zrzut_ekranu_2025-08-25_141258.png

Podążanie za materiałem
Z Krysią Bednarek rozmawia Zuzanna Berendt
Jak doszło do tego, że przygotowałaś adaptację Ośmiornicy, jednej z części książki Trojka Izabeli Morskiej?
Ola Jakubczak, reżyserka, została zaproszona przez festiwal Gdańsk Miasto Literatury do przygotowania czytania performatywnego jednego z zaproponowanych przez festiwal tekstów. Wybrała Trojkę i zaprosiła mnie do projektu. Zastanawiałyśmy się, którą z części powieści zaadaptować, ale dość szybko wybór padł na Ośmiornicę.
Jak jako autorka tekstów podchodzisz do zadania, jakim jest adaptacja? Na ile szukasz w takiej sytuacji przestrzeni do własnego wyrazu?
Bardzo lubię przygotowywać adaptacje. Pisanie na zamówienie, pisanie z siebie i pisanie adaptacji to są po prostu trzy różne rodzaje pisania. Adaptacje są dla mnie o tyle ciekawe, że stawiają mnie w sytuacji bycia z kimś w dialogu. Strasznie fajne jest wczytywanie się w to, co ktoś chciał powiedzieć, wspieranie tego albo właśnie pójście w kontrę – wyłuskiwanie tego, co autor czy autorka pominęli. Strategie są różne, to zależy od materiału wyjściowego.
Adaptując utwór napisany przez kogoś innego, sięgasz po określone narzędzia, czy działasz intuicyjnie, pod wpływem tego, co podpowiada tekst?
Moją podstawową strategią jest właśnie wczytywanie się w oryginalny tekst, próbuję zrozumieć, co autorka chciała osiągnąć, a później podążam za tym, co w tym materiale jest dla mnie ciekawe. Chyba nie byłabym w stanie pracować nad tekstem, który mnie nie interesuje. Mój proces pracy nad Ośmiornicą wyglądał tak, że najpierw przeczytałam książkę i chociaż część o relacji Mikhaeli i Ivy podobała mi się najbardziej, to uważam, że poszczególne części tej powieści pracują na siebie i przygotowanie adaptacji tryptyku też byłoby bardzo ciekawe. Od początku byłam przekonana, że ten tekst jest świetny, bardzo mięsisty. Dialogi w powieści są bardzo dobre i to, co mówią postaci, było z mojej perspektywy po prostu do wzięcia. To była chyba najprostsza adaptacja, jaką przygotowywałam. Oczywiście musiałam tekst trochę pociąć, poprzesuwać, kilka rzeczy dopisałam, ale nie trzeba było wielu kombinacji. To, czego szukałam, to rama, ale właściwie i ją dało się wyprowadzić bezpośrednio z lektury powieści.
Jaka to była rama?
Ta miłość, o której pisze Morska, funkcjonuje w pewnego rodzaju bezczasie. Kończy się po to, żeby zaraz na nowo wybuchnąć. I to było podstawą mojej koncepcji tej adaptacji – uchwycenie momentów zanikania i odradzania się tego uczucia. Bardzo zależało mi też na uchwyceniu tego, w jaki sposób Iva się zakochuje. Ja rozumiem to tak, że Iva deklaruje pewne rzeczy wobec czytelnika, po czym spotyka Mikhaelę i te jej postanowienia jakoś się rozmywają. W niej racjonalność ściera się z miłością i ta walka jest w tym tekście, a obserwowanie tego jest fascynujące. To nie jest bohaterka, która się zakochała i rozpuściła się w miłości. W niej kotłują się różne postawy i w adaptacji chciałam podkreślić te dwa tryby mówienia – do widowni i do Mikhaeli. To oczywista różnica między tym, jak Iva chciałaby wytrzymywać w asertywności, i tym, jak miłość do Mikhaeli ją rozbraja. To bardzo ludzkie.
Dla mnie najciekawsze w tym tekście jest to, że obie bohaterki mają wobec siebie różne punkty przewagi. Młodość Ivy daje jej pewnego rodzaju przewagę nad Mikhaelą, ale Mikhaela ze względu na swój status ma momentami władzę nad Ivą.
Myślę, że warto zauważyć, że Iva jest w średnim wieku. To opowieść o spotkaniu dwóch dojrzałych kobiet. Ale tak, różnica sił tam jest i sama Iva próbuje zrozumieć tę relację, jakoś ją sobie skonceptualizować. Ona mówi tam takie zdanie, które dla mnie było bardzo poruszające: „Gdyby to życie należało do mnie, nie wychodziłabym teraz na mróz”. Iva będąc w tej relacji, nie ma władzy nad sytuacją. Kiedy opisuje swój dzień, to w tej strukturze widać, że całe jej życie zostało podporządkowane tej osobie, tej miłości. Ciekawi mnie też to, że nie da się jednoznacznie powiedzieć, że to jest na przykład przemocowa relacja, że Mikhaela wykorzystuje Ivę i jeszcze „w ramach rekompensaty” wciska jej pieniądze do ręki jak babcia wnuczce. Oczywiście to, że Mikhaela w sytuacjach publicznych nie przyznaje się do relacji z Ivą jest dla tej drugiej raniące, ale jest dużo czynników, które ten układ komplikują. Moim zdaniem najciekawsze w pracy z tą sztuką jest właśnie pokazanie całej tej złożoności, a widz powinien popatrzeć na to i zdecydować, czym dla niego jest ta relacja.
Czy z twojej perspektywy w sytuacji czytania performatywnego w Gdańsku pokazało się w tym tekście coś jeszcze, co cię zaskoczyło?
Na pewno kiedy Maria Maj grająca Mikhaelę i Agata Woźnicka grająca Ivę stanęły wobec siebie, wydarzyła się magia. Miałyśmy zaledwie pięć dni prób, ale w tym projekcie w ogóle zdarzyło się coś takiego, że wszystkie – Ola Jakubczak, scenografka Elżbieta Szurpicka, aktorki i ja – miałyśmy świetny kontakt, błyskawicznie wytworzyło się między nami siostrzeństwo. Między aktorkami pojawiła się tego rodzaju chemia, która jest bardzo ważna na scenie. Oczywiście były też momenty zawstydzenia, bo w tekście jest bardzo dużo seksu. Dla mnie to, w jaki sposób one ożywiały ten tekst i jaką osiągnęły wobec siebie bliskość, jak przepracowały wstyd, było bardzo mocne. Czytanie było dla mnie potwierdzeniem, że ten tekst nadaje się na scenę.
Czy podczas pracy nad adaptacją byłaś w kontakcie z autorką powieści?
Miałam niewiele czasu na przygotowanie tej adaptacji, więc nie było możliwości na większą współpracę. Przed prezentacją pokazałyśmy autorce tekst i miała tylko drobne uwagi, a czytanie bardzo jej się podobało. Bardzo mnie zresztą wzrusza, że to ona przesłała do „Dialogu” propozycję publikacji tej sztuki.
Kilka miesięcy po waszym czytaniu w „Replice” ukazał się wywiad, w którym Morska opowiedziała o swoim romansie z Marią Janion. Ta informacja wzbudziła jeszcze większe zainteresowanie historią Mikhaeli i Ivy.
Czytając powieść, domyślałyśmy się z Olą, że chodzi o Janion. Można tam odnaleźć różne tropy dotyczące jej wyglądu, tego, czym się zajmowała jako badaczka. To pytanie nie padło jednak wprost. Myślę, że to jest bardzo odważne – opisać swoją relację miłosną i pokazać w tym opisie swoją słabość, ale jednocześnie nie wpisać się w jakiś stereotyp, na przykład ofiary albo zdobywczyni. Ten tekst pokazuje stopień skomplikowania tej sytuacji i różnych emocji, które się z nim wiążą. Dla mnie bardzo poruszające były powracające w tekście porównania Ivy do skulicy, czyli do robaka. Kondycja bohaterki jest bardzo trudna. Będąc w tym wieku, w którym jest, stoi też wobec szans, które nie zostały wykorzystane albo po prostu się nie przydarzyły.
A gdzie według ciebie byłoby miejsce spektaklu opartego na takim tekście w kontekście tego, w jaki sposób queer istnieje w polskim teatrze?
W tej książce w ciekawy sposób przeplatają się okoliczności polityczne i społeczne z zupełnie prywatnymi, intymnymi sytuacjami z życia bohaterek. Jest mowa o sytuacji kryzysu na granicy, który wywołuje u Ivy wyrzuty sumienia, że oddaje się romansowi. Pojawia się też kwestia tego, że Iva jest w związku małżeńskim z Uršką, ale ten związek nie jest przez większość krajów uznawany. Queerowe relacje zawsze są polityczne, bo polityka jest częścią życia osób niehetero, wtrąca się w nie bezczelnie i wprost. Dlatego uwzględnianie tego w sztuce może być bardziej naturalne dla queerowych twórców i twórczyń, to część naszej codzienności. Wchodząc w relacje hetero i queerowe, widzę, że te hetero też są upolitycznione, tylko dostrzeżenie tego wymaga wyjścia poza przywilej. To też jest jakiś temat, tylko twórcy hetero rzadko go podejmują. Wydaje mi się, że dużym potencjałem przeniesienia tego spektaklu na scenę jest pokazanie przecinania się życia publicznego i prywatności. A pod tym jest jeszcze masa dodatkowych kwestii: związki lesbijskie są bardzo słabo widoczne nawet w społecznościach niehetero; bohaterki nie są młode; ścierają się różne pozycje sił i przywilejów. Widziałabym to tak, że w Ośmiornicy queer może być strategią zmieniania wektorów tego, w jaki sposób rozczytujemy codzienność oraz ujawnieniem upolitycznienia miłości.
W tym tekście jest więcej niż jedno tabu, bo oprócz lesbijstwa jest nim jeszcze różnica wieku w relacji seksualnej, i kiedy taki tekst trafia do teatru, to trzeba to jakoś pokazać jako realną sytuację spotkania dwóch ciał. Pytanie więc, jak można coś takiego umieścić w polu widzialności, w którym nie ma takich reprezentacji. Lesbijski romans z różnicą wieku to film Carol, to jest to „przekroczenie”, na które nas stać.
W tekście jest taki moment, który dla mnie był bardzo mocny. Iva, przechadzając się po Bledzie, spotyka staruszkę, którą postrzega jako osobę biedną i bezbronną i orientuje się, że ta kobiecina jest w wieku Mikhaeli. Morska pokazuje, czym jest wiek w tych dwóch sytuacjach: kiedy patrzymy na akademiczkę z wysoką pozycją społeczną i staruszkę, która przymierza się do wzięcia chwilówki.

