Irlandii.