zrzut_ekranu_2025-08-29_161659.png

Superbohaterki idą po swoje
Szanowna Pani Ministro!
Mamy nadzieję, że przeczyta Pani to pismo, że przeczytają je urzędnicy i urzędniczki, pracownicy i pracownice Ministerstwa. I że stanie się początkiem pracy na rzecz lepszych rozwiązań w sektorze opieki.
Głos Rusłany Poberezhnyk, członkini prezydium Komisji Związkowej Pracownic i Pracowników Domowych brzmi mocno i pewnie, gdy czyta te słowa. Jest kwietniowe południe, centrum Warszawy. Przed Ministerstwem Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej gromadzą się ludzie.
Niektórzy z nich to sojuszniczy związkowcy, działaczki Inicjatywy Pracowniczej, osoby, które intencjonalnie dołączyły do Pochodu Opiekunek. Jest też sporo przypadkowych przechodniów, zaciekawionych gapiów. Na widok niecodziennych zdarzeń odruchowo wyciągają telefony, by zarejestrować to, co dzieje się na skwerze na rogu ulicy Nowogrodzkiej i Mysiej. A nuż zaraz okaże się, że świadkują wydarzeniu, o którym wiedzieć będzie chciała publiczność YouTube’a.
Kilkanaście kobiet w czarnych strojach i pomarańczowych, powiewających na wietrze pelerynach tworzy pomnik. Ustawiają się na kamiennych kubikach, ozdabiających modernistyczny placyk przy ulicy Mysiej. Ich ciała są wyprostowane, dumne, bojowe. Niektóre wyciągają dłonie w górę, inne splatają ramiona na piersiach. Patrzą z mocą i milczącym oczekiwaniem. Prosto na urzędniczki i dyrektorki z Resortu Pracy, które wyszły przed budynek, by odebrać petycję skierowaną do Ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Raz po raz z megafonów dobywa się głos wykrzykujący hasła: „Chcemy legalnej pracy!”, „Chcemy godnej płacy!”, „Chcemy szacunku do siebie!”. Superbohaterki z pomnika powtarzają w okrzykach te teksty, jak zwielokrotnione echo. Są to: Rusłana Poberezhnyk, Nadiya Kondrach, Alla Nadaszkiewicz, Oleksandra Zinyk, Natalia Hladysh, Olga Andriyenko, Roksolana Kvyatkovska, Nadia Demyd, Lilia Nazaruk, Marija Wehera, Iryna Butolina, Oksana Paszczak, Halina Hoi. Opiekunki osób starszych, aktywistki, działaczki na rzecz zmiany.
Rusłana czyta tekst petycji. Domaga się w niej, w imieniu Komisji – która zrzesza przede wszystkim opiekunki osób starszych, chorych i zależnych – rozwiązań państwa w zakresie legalizacji pracy opiekuńczej, praw pracowniczych oraz godności i bezpieczeństwa osób pracujących w prywatnych gospodarstwach domowych. W petycji są konkretne postulaty: chodzi o system zachęt dla pracodawców, o to, by państwo wzięło na siebie obowiązek płacenia części składek. Tak żeby zawieranie legalnych umów było realne dla obywateli. A zarazem dostępne dla opiekunek.
W petycji przywołany jest przykład udanej zmiany w podobnej sprawie. Kilka lat temu państwo zdecydowało się wprowadzić takie rozwiązania w obszarze pracy niań i opiekunek dzieci. Dzięki temu osoby te mają szansę być zatrudniane legalnie, negocjować i spisywać swoje obowiązki, ustalać ramy pracy. Mają dostęp do ubezpieczeń zdrowotnych i mogą liczyć na emeryturę. Dla opiekunek te podstawowe prawa to, póki co, bardzo trudno osiągalny szczyt marzeń. Dlatego protestują.
Opiekunki osób starszych wielokrotnie powtarzają, że praca z dziećmi to coś innego. Przede wszystkim dlatego, że dzieci są inaczej traktowane przez samych rodziców, ale i przez społeczeństwo. Inwestuje się pieniądze w ich byt i edukację, dba o ich zdrowe żywienie i rozwojowe zajęcia, tym samym pozycja osób świadczących pracę w domach, w roli niani, jest lepsza. Jeśli chce się korzystać z pracy dobrej niani trzeba się o to – jako pracodawca – także postarać. Dzieci są – w powszechnym przekonaniu – przyszłością świata.
„Starość to też przyszłość. Nasza wspólna przyszłość!” – grzmi głos Rusłany. A mnie przechodzą ciarki, bo uzmysławiam sobie, jak wiele wątków ma szansę zostać uspołecznionych w tym proteście. Stosunek do starości. Prawa i widoczność sektora opieki. Praca kobiet. Praca osób migranckich.
Sam protest jest kulminacją, czubkiem góry lodowej, efektem bardzo długiego procesu, którego przebieg pokazuje, że zmiany nie dzieją się w jeden dzień i że siła społeczności potrzebuje czasu.
Historia tej grupy rozpoczyna się w 2021 roku, kiedy Marta Romankiv, pochodząca z Ukrainy i mieszkająca w Polsce artystka i aktywistka, zostaje zaproszona do programu rezydencyjnego przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej. W ramach swojego projektu decyduje się zgromadzić opiekunki osób starszych pochodzące z Ukrainy. Kobiety dowiadują się o spotkaniach za pośrednictwem mediów społecznościowych, poczty pantoflowej, w cerkwi.
Wkrótce uformowana grupa zaczyna widywać się regularnie – co niedzielę. Marta początkowo planuje działanie twórcze, nakierowane na wypracowanie wspólnej formy ekspresji, opowieści o pracy i losie ukraińskich opiekunek. Bardzo szybko okazuje się jednak, że najważniejszymi potrzebami tej grupy jest poprawa warunków pracy i stworzenie wspierającej wspólnoty osób starających się o tę zmianę. Dzięki sojusznictwu zaproszonej do współpracy Inicjatywy Pracowniczej powstaje pomysł założenia Komisji przy Związku Zawodowym. Teraz trzeba wypracować konkretne cele i zastanowić się nad tym, jakiego rodzaju zmian i rozwiązań potrzebują opiekunki.
Wtedy Marta zaprasza Joannę Mikulską, animatorkę kultury i reporterkę zajmującą się tematami opieki oraz mnie do wspólnego działania warsztatowego mającego wesprzeć formułowanie haseł i postulatów komisji. Joanna jest wówczas na początku swojej pracy nad książką reporterską o sytuacji opiekunek-migrantek w Polsce. Ja od dłuższego czasu zajmuję się tematem pracy kobiet oraz pracy niewidocznej czy społecznie niedocenianej w partycypacyjnych projektach artystycznych. Jestem reżyserką i dramaturżką spektaklu Spis kobiet dedykowanego pracy kobiet w handlu i usługach, oraz Lekcji Oporu, czyli spektaklu o strajku nauczycielek i nauczycieli z 2019 roku. Bliski jest mi też temat solidarności i oporu kobiet, poruszony między innymi w realizowanym w warszawskim Teatrze Powszechnym spektaklu Kuracjuszki opowiadającym o obozie internowania działaczek Solidarności w Gołdapi. Wszystkie te spektakle oparte są na rozmowach z bohaterkami wydarzeń będących osią tematyczną przedstawień i ich scenariuszy.
W Stowarzyszeniu Pedagogów Teatru, które na co dzień współtworzę, temat praw pracowniczych – także w instytucjach kultury – jest jednym z najgorętszych i najchętniej podejmowanych. Kreujemy i realizujemy działania artystyczno-społeczne i aktywistyczne, które naświetlają sytuację grup wykonujących niezbędną i wysoko wartościową pracę dla społeczeństwa, która jednocześnie często jest pomijana, niewidziana, w skrajnych przypadkach staje się terenem nadużyć i przemocy. Wspólnie z Joanną wsparłyśmy Martę i grupę Opiekunek w sformułowaniu postulatów, a potem w realizacji wystawy, będącej podsumowaniem półrocznej współpracy artystki z grupą. Odbyła się ona w ówczesnej siedzibie Stowarzyszenia Pedagogów Teatru, w szkole przy ulicy Emilii Plater 31 (dziś szkoła w całości zarządzana jest przez Komunę Warszawa, wówczas dzieliliśmy tę przestrzeń między dwie organizacje). Na fasadzie byłej szkoły zawisły kilkumetrowe płótna z wypisanymi ręcznie postulatami po polsku i ukraińsku. Malowałyśmy je wspólnie z Martą oraz członkiniami powstającej Komisji. Prawo do wolnego dnia, prawo do ochrony przed nadużyciami seksualnymi i przemocą, prawo do godnej zapłaty i legalnej umowy. Czerwone i niebieskie litery układały się w litanię podstawowych postulatów pracowniczo-egzystencjalnych. Przechodzący obok fasady ludzie z zaciekawieniem przystawali, czytali. „Nigdy nie myśleliśmy o tym, co dzieje się ze starymi ludźmi, którymi trzeba opiekować się w domu” – mówili najczęściej. „A już tym bardziej nie myśleliśmy o losie ich opiekunek.”
Wystawa składała się z przygotowanych artefaktów – filmu, który był zapisem jednego z wytchnieniowych spotkań opiekunek oraz zaaranżowanego miejsca do spotkań – stołu nakrytego obrusem pokrytym zapisywanymi w ramach spotkań hasłami, szczelnie zastawionego przygotowanymi przez kobiety potrawami. Temat odpoczynku jest jednym z najważniejszych powracających wątków. W trakcie naszego wieloletniego sojuszniczego działania i wspólnej pracy wielokrotnie okazuje się, że w codzienności opiekunek dramatycznie brakuje przestrzeni na oddech, regenerację, zadbanie o podstawowe potrzeby.
Dlatego spotkania grupy od samego początku miały też charakter wytchnieniowy. Na filmie prezentowanym na wystawie z 2021 roku widać, jak zmęczone ciała z ulgą rozkładają się na kocach, jak w aurze wiosennego parku toczy się serdeczna, choć niepozbawiona bojowego zapału, rozmowa. To współistnienie serdecznego siostrzeństwa i ogromnej determinacji do zmiany warunków pracy jest mianownikiem wszystkich działań Opiekunek.
Marta Romankiv podkreśla, że odpoczynek był zresztą od początku traktowany przez nią – i taką perspektywę starała się wprowadzać w trakcie spotkań – jako forma oporu, sprzeciwu wobec systemu całodobowej pracy i absolutnej dyspozycyjności. Później, w kolejnych miesiącach i działaniach, kultywujemy to podejście, próbując tworzyć dla odpoczynku przestrzeń egzystencjalnej wolności i politycznej niezgody, widzieć w nim kluczową praktykę twórczą i aktywistyczną tej grupy.
W trakcie tworzenia wystawy kilkakrotnie członkinie komisji pytają mnie, co odbywa się w siedzibie SPT. Opowiadam o spektaklach teatru społecznego, o tworzonej partycypacyjnie dramaturgii. O tym, że dla mnie osobiście najbardziej interesujące są teatralne projekty, które mają moc aktywistyczną lub pozwalają uwidocznić historie, spychane na co dzień w stronę społecznej obsceny. Któraś z nich mówi wtedy: zatem zróbmy spektakl o nas! Namawiają mnie do tego, by uruchomić działanie teatralne, które pozwoliłoby rozwijać temat pracy opiekuńczej i praw osób ją wykonujących. Składam projekt na stypendium artystyczne miasta stołecznego Warszawy i kilka miesięcy później dowiaduję się, że je otrzymałam.
Jest zatem szansa na kontynuowanie pracy.
W styczniu 2022 spotykamy się w sali prób SPT. Zaczynamy od zbierania historii. Zainspirowana jasno wyrażonymi deklaracjami wspólnej pracy twórczej od grupy, planuję skupione na tworzeniu spektaklu próby ruchowe, improwizacyjne, dramaturgiczne. Bardzo szybko okazuje się, że tego typu formy zupełnie nie przystają do bieżącej sytuacji i potrzeb Opiekunek. Bardziej adekwatna wydaje się tymczasem rozmowa i badanie aktualnych chęci. Wspólne małe doświadczenia (jedzenie, śpiewanie, spacer czy oglądanie zdjęć) a także szukanie sposobów na dawanie sobie wsparcia, które w kolejnych miesiącach, w obliczu inwazji Rosji na Ukrainę przyjmie zupełnie podstawowe formy.
Gdy pojawia się szansa na rozmowę o tym, czym miałaby być wspólna praca nad spektaklem, zaczynam proponować proste ćwiczenia fizyczne, bardziej nakierowane na odpoczynek i relaks niż na generowanie jakichkolwiek twórczych treści. Staram się moderować rozmowy, zachęcając do nazywania poszczególnych wątków związanych z pracą opiekuńczą. Codzienność. Obowiązki. Bycie migrantką. Starość i to, co wynika z pracy ze starymi ludźmi. Relacje z pracodawcami. Problemy prawne. Tematy się nie kończą. Rozmowy przynoszą ulgę. Zachęcam do słuchania i do dawania sobie przyzwolenia na wszystkie emocje. Łzy, śmiech, bunt, gniew, nadzieję, poczucie siostrzeństwa.
Przydaje mi się doświadczenie z prowadzenia grup wsparcia i rozwoju dla osób rodzicielskich oraz zaplecze aktywistyczne i pedagogiczno-teatralne a także narzędzia reżyserskie. Jestem poruszona historiami, które często w niewiarygodny sposób łączą dramat i dzielność, upór i kruchość. Powoli możliwe stają się proste ćwiczenia dramaturgiczne i improwizacyjne. Czasem jedno zadanie – zapisz na kartce swoje marzenie albo przynieś przedmiot, który kojarzy ci się z domem, z bezpieczeństwem – uruchamia narrację. Czasem improwizacja przy mikrofonie wyzwala przejmujący monolog: o codzienności z nadmiarem obowiązków lub byciu zamkniętą w domu dwadzieścia cztery godziny na dobę z osobą chorującą na demencję. Bez wystarczających środków na wyżywienie, bez wsparcia pracodawców, bez wolnego dnia. Z wymiany i rozmów wyłaniają się sugestywne obrazy. Zapisujemy niektóre z nich i wtedy pojawia się pomysł, by tworzyć teksty piosenek.
W tym czasie w Ukrainie wybucha pełnoskalowa wojna. Członkinie grupy przychodzą na spotkania ze zdjęciami bombardowań i nagraniami od bliskich, którzy są w Kijowie, Iwanofrankiwsku, Dniprze. Trudno nam nie myśleć o tym, co dzieje się w ich rodzinnych miejscowościach. Trudno nie poświęcać czasu prób na organizowanie bieżącej pomocy. Często spotkania zamieniają się w gromadzenie zasobów, wymienianie się kontaktami, załatwianie komuś znajomemu, kto właśnie przyjechał, noclegu. Opiekunki stają się zarazem łączniczkami, akuszerkami przyjazdów bliskich. Nie mam pojęcia, skąd biorą siłę na godzenie tych nowych, dramatycznych ról ze swoją pracą. Piszę do Biura Kultury, że potrzebuję tak właśnie wykorzystywać moje stypendium – organizując teraz wsparcie dla bieżących potrzeb. Zastanawiam się, czy jest to nadal sztuka społeczna i bez wahania, zanim przyjdzie z urzędu jakakolwiek odpowiedź, działam według intuicji twierdzącej.
Organizujemy krąg kobiet dla osób z Ukrainy. Przychodzą młode i starsze matki, w czasie warsztatów dla nich zapewniamy zajęcia dla dzieci. Opiekunki czasem uczestniczą w tych spotkaniach, czasem wspierają zaplecze. Ciągle wydaje mi się jednak, że utrzymanie jakiejś formuły twórczego działania, poszukiwania własnej ekspresji, także tej aktywistycznej, jest ważne dla grupy. Że to daje okazje do wypowiadania się publicznie i do współpracy, podtrzymuje siłę, poczucie sprawczości. A to z kolei przynosi widoczność i tworzy grunt dla zmieniania świadomości społecznej i walki na rzecz praw pracowniczych. To, że spektakl nie powstanie, wydaje się już przesądzone. Wojna pochłania zbyt wiele emocji i zasobów. Spotykanie się punktualnie, z mobilizacją do teatralnego działania, w pełnym składzie okazuje się niemożliwe.
Jednocześnie z zapisywanych opowieści pomału wyłania się wielogłosowy scenariusz. „Nagrajmy to”! – rzuca któraś z dziewczyn. Decydujemy się więc na słuchowisko. Do pracy dołącza Magda Sowul – kompozytorka i artystka muzyczna, członkini Stowarzyszenia Pedagogów Teatru. Dobrze rozumie pracę partycypacyjną, choć zazwyczaj pracuje solowo w studiu. Rejestrujemy kolejne części. Są tam opowieści Rusłany o przyjeździe do Polski i nocowaniu w krzakach. O handlu na placu Narutowicza w mroźne zimy. Jest historia Anny Omelyanskiej o morderczej pracy na wsi, gdzie oprócz opieki nad chorą starszą osobą trzeba było ogrzewać węglem nieszczelną izbę, zajmować się ogrodem i gospodarstwem, robić zakupy. Są opowieści o trudnych współpracach, o łamaniu praw pracowniczych, nigdzie zresztą niezatwierdzonych, snute przez Lesię, Irę, Oksanę. O gotowaniu pierogów i pieczeniu ciastek dla całej rodziny opowiada Alla. O samotności i niepewności, o trudzie obcowania ze starym ciałem, o tym, jak bardzo rodzina chciałaby czasem nie musieć brać odpowiedzialności za tę opiekę. Te wątki pojawiają się u wszystkich.
Ale są w tych opowieściach także świetliste momenty, przyczółki nadziei. Gdy pytam je o źródła mocy, okazuje się, że są nimi nasze spotkania a także ich wzajemne relacje. Gdy opowiadamy sobie o wymarzonym odpoczynku, z entuzjazmem snują opowieści o morzu i wodzie. Póki co, w ramach naszej pracy udaje się zorganizować wyjazd do aquaparku. W kostiumach, z tropikalnymi napojami w rękach wygrzewamy się w jacuzzi i rozmawiamy o przyjemności. O relacjach, seksie, o wakacjach, o ciele i jego potrzebach. Te wątki także znajdą się w naszym słuchowisku, które intuicyjnie zyska tytuł inspirowany feministycznymi postulatami Ireny Krzywickiej: Chcemy całego życia.
Potem okazuje się, że te wspólne doświadczenia są najlepszym gruntem dla tworzenia opowieści. Pojawia się wątek bezpieczeństwa osobistego. Zapraszam Łukasza Wójcickiego, performera i praktyka sztuk walki, by poprowadził warsztat z samoobrony. Większość uczestniczek początkowo nie chce się bić, zdają się być skrępowane proponowanymi ćwiczeniami. Kilka z nich dołącza. Uderzają pięściami w tarcze ochronne. Pojawia się gniew i śmiech. Pot, który uruchamia wspomnienia i pozwala mówić o tym, co je złości lub złościło w przeszłości. Te, które patrzą na ćwiczące koleżanki, zaczynają od razu rozmawiać. Zastanawiają się, czemu tak trudno im się buntować, wyrażać irytację czy wkurzenie. Na swój los, na byłych mężów, na państwo polskie, na swoich pracodawców. Najłatwiej na Putina. Gdy pada jego nazwisko, rękawica rozpędza się z wielką prędkością. Te opowieści o złości staną się początkiem rozmów o zmianie i walce o prawa. Ale znów wraca potrzeba zabawy. „Pobiłyśmy się, to ja bym teraz potańczyła” – żartobliwie puentuje warsztaty z Łukaszem Oksana.
Zapraszam więc na następne spotkanie Igę Dzięgielewską, twórczynię i pedagożkę teatru, instruktorkę ruchu i wieloletnią praktyczkę tańca. Iga ma prowadzić warsztat z salsy. Dla większości opiekunek to nowość. Trudno jest powtórzyć szybkie kroki. Iga zachęca, cierpliwie tłumaczy, po chwili tańczymy już wszystkie. „Jakie to dla was było?” – pytam w przerwie, gdy spocone popijamy wodę. „Salsa to ogień” – mówią chórem i potem ta fraza, w połączeniu z innymi, szybko wypowiadanymi w trakcie treningu zdaniami, stanie się refrenem naszej piosenki.
Piosenki powstają właśnie w ten sposób. Robimy coś razem, w ruchu, działaniu, improwizacji. To daje pretekst do rozmów, do wypowiadania myśli. One się wylewają, jak pot, pojawiają się organicznie z poruszonej – przez fizyczne działania oraz precyzyjne pytania – wyobraźni. Staram się spisywać te rozmowy, chwytać pojawiające się żarty, metafory i obrazy a potem kompilować z nich wielogłosowe teksty. Gdy czytam je Opiekunkom, okazuje się, że naprawdę słyszą w tym siebie i swoje dyskusje, a jednocześnie z niedowierzaniem kręcą głowami – „To poezja!”. Wspólnie z Magdą Sowul prowadzimy nagrania i improwizacje dźwiękowe. Magda komponuje muzykę, powstają kolejne piosenki.
Między innymi Nie bój się niczego! – utwór po latach uznany za hymn związku. Na kwietniowym pochodzie w 2025 roku członkinie Komisji już tak o nim mówią. Tekst tworzy się na bazie monologu Rusłany, która tłumaczy, jak należy negocjować z pracodawcami. Echem brzmi bojowy klimat ćwiczeń samoobrony. Salsa to piosenka o odpoczynku, energii zabawy, ale też o emancypacyjnej sile radosnego doświadczenia. Gdy będziemy ją wspólnie prezentować na aktywistycznym zjeździe w Atenach w 2023 roku, usłyszymy od słuchaczy skojarzenia, o których w czasie komponowania i nagrywania pieśni nie myślimy – że salsa przecież od początku była tańcem o rewolucyjnym potencjale, wyrażającym wrażliwość, historię i tożsamość czarnych niewolników.
Na kolejnych spotkaniach pytam uczestniczki grupy/członkinie Komisji, o co zapytałyby prezydenta, co by chciały od niego dostać.
„Czy chciałby płacić mało, czy dużo komuś, kto zajmuje się jego najbliższą osobą, na przykład matką?” „Czy myśli o starości?” „Czy wie, ile zarabiają opiekunki i na co to może im wystarczyć?” Padają inne odpowiedzi, to z inspiracji nimi powstanie piosenka Panie prezydencie!. W kwietniu 2025, gdy wspólnie zaśpiewamy ją przed Ministerstwem Pracy, będzie jeszcze bardziej aktualna. Ostatecznie wtedy został już tylko miesiąc do wyborów prezydenckich.
Ale tymczasem jest grudzień 2022 roku i prezentujemy słuchowisko performatywne, które reżyseruję, ustalając z Opiekunkami jego przebieg i dramaturgię. Ze wsparciem scenografa i pedagoga teatru Kuby Drzastwy budujemy przestrzeń dla publiczności. Jej centralnym punktem są podwieszone u sufitu pieluchy dla dorosłej osoby. Tworzą instalację podobną do chmur. Dopiero po chwili widzowie orientują się, czym są te przedmioty, z pozoru wyglądające jak puchate abażury lamp z Ikei. Ten znak bierze swój początek z opowieści Anny. „Dwadzieścia pieluch. Tyle zmieniałam w ciągu godziny. A gdy przychodziła córka mojej podopiecznej, to mówiła: ty tylko siedzisz, co to za praca.” W słuchowisku są też sceny na żywo. Monolog Rusłany o negocjacjach z pracodawcami i potrzebie stawiania granic. Wypowiadany na żywo, do mikrofonu, jak manifest.
W kwietniu 2025 roku wracam wspomnieniem do tego grudniowego pokazu. Myślę o tym, gdy Rusłana w imieniu wszystkich performerek – członkiń Komisji – czyta petycję przed Ministerstwem. Wtedy, w 2022 roku, to była próba generalna – tyle czasu musiało minąć, byśmy wyszły z nią na ulice.
W słuchowisku z 2022 roku jest też scena robienia tatara przez Natalię Gładysz. Na sali w trakcie słuchowiska siedzi wiele osób niejedzących mięsa. Krzywią się, czując zapach surowej wołowiny. Gdy rozmawiamy o tej scenie z Opiekunkami-twórczyniami przed pokazem, pojawia się przewrotnie wątek gościnności oraz tego, że nie zawsze przyjmowanie jakiejś grupy i jakiegoś tematu – w swoim kraju, w swoim domu, w świadomości publicznej i ustawodawstwie – jest wygodne. „Mięso śmierdzi?” – pytają zdziwione Opiekunki. „Dla niektórych starość śmierdzi. Nawet nie dosłownie, tylko w przenośni, jest jak zgniłe jajo, którego lepiej nie widzieć, nie czuć, zamknąć w domach.”
W naszym słuchowisku robienie tatara – być może dla kogoś obrzydliwe – staje się pretekstem do opowiadania o przyjemności, dbaniu o siebie, dobrym, wspólnym jedzeniu, o robieniu czegoś miłego, kojarzącego się z domem. To też historia o kompetencji i eksperctwie. Po naszych trwających przez cały 2022 rok próbach i spotkaniach chodziłyśmy na kawę, piwo i jedzenie. Dla większości Opiekunek był to jedyny moment oddechu i dogadzania sobie w całym tygodniu. Dobry tatar okazał się poszukiwanym frykasem. Bardzo często degustując, nie kryły rozczarowania i przywoływały kelnerów, by wypytać o skład dania lub podzielić się rekomendacjami kulinarnymi czy dotyczącymi sposobu podania. Ich pewność siebie, eksperckość, przekonanie o tym, że można podzielić się jakąś wiedzą i kompetencją, zawsze budziły mój respekt. Miałam poczucie, że to jest siła i asertywność potrzebna nam dalej w działaniach na rzecz praw pracowniczych.
W 2023 roku dostajemy jako Stowarzyszenie Pedagogów Teatru kolejny grant, tym razem za pośrednictwem projektu Nowe Relacje z Towarzystwa Inicjatyw Twórczych. Dzięki niemu możemy nagrywać kolejne piosenki i zaprosić do stałej współpracy Tomasza Jagusztyn-Krynickiego i Yuliyę Dzichkouskayę – dwoje twórców i pedagogów teatru, praktyków ruchu i nauczycieli somatyki, również związanych z SPT. Tomek i Yuliya wprowadzają regularne praktyki, nakierowane na budowanie świadomości ciała, odpoczynek, regenerację. Ja zaczynam prowadzić jogę i treningi fizyczne, czasem głosowe. W tym samym czasie Rusłana Poberezhnyk zostaje wybrana do Komisji Krajowej Inicjatywy Pracowniczej, powstaje strona internetowa komisji i logotyp zaprojektowany przez Martę Romankiv. Pojawia się też szansa na zaprezentowanie działań Komisji w polu sztuki: na Fotofestiwalu w Łodzi oraz na Miesiącu Fotografii w Krakowie – Marta Romankiv z przedstawicielkami Komisji decydują o podniesieniu tematu upamiętnienia wkładu osób wykonujących pracę domową. Wtedy wychodzą pod pomnik Adama Mickiewicza w Krakowie z transparentem z napisem „Gdzie jest pomnik służącej?”. W ramach projektu Nowe Relacje członkinie grupy jadą też na wizytę studyjną do Trójmiasta. Odwiedzając Gdański Archipelag Kultury, w którym prowadzone są integracyjne i twórcze działania dla polsko-ukraińskich osób starszych, wspierają tamtejsze akcje i warsztaty, dzielą się doświadczeniem.
Organizujemy też warsztaty psychologiczne i treningi asertywności. Psycholożki z Polskiego Forum Migracyjnego wspierają nas wiedzą o tym, jak radzić sobie, będąc migrantką, w sytuacji niestabilnej i nieuregulowanej – a przy tym tak wymagającej – pracy. Odbywają się warsztaty kolażu – ukraińska artystka Maryna Siliakova opowiada o tym, jak sztuki wizualne, w tym kolaż, mogą być nośnikami osobistej historii i dźwigniami społecznej zmiany. Robimy kolaże, Joanna Mikulska w tym czasie zbiera kolejne historie i spisuje je w formie towarzyszących obrazom fragmentów narracji. Projektujemy zina.
Wiosną powtarzamy dwukrotnie słuchowisko, znów prezentujemy je w szkole przy Emilii Plater. Zapraszamy na nie warszawską publiczność, inne opiekunki, polskich seniorów i seniorki – potencjalnych pracodawców opiekunek. Zin towarzyszy słuchowisku jako naścienna wystawa. Przychodzi mnóstwo osób, po wszystkim odbywa się wspólny piknik. Jest szansa na nowe relacje i wymianę perspektyw.
Przełomem w pracy aktywistycznej okazuje się moment, gdy udaje się pozyskać międzynarodowe partnerstwa. Jako Stowarzyszenie Pedagogów Teatru zaczynamy współpracować z organizacjami z Hiszpanii (LaBolina), Grecji (Lesvos Solidarity), Islandii (Glatzky oraz Islandzki Czerwony Krzyż). Przyglądając się podejmowanym przez nich działaniom na rzecz praw osób migranckich, zyskujemy więcej pewności i motywacji. Pojawiają się też fundusze umożliwiające finansowanie działań w lepszy, bardziej solidarny i sprawiedliwy sposób. Możemy wynagradzać nie tylko naszą – koordynacyjną, kuratorską i twórczą pracę – ale też pracę Opiekunek, które de facto są najważniejszymi twórczyniami tych działań, ekspertkami w zakresie projektowania kierunku zmiany.
W projektach partycypacyjnych temat autorstwa i wynagrodzenia wciąż wydaje się być zbyt mało dyskutowany. Standardem jest niepłacenie uczestnikom/uczestniczkom jeszcze długo po tym, gdy przedsięwzięcie przestaje mieć charakter edukacyjny czy wsparciowy, a zaczyna być zbiorowym, autorskim dziełem wymagającym wspólnej troski i partnerskiego zaangażowania.
Tomasz Jagusztyn-Krynicki, który prowadzi międzynarodowe projekty w naszej organizacji, wyraźnie nalega na spotkanie różnych, dotychczas uruchomionych w życiu grupy, prędkości. Mobilizuje wszystkie dotychczas działające wokół sprawy osoby i proponuje pracę na rzecz performatywnego pochodu. Wydaje się, że po tylu latach wspólnego drążenia tematu jesteśmy na to gotowe, że zrzeszone w Komisji kobiety są gotowe wyjść na ulice i przygotować publiczne wydarzenie. Równolegle zostajemy zaproszeni jako Stowarzyszenie do współtworzenia wystawy na Festiwalu Warszawa w Budowie. W 2025 roku ma ona być tematycznie osnuta wokół starości. Pojawia się propozycja, by zaprosić członkinie Komisji do zaaranżowania Pokoju Opiekunki. Muzeum Warszawy, które jest organizatorem wystawy, chce też zaprezentować dotychczas wypracowane wokół tematu efekty artystyczne. Opiekunki żartują, że o ich pracy powinny powstać komiksy. Podchwytuję ten żart i wnoszę go do scenariusza przygotowań do Festiwalu. Dzięki współpracy z Muzeum Warszawy zapraszamy Edytę Kranc – artystkę rysowniczkę. Pod jej okiem powstają komiksy aktywistyczne i graficzne opowieści o Opiekunkach, scenach z życia Komisji, o superbohaterstwie i codziennych zmaganiach.
Jednocześnie zaczyna się praca nad performansem publicznym. Spotykamy się na intensywnych próbach. Pracujemy nad choreografią, gestami, świadomością ciała. Zbieramy opowieści, robimy nagrania, w których po raz kolejny pojawiają się historie z pracy ze starymi podopiecznymi Tym razem krótsze, syntetyczne, nakierowane na konkretne postulaty. Oksana Kolisnyk, która od początku towarzyszyła Marcie Romankiv w jej działaniu, a potem nam w Stowarzyszeniu Pedagogów Teatru, nagrywa historie. W trakcie jednej z pierwszych prób pojawia się wątek superbohaterstwa.
Okazuje się, że Komisja i jej członkinie interweniują ostatnio coraz częściej jak Batman – pojawiają się tam, gdzie jakiejś opiekunce dzieje się krzywda – pracodawca nie chce zapłacić; przekracza osobiste granice; nadużywa swojej władzy. „Nie jesteśmy kółkiem różańcowym, tylko związkiem zawodowym!” – podsumowuje jedną z takich interwencji Oleksandra Zinyk. Pojawia się pomysł na peleryny. Marta tworzy instalacje ze złotymi megafonami. Ja wspólnie z Opiekunkami piszę petycję do Ministry Pracy i Polityki Społecznej. Na próbach wciąż pracujemy razem nad ciałem i ruchem. Yuliya i Tomasz na podstawie tej pracy układają choreografię i sekwencję fizycznych gestów, które potem będą towarzyszyć kulminacyjnemu momentowi wystąpienia pod Ministerstwem. W dramaturgię pochodu wplatamy piosenki. Ta skierowana do prezydenta zyskuje szczególną aktualność. Za miesiąc mają być wybory i żadna z kandydujących osób nie pali się do zajmowania stanowiska wobec regulacji kwestii związanych z pracą opiekuńczą.
13 i 14 maja przychodzi czas na przemarsz. Robimy rozgrzewkę, na sali panuje ekscytacja. Prowadzę ćwiczenia, w których zachęcam performerki – bo nimi stają się dziś przecież członkinie Komisji – do głębokich oddechów i wyobrażania sobie, że nasze ciała są dwa razy większe – widoczne, zajmują dużo przestrzeni i przez to nie mogą zostać zignorowane. Ćwiczymy postawy ciała, choreografie i dumne okrzyki. Splatamy ramiona we wspólnym uścisku, by dodać sobie otuchy.
Pochód zaczyna się przed Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, które użyczyło nam miejsca na próby. Idziemy pod sejm a potem Ministerstwo Pracy. Tomek udziela ostatnich wskazówek Rusłanie, która prowadzi pochód i będzie go kończyć odczytaniem petycji. Po drodze z megafonów brzmią nagrania opowieści, postulaty i piosenki. Co i raz wzmacniamy je okrzykami na żywo. Towarzyszący nam związkowcy i przechodnie dołączają do manifestacji, wspólnie zdzieramy gardła. Są też policjanci i policjantki – zgłosiliśmy pochód do służb i teraz ich żółte kamizelki dodają widoczności naszej grupie. Jeden z funkcjonariuszy powie mi potem na koniec: „Polubiłem was w social mediach, chcę się więcej dowiedzieć o tej sprawie, mam starszą matkę, to dziwne, że nigdy o tym nie myślałem”.
Pierwszym ważnym przystankiem jest sejm. Stoimy na Wiejskiej, Opiekunki- -superbohaterki tworzą linię. Krzyczą w stronę gmachu. Rusłana czyta niektóre z postulatów. Tu nikt nie wyjdzie do nas, ale ten moment ma symboliczne znaczenie. Idziemy potem przez plac Trzech Krzyży i Nowy Świat. Śniadający w Charlotte patrzą w naszą stronę. Na twarzach widać zdziwienie, a potem podziw, który wyłania się z niepokoju. „They are caregivers. They want to have right to legal work” – tłumaczy grupie zagranicznych turystów przewodnik. A ja cieszę się, że nasza manifestacja jest czytelna. Gdy docieramy pod Ministerstwo Pracy, poziom determinacji i utożsamienia uczestniczek ze sprawą jest wyczuwalny niczym pot na naszych twarzach.
W trakcie całego przejścia wielokrotnie widzę, jak wszystkie czujemy się poruszone i zmotywowane. Tu, przed Ministerstwem, następuje cała sekwencja choreograficzno-dźwiękowa. Nie trzeba już zachęcać performerek do uruchomienia siły i pewności siebie. Ona emanuje z każdego ich ruchu. Są jak grupa do zadań specjalnych. Tworzą pomniki, wykonują wypracowane wcześniej gesty z lekkością i mocą. Wykrzykują postulaty i nawet, gdy któraś z nich myli słowa i zostaje w okrzyku sama, to nie widać zakłopotania i nieśmiałego wycofania. Wychodzą urzędniczki – dyrektorki z Ministerstwa Pracy. Rusłana zaczyna czytać petycję. Wyraża nadzieję, że Ministra zajmie się sprawą. Ma na odpowiedź trzydzieści dni roboczych.
Piszę ten tekst dwunastego maja. Wciąż czekamy.
Po całym zdarzeniu siedzimy na leżakach i krzesłach pod Centrum Sztuki Współczesnej. Nie mamy wątpliwości, że się udało. Wyjść ze sprawą poza obręb sztuki, poza salę prób i rozmów. Zbudować sojusz angażujący wiele osób, doświadczeń, umiejętności. Jednocześnie mamy przekonanie – a Opiekunki mówią o tym z pewnością – że wspólne lata ćwiczeń, treningów, rysowania komiksów, ćwiczenia samoobrony i salsy, nagrywania piosenek, improwizacji, formułowania i malowania postulatów, jogi, oddychania na kocach i odpoczynku na basenie przyczyniły się do tego, co jest dziś głównym narzędziem pracy na rzecz zmiany prawa: do wzmocnienia kolektywnej odwagi sprzeciwu, do siostrzeństwa i poczucia wspólnotowej siły. Jest w nas pewność, że sztuka może stawać się dźwignią dla zmiany. My już swój krok wykonałyśmy. Teraz czas na państwo.
♦
Jesienią 2025 roku nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej ukaże się książka Joanny Mikulskiej „Pierogów już nie robię”. Są w niej rozdziały o działaniach Komisji Związkowej i pracy grupy twórczej na różnych etapach jej życia.
Słuchowisko, piosenki i zin, a także filmy wideo dokumentujące pochód Opiekunek można znaleźć na stronie internetowej i social mediach Stowarzyszenia Pedagogów Teatru.
Jesienią 2025 roku grupa przygotowuje część wystawy w ramach Festiwalu Warszawa w Budowie. Znajdą się na niej słuchowisko, zin, filmy, a także dokumentacja pochodu oraz powstające obecnie komiksy, których autorkami są członkinie Komisji.

