circus_manifestacja_2m.zakrzewski.jpg

fot. Maciej Zakrzewski

Słowo na A

Z Kubą Kapralem rozmawia Ewa Hevelke
W numerach
03 gru, 2024
Lipiec
Sierpień
2024
7-8 (809-810)

Czym jest alkohol dla społeczeństwa?

Obecność alkoholu w przestrzeni publicznej jest tak powszechna, że staje się przezroczysta. Czasami widzimy te zmiany ostro, kiedy przekroczona zostanie kolejna granica – jak w  przypadku wypuszczenia na rynek małpek w opakowaniach podobnych do musów owocowych albo kiedy brawura pijanego kierowcy zabija ludzi. To wciąż jest istotny element życia towarzyskiego, ale ma też funkcję tożsamościową. Wielu ludzi pielęgnuje swoje picie – stają się koneserami, smakoszami. Alkohol też scala środowiska i nie chodzi wyłącznie o prywatne imprezy. Jak traktować na przykład „Męskie granie” – koncerty sponsorowane przez Żywiec? Picie w jakiejś części jest też powiązane z męskością, dorosłością. Istotne jest też przyzwolenie na picie, przyzwolenie na kaca – o czym świadczy dynamicznie rozwijający się rynek leków łagodzących skutki uboczne picia alkoholu.

Na tle tego pejzażu zytamy tekst Martwego ojca. Żałoba po śmieri alkoholika nie jest opowiedziana z pozycji wspomień Męskiego grania ani weselnego korowodu.

Sięgnąłem po własne doświadczenia, ale też po pamięć rodziców, dziadków, historie osób które znam, czytałem literaturę tematu i prozę. Na styku tych inspiracji i źródeł powstał tekst. To suma smutków i traum dorosłych dzieci alkoholików (DDA). Taki był cel: ująć szerokie spektrum doświadczeń człowieka, którego dotknęła choroba alkoholowa rodzica.

Wątki autobiograficzne wymagają odwagi – nie tylko odsłania pan własny ból, ale jeszcze oddaje go w ręce czytelników, reżyserów i adaptatorów.

Dużo na ten temat nie myślałem. Wiem, że taka konfrontacja nastąpi. Zachowałem margines: to nie jest opis mojego domu. Mój ojciec żyje i ma się w  jakimś sensie nieźle. Może to jest odwaga – zobaczymy, co powiedzą rodzice. Nie czytali tekstu, nie wiem jeszcze, jak zareagują.

W tekście nie romantyzuje pan bohaterów, oni nie mają charakteru tragicznych, przegranych, zatraconych w alkoholu ludzi, jak Kuba z Pętli Marka Hłaski lub bohater Żółtego szalika Jerzego Pilcha; nie mają twarzy Gustawa Holoubka czy Janusza Gajosa z filmowych ekranizacji tej prozy.

Ten tekst zaczął się w mojej głowie od pierwszego zdania: „Mój stary zdechł” i kompulsywnie wylał się ze mnie. Na pewno był rodzajem przepracowania tematu. W liceum zachwyciłem się filmem Leaving Las Vegas, z Nicolasem Cage’em, oglądałem go wielokrotnie: alkoholik postanawia zapić się na śmierć. Z moją ekipą mocno dawaliśmy wtedy w czajnik i byliśmy absolutnie zaczarowani, zachwyceni postawą człowieka, który de facto dokonuje totalnej autodestrukcji. W alkoholizmie nie ma piękna. Jest ból i zniszczenie, które, prócz osoby uzależnionej, odczuwają przede wszystkim
współuzależnieni.

Pan daje przestrzeń osobom, któ­re zwykle nie wydobywają z siebie  głosu.

Mój znajomy przeczytał ten tekst i mówi: „widzę, że ten gościu po prostu nie wybaczył jeszcze ojcu”. Jasne, możemy zrozumieć alkoholika, on też nie stał się alkoholikiem, bo sobie tego zażyczył. To jest choroba, która przychodzi trochę z wychowania, trochę z genów, trochę ze środowiska. Ale właśnie, dlaczego osoba, która żyje w cieniu uzależnienia, ma być tą rozumiejącą? Dlaczego ma mówić „biedny tata”, skoro jej własne cierpienie jest równie autentyczne? A przecież mówimy w tym wypadku o doświadczeniu dziecka niegotowego na życie. Dlaczego ono ma, już jako dorosły człowiek, tak po prostu wybaczyć?

Być może ten bohater w innym tekście albo za jakiś czas wybaczy swojemu ojcu, ale tu jest wściekłość, tu jest gniew, tu jest ból. Aczkolwiek jest w nim też dużo tęsknoty za niebyłym, wyobrażonym ojcem. Niektóre fragmenty mówią o wielkiej pustce, wielkim braku i wielkiej tęsknocie za kimś, kogo zabrał nałóg.

Sama jestem dorosłym dzieckiem alkoholika i dziękuję za zapisanie tych emocji. Uogólnione wyobrażenia o terapii osób współuzależnionych wyglądają trochę jak film: od diagnozy do krzepiącego finału mija jakieś dwie godziny – wychodzimy z kina zapłakani i oczyszczeni. Ta droga w rzeczywistości jest często kręta, wyboista i nieskończona. Wiele osób z niej zawraca. Poza tym gniew, roztrzęsienie, bezsilność nie ładne, psują estetykę międzyludzkich relacji.

Mam bardzo mądrą żonę, która śledzi trendy w metodach psychoterapii. Mówiła mi, że w tych najbardziej progresywnych procesach w ogóle odchodzi się od wybaczania. Zbyt szybkie wybaczanie może być tak naprawdę szkodliwe. To doświadczenie jest częścią tożsamości i siłą rzeczy takie emocje też się w niej znajdują.

W ramach Sceny Nowej Dramaturgii w Rzeszowie organizowany był „speed dating” osób piszących, reżyserek i reżyserów. W warsztatach brało udział kilkanaście osób i sporo identyfikowało się jako DDA. Jeśli zaszła zmiana generacyjna w rozumieniu skutków alkoholizmu, to taka, że w ogóle zaczęliśmy otwarcie tak się nazywać. Ta cecha staje się częścią tożsamości, a nie skrywaną tajemnicą i powodem wstydu.

Pisał pan ten tekst niejako w ra­mach warsztatu, czyli rozmowy z jego uczestnikami miały wpływ na jego kształt.

Tekst powstawał równolegle. Zgłosiłem zarys, kilka stron, a na pierwsze spotkanie przyjechałem już z całością. Od początku tekst miał taką właśnie – poetycką formę. Później pracowałem nad nim z mentorami: Maciejem Podstawnym i Jolantą Janiczak. Doprecyzowałem, skróciłem, uzupełniłem. Próbą tekstu było czytanie, które zrobiliśmy z reżyserem w czasie kilku godzin warsztatu. Słuchający mówili, że nawet tak mały fragment, który przeczytałem sam, był mocny, wstrząsający.

Pan bardziej ten tekst widzi, czy słyszy go?

Czasami przerabiam dramaty na słuchowiska i odwrotnie, ale ten zdecydowanie widzę. Obecność człowieka jest tu bardzo potrzebna. To wszystko, o czym jest Martwy ojciec, nie dzieje się w samym słowie. Nie muszą wypowiadać go aktorzy. Równie dobrze sprawdzi się grupa osób, alkoholicy albo DDA, którzy chcą wyrazić w ten sposób swoje doświadczenia. Reżyser, z którym pracowałem w Rzeszowie, zwrócił uwagę, że to ja powinienem mówić tekst, bo on ma wtedy szczególną moc.

Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną w tym roku otrzymał Radosław B. Maciąg za tekst Tęsknię za domem, w którym opisuje własne mierzenie się z próbą samobójczą ojca. W czasie spotkania autor mówił, jak trudne, ważne i pozytywne było wspólne przeczytanie sztuki przez członków jego rodziny.

Ja ten tekst już sobie wykonałem w głowie, nie mam już takiej potrzeby. Ale to dobra podpowiedź. Może pojadę do domu i przeczytam go rodzicom. Myślę, że oni powinni faktycznie być z tym jakoś oswojeni. Gotowi na to, że tekst będzie funkcjonował. Muszę, muszę to zrobić, teraz, natychmiast! Przepraszam, musimy kończyć, bo ja już wsiadam w auto i jadę do rodzinnego domu! Ups, zachowuję się jak typowe Dorosłe Dziecko Alkoholika... Cóż…

Udostępnij

Kuba Kapral

jest absolwentem kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, prozaikiem, autorem słuchowisk oraz kilkunastu sztuk teatralnych skierowanych zarówno do młodych, jak i dorosłych. Zdobył nagrody i wyróżnienia w Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży organizowanym przez Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu. Jego teksty publikowane były w periodyku „Nowe Sztuki dla Dzieci i Młodzieży” oraz wystawiane w teatrach: Pleciuga w Szczecinie, Nowym w Poznaniu. Premiery dramatów przygotowywane były także przez poznańskie teatry offowe: Grupę Teatralną Wikingowie oraz grupę Circus Ferus. Zrealizował wiele słuchowisk we współpracy z Polskim Radiem Poznań, Estradą Poznańską oraz z poznańskim Festiwalem Słuchowisk, Fundacją Fonorama oraz dla platformy Empik Go.