cialo_i_krew_niewypowiedziane_teatr_slowackiego.jpg

Sesja zdjęciowa do spektaklu "Ciało i krew albo niewypowiedziane", tekst: Anna Bas, Iwona Kempa, reżyseria: Iwona Kempa, Teatr Słowackiego w Krakowie, 2025, fot. Regina Zawadzka-Bigaj.

Ciało, krew i jeszcze raz ciało – somarecenzja

Zuzanna Piekarska
Przedstawienia
26 sty, 2026
Styczeń
2026

Na spektaklu Ciało i krew albo niewypowiedziane w reżyserii Iwony Kempy siedzę w tym samym miejscu, co na jej Szczelinach istnienia dwa lata wcześniej – w pierwszym rzędzie, na samym skraju widowni, po prawej. Ogarnia mnie uczucie déja-vu. W Ciele i krwi również mają pojawić się fragmenty tekstów Jolanty Brach-Czainy, na scenie tak samo zobaczymy cztery aktorki: Dorotę Godzic, Martynę Krzysztofik, Annę Tomaszewską i Katarzynę Zawiślak-Dolny1. Z opisu na stronie teatru wynika, że tematy spektakli też niejako się pokrywają – kobiece doświadczenie, cielesność, to, co przemilczane i lekceważone. Czy zaraz zobaczę drugą część Szczelin? Na myśl o podawanej wtedy publiczności zupie ogórkowej mój żołądek reaguje mocnym zassaniem. Za mało zjadłam przed wyjściem z domu, ale myślę, że wytrzymam. Zwłaszcza, że spektakl nie ma być długi, ledwie półtorej godziny (a nawet niecałe). Przynajmniej udało mi się wysikać, zanim weszłam na salę; zbyt długo z tym zwlekałam i teraz trochę boli mnie pęcherz. Przed wejściem do sali teatralnej zabrałam z łazienki dwa ręczniki papierowe (jak się później okaże, zbawienne) – na zewnątrz jest potwornie zimno i z nosa cieknie mi wodnisty katar.

Scenografia w Ciele i krwi jest minimalistyczna – widzimy piaskową ścianę, podesty w tym samym kolorze, kilka bębenków. Zza kulis wyłania się trzyosobowy zespół Chłopki, a mnie przebiega dreszcz podekscytowania na myśl o folkowej muzyce na żywo. Po chwili pojawiają się też aktorki, ubrane w proste, wygodne kostiumy – dresy, legginsy, bluzy; Krzysztofik jako jedyna ma na sobie krótkie spodenki odsłaniające nogi. Niewielki dystans między bohaterkami spektaklu a publicznością wytwarza wrażenie intymności. To mała scena z kameralną widownią, przestrzeń stworzona do zwierzeń i osobistych historii. Gdy aktorki ustawiają się w rzędzie dwa metry przede mną, ogarnia mnie nagłe poczucie bliskości – czyżby pozostałość afektu z pokazu Szczelin istnienia? A może rozpoznaję siebie w stojących przede mną ciałach?

cialo_i_krew138_original.jpg

fot. Joanna Siwiec.

Spektakl ma przejrzystą strukturę. Podzielony jest na cztery części odnoszące się do pór roku, z których każda odpowiada etapowi rozwoju fizjologii cispłciowej kobiety: menstruacja-ciąża-menopauza-starość. Etapy te przeplatane są śpiewami „na ludowo”, w których Chłopki wykorzystują instrumenty. Aktorki śpiewają białym głosem wspólną pieśń, co daje piękny, lekko hipnotyczny efekt – podczas muzycznych części spektaklu moje ciało zaczyna się mimowolnie kołysać, stopa wystukuje rytm. Interludia te nie trwają jednak długo, ich główną funkcją jest wyznaczanie struktury spektaklu.

„Wiosna”, pierwsza i najbardziej komediowa część spektaklu, dotyczy menstruacji. Aktorki mówią o tabu, jakim do dzisiaj naznaczony jest temat miesiączki w wielu kulturach, rozdają też publiczności podpaski. Biorę jedną i chowam do torby, chociaż okres właśnie mi się skończył. Jestem na początku fazy folikularnej, moje ciało jest nadal zmęczone, a śluz ma ten dziwny zapach, jakby starej krwi. Gdy opieram się o krzesło, czuję, jak zostawia mi plamę na majtkach.

Podczas pierwszej części spektaklu staje się jasne, że bazuje on na osobistych historiach uczestniczących w nim aktorek. Godzic, Krzysztofik, Tomaszewska i Zawiślak-Dolny dzielą się z widownią opowieściami o swoich pierwszych miesiączkach, mówią o wstydzie i milczeniu, które otaczały ten temat w ich rodzinach. Tomaszewska wspomina wyjazd za granicę pod namiot, gdzie pewnego dnia obudziła się w śpiworze przesiąkniętym krwią (tyle czekała na te wakacje, a nawet nie mogła popływać!). Krzysztofik opowiada, że pewnego wieczoru po prostu coś ją tknęło i założyła na noc podpaskę. Jak się okazało, jej przeczucie się sprawdziło – rano obudziła się z miesiączką.

Zauważam ze wzruszeniem, że moja własna historia przypomina doświadczenia Tomaszewskiej i Krzysztofik. Mój pierwszy okres również pojawił się na wakacjach za granicą, w namiocie, i również uniemożliwił mi pływanie; zakrwawienia śpiwora uniknęłam tylko dzięki temu, że poprzedniego wieczoru, wiedziona dziwnym przeczuciem, założyłam podpaskę. Miesiączka nie była czymś całkiem niespodziewanym – w ciągu pół roku poprzedzającego to zdarzenie znalazłam kilka razy brązowe plamy na majtkach, wiedziałam więc, że się zbliża. Wtedy, w śpiworze, okres przyszedł z całą siłą – mnóstwem żelowatej krwi i skrzepów. Wkrótce doszły też inne rzeczy – potworny ból brzucha, wymioty, omdlenia, biegunka, ból pleców, nóg, głowy… Leżąc na podłodze namiotu w pozycji embrionalnej, ze łzami w oczach zastanawiałam się, czy to jest właśnie ten upragniony początek kobiecości.

Słuchając historii ze sceny, przypominam sobie wszystkie bolesne doświadczenia z okresu dojrzewania. Myślę też jednak o tym, jak wiele się zmieniło. W nastoletnich wspomnieniach aktorek miesiączka jest czymś wstydliwym i owianym tajemnicą – problemem, o którym nie mówi się otwarcie nawet w rodzinie. Dla mojego pokolenia okres nie jest już tematem tabu, choć nastoletnie doświadczenia z nim związane są naznaczone wstydem. Przypominam sobie, jak w gimnazjum brałam do łazienki całą torbę, bo nie chciałam być widziana z podpaską w ręce, albo jak potajemnie przekazywałam sobie z przyjaciółką tampony pod ławką. Teraz ta atmosfera skrytości jest dla mnie nie do pomyślenia; wszyscy w moim otoczeniu rozmawiają o okresie otwarcie. Bohaterki spektaklu również zwracają uwagę na zmieniające się normy. Tomaszewska dzieli się z widownią wiadomością, jaką dostała od kilkuletniej wnuczki po tym, jak jej starsza siostra dostała pierwszej miesiączki: „Babciu, teraz w rodzinie nie mam okresu tylko ja, tata i pies!”.

Pierwszy segment spektaklu zagrany jest lekko i zabawnie, a z historiami performerek łatwo się utożsamić. Nastrój zmienia się jednak w drugiej części pokazu. „Lato”, dotyczące doświadczenia ciąży, to najmocniejszy element przedstawienia. Podczas gdy Szczeliny istnienia eksplorowały temat porodu, Ciało i krew skupia się na doświadczeniu poronienia.

Są to zupełnie mi obce rejony emocjonalne; nigdy nie byłam w ciąży, nigdy też nie poroniłam. Dorastanie w kraju o restrykcyjnym prawie aborcyjnym sprawiło, że, odkąd dostałam pierwszego okresu, ciąża kojarzy mi się wyłącznie z zagrożeniem – z czymś, co narzucane jest mojemu ciału wbrew jego woli. Podczas pierwszej lektury Szczelin istnienia nie mogłam przebrnąć przez rozdział o porodzie; co chwila odkładałam książkę i zataczałam rundy po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam, aby uspokoić zaalarmowane ciało. O dziwo, oglądanie Szczelin na scenie nie zadziałało na mnie w ten sposób. Teraz też, choć początkowo moje dłonie zaciskają się obronnie na krawędzi siedzenia, odkrywam, że nie jest mi trudno słuchać historii aktorek. Utożsamienie się z bohaterkami spektaklu przychodzi zaskakująco łatwo – ich doświadczenie odbija się w moim ciele, w mojej potencjalnej przyszłości.

Na scenie ustawione jest pojedyncze krzesło, które naprzemiennie zajmują aktorki, aby podzielić się z widownią swoimi przeżyciami. Czasem siadają na nim tylko na chwilę, czasem zostają i milczą. Siła emocjonalna ich historii jest miażdżąca, zwłaszcza tej opowiedzianej przez Martynę Krzysztofik, która zostaje na krześle najdłużej. Chociaż nie mam podobnego doświadczenia co aktorki, czuję, jak łzy spływają mi po twarzy. Kiedy gęsty, słony katar zaczyna cieknąć mi z nosa, wyciągam ręczniki papierowe zabrane wcześniej z łazienki. Szybko się kończą. Z tyłu słyszę odgłosy smarkania i rozedrgane oddechy innych członków widowni. Przez chwilę jednoczymy się w smutku i wzruszeniu.

cialo_i_krew061_original.jpg

fot. Joanna Siwiec.

Kiedy przechodzimy do następnej części spektaklu, nie potrafię się skupić, wciąż trzęsę się z emocji. „Jesień” dotyczy menopauzy. Godzic i Tomaszewska opowiadają publiczności o swoich doświadczeniach: o uldze wyrwania się z przymusu reprodukcji, o męczących dolegliwościach, wreszcie o zmianie statusu społecznego – podczas gdy mężczyźni z wiekiem są doceniani za swoje doświadczenie, kobiety stają się niewidzialne i ignorowane.

Ciężko jest mi skupić uwagę na tym, co dzieje się na scenie. Dopiero gdy aktorki rozdają nam herbatę w papierowych kubeczkach, częściowo wracam do rzeczywistości. Ciepła herbata koi emocje, pozwala się uziemić. Na sali nie panuje jednak wesoła, biesiadna atmosfera, z której znana jest scena zupy ogórkowej w Szczelinach istnienia. Po porażającym monologu Krzysztofik publiczność wydaje się pogrążona we własnych myślach i przeżyciach. Raz uruchomione afekty ciężko zatrzymać.

Ostatnia część spektaklu, „Zima”, dotyczy starości. Projekcje wideo, w poprzednim segmencie ukazujące wizje katastrof naturalnych, zmieniają się na zbliżenia aktorek, ich szyj, twarzy, dłoni. Czuję jednak, że czegoś mi w tym obrazie brakuje. Strategia wyznania, tak odpowiednia dla poruszających historii o poronieniach, w drugiej części spektaklu zaczyna się wyczerpywać. Przedstawienie opowiada o ciele, chcę zobaczyć ciało – stare, pomarszczone, obwisłe, z rozstępami po ciąży. Dramaturgia Ciała i krwi bazuje na słowie (mówionym i śpiewanym), podczas gdy ja chciałabym więcej ciała – prawdziwego, żywego, tuż przede mną. Wiele z tego, co powiedziane, mogłoby zostać przeniesione na choreografię; sama obecność ciał performujących na scenie ma wystarczającą siłę. Urozmaiceniu choreografii zapobiega też scenografia, na tyle minimalistyczna, że nie sposób stworzyć z nią ciekawych interakcji.

Spektakl kończy się pieśnią, której przygrywają Chłopki oraz aktorki uderzające rytmicznie w bębenki:

Jestem stara, jestem młoda
Jestem dojrzała, jestem mała
Jestem moją matką, jestem moją córką
Jestem moją babką, jestem moją wnuczką

Zapętlające się wersy nawiązują do obecnej w spektaklu struktury pór roku. Cykliczność natury odbija się w cykliczności pokoleń, córka zamienia się w matkę, a ta w babkę i potem prababkę. Ciało wyznacza naturalny rytm życia. To feminizm zakotwiczający kobiecość w doświadczeniach cielesnych, w rozpoznaniu ich uniwersalnego dziedzictwa.

Publiczność zachęcana jest do przyłączenia się do aktorek, więc zaczynam śpiewać, choć słyszę, że nie wszystkie osoby z widowni biorą w tym udział. Jest nas jednak na tyle dużo, że piosence udaje się na chwilę wytworzyć poczucie międzypokoleniowej wspólnoty. Wzrusza mnie to. Końcówka spektaklu przywołuje emocje uruchomione podczas „lata” i kiedy wychodzę z teatru, znowu muszę otrzeć łzy. Wyciągając telefon, zauważam, że drżą mi dłonie. Jest mi zimno, jestem głodna i spragniona, lecz i tak zostaję przed budynkiem teatru, dopóki nie wyjdą z niego aktorki. Podchodzę do nich, żeby podziękować za spektakl, choć zazwyczaj tego nie robię.

Pokaz Ciała i krwi okazał się dla mnie emocjonalnym rollercoasterem. Dawno tak nie płakałam w teatrze, dawno nie wyszłam z niego tak poruszona. Historie aktorek odczułam głęboko w ciele. Pomimo całego mojego entuzjazmu, z perspektywy czasu czuję też drobny niedosyt – zabrakło mi trochę głosu młodego pokolenia, punktu widzenia „wnuczki”.

Ciało i krew nie przynosi feministycznego objawienia. Mówi o rzeczach, które raczej już wiemy – w moim odczuciu część wątków poruszonych w sztuce została już społecznie przepracowana. Wyjątkowo cenne wydaje się jednak opowiedzenie o doświadczeniu poronienia, mało obecnym w dyskursie publicznym i artystycznym pomimo swojej powszechności.2 Największą siłą spektaklu jest jego umiejętność wzbudzania głębokich emocji, efekt zbudowany poprzez strategię wyznania. Ciężko nie docenić szczerości i samoodsłonięcia, jakiego dokonały Godzic, Krzysztofik, Tomaszewska i Zawiślak-Dolny wobec publiczności, choć Ciało i krew to odsłona feminizmu, którą dobrze znamy, ale która wciąż porusza.

  • 1. W Szczelinach istnienia zamiast Katarzyny Zawiślak-Dolny występuje Natalia Strzelecka.
  • 2. Ocenia się, że około 20% wszystkich ciąż kończy się poronieniem.

Udostępnij

Zuzanna Piekarska

absolwentka kierunku Film&Visual Culture na University of Aberdeen, studentka Teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim; współpracuje z Gazetą Teatralną „Didaskalia”.