zrzut_ekranu_2026-07-13_122216.png

"Heated Rivalry", mat. prasowe.

Miłość w post-wiktoriańskim internecie

Sara Manasterska
W numerach
13 lip, 2026
Czerwiec
2026
6 (832)

Nie chcę zaczynać od katalogu okrętów (shipów1 , hehe: to najgorszy żart tego tekstu, obiecuję) doby internetu, ani od wyliczenia podarków, które Erec otrzymuje w czasie swojej wędrówki od kolejnych napotkanych władców w Erecu i Enidzie Chrétiena de Troyes, ani od szczegółowej relacji z pozyskiwania strojów i innych akcesoriów, jakie bohaterka powieści albo filmu young adult otrzymuje od swojej Dobrej Wróżki podczas charakterystycznej sceny make-overu. Nie chcę, ale będę musiała, bo inaczej nikt nie będzie rozumiał, o czym mówię, o ile nie wpadł jako dziecko do kociołka z Internetem.

Wśród filmów, komiksów i książek, oglądanych i czytanych przez szerokie rzesze odbiorczyń, także na polskim rynku, pojawiają się te należące do gatunków BL (Boys’ Love) albo danmei, czyli takich, których główny temat stanowią związki romantyczne między mężczyznami. Zarówno w literaturze chińskiej jak i japońskiej takie wątki należą do tradycyjnego repertuaru najróżniejszych gatunków literatury – Ihara Saikaku i Pu Songling to tylko wierzchołek góry lodowej. Z gatunkowego punktu widzenia BL i danmei nie mają z nimi wiele wspólnego, oprócz świadomości pewnych zjawisk historycznych: w tekstach danmei, które rozgrywają się w odległej przeszłości (fikcyjnej bądź nie), mężczyźni zawierający związki z innymi mężczyznami nazywani są „odcinaczami rękawów”, co bierze się z anegdoty o cesarzu Ai z dynastii Han [25 r. p.n.e. – 15 r. n.e.], który wolał odciąć rękaw własnej szaty, niż budzić drzemiącego na niej faworyta.

Początków BL trzeba raczej szukać w powieściach estetycznych (tanbi shōsetsu, pisane tymi samymi znakami, co po chińsku danmei) pisarki Mori Mari (1903-1987), takich jak Zakątek zakochanych (Koibito-tachi no mori), które przedstawiają mocno estetyzowane historie nieszczęśliwych czy tragicznych miłości na tle europeizującego sztafażu (Paryż, aksamitne kotary, perskie dywany, porcelana, czarna herbata, zapach bergamotki, stare książki). Z kolei początków danmei, które w Chinach podlega surowej cenzurze, należy szukać pewnie w otchłaniach internetu tak głębokich, że już dawno padły ofiarą rzecznego kraba (cenzury: to określenie na pewno jest już nieaktualne, bo pierwszy raz widziałam je z dziesięć lat temu).

Chińskie i japońskie romanse mężczyzn zdobywają od paru lat popularność także w Polsce. Większość wydawnictw specjalizujących się w japońskich komiksach ma w asortymencie co najmniej kilka pozycji z gatunku BL. Niedawno w polskim przekładzie ukazało się Błogosławieństwo niebios autorstwa Mo Xiang Tong Xiu, chiński hit autorki innych hitów. Jej Mistrz demonicznej kultywacji (Mó Dào Zŭ Shī) doczekał się ekranizacji w formie ocenzurowanego, ale nadal ogromnie popularnego serialu Untamed z 2019 roku. Znowu: te tytuły to tylko wierzchołek góry lodowej.

Do tego możemy dodać popularne seriale o miłości między mężczyznami produkcji tajskiej i tajwańskiej (te nie są cenzurowane!), a także kanadyjski serial Heated Rivalry (po polsku: Gorący lód), który stał się nieoczekiwanym hitem na przełomie 2025 i 2026 roku. Stanowiąca kanwę produkcji seria książek Rachel Reid o relacji hokeistów nie jest jednak żadną aberracją, ale właśnie kolejną przedstawicielką prężnie rozwijającego się gatunku romansów gejowskich, którego odbiorczyniami są prawie wyłącznie kobiety.

Te wszystkie azjatyckie produkcje i książki łączy z kanadyjskim serialem – oraz jego książkowym pierwowzorem – historia narodzin: wywodzą się one z internetowych kobiecych subkultur, które koncentrują się wokół odbioru najrozmaitszych tekstów kultury popularnej. Dla wielu części takich fandomowych subkultur (i celowo chcę je dzielić na różne kawałki, zaraz wyjaśnię, dlaczego) centralnym przejawem aktywności jest pisanie fanfików.

To fanowskie wersje dalszych (albo wcześniejszych) losów (zwłaszcza erotycznych) ulubionych bohaterów, które w Internecie anglojęzycznym publikuje się na stronie takiej jak „Archive of Our Own”, a w chińskim na przykład na stronie „lofter”. Ogromna część tej fanowskiej fikcji dotyczy związków między mężczyznami (czasem też między kobietami), których w oryginale wcale nie musiała łączyć miłosna czy erotyczna relacja i którzy nie byli tam nawet pisani jako osoby homoseksualne. Kiedy materiałem wyjściowym są teksty chińskie, dodatkowy czynnik stanowi oczywiście cenzura.

Znowu przejdę do wyliczenia, ale w subkulturze, o której chcę mówić, wokół fanfików rozwinął się z jednej strony bogaty fanowski metadyskurs, a z drugiej cały arsenał starych-nowych tropów literackich, z których autorki (są to przede wszystkim autorki) szczególnie chętnie i zwykle świadomie korzystają. Są więc zaspokajające najskrytsze pragnienia i wątki przewodnie fanfików, takie jak:

• udawanie pary,

• bycie współlokatorami (sięga z jednej strony do memów o parach gejowskich albo lesbijskich jako współlokatorach, a z drugiej do tęsknoty za wspólnotą przyjaciół/wybranej rodziny rodem z amerykańskich sitcomów o dzieleniu mieszkania; z drugiej strony mam też wrażenie, że ten trop gdzieś po roku 2020 stracił popularność, może w korelacji z pandemią, gdy wspołlokatorstwo, jako przymusowe, straciło nieco na uroku),

• aranżowane małżeństwa (w tym tropie obie strony zwykle są w sobie potajemnie zakochane, finałowe dénouement wymaga, żeby się o tym dowiedziały i przestały rozpaczać),

• najrozmaitsze zamiany ról,

• dziesiątki tropów kręcących się wokół koncepcji świadomej zgody i tego, że fanfikowi partnerzy seksualni gotowi są szanować nawzajem swoje granice także w sytuacjach ekstremalnych (tu na przykład trop „fuck or die”, czyli konstrukcja fabularna stawiająca bohaterów w sytuacji zagrożenia, którego uniknąć mogą jedynie, no cóż, pieprząc się),

• niewyrażone zakochanie z oddali obu (lub więcej) bohaterów (bohaterek) połączone oczywiście z cierpieniem, po którym następuje nieuchronne szczęśliwe zakończenie,

• różne inne tradycyjne tropy, takie jak wymyślone przez autorki fanfików konwenanse (patrz ABO, o tym niżej), które sprawiają, że związek ich bohaterów/bohaterek wydaje się początkowo niemożliwy,

oraz na pewno mnóstwo innych, nowszych tropów, o których nie wiem, bo jestem stara i coraz mniej moich znajomych ma czas siedzieć w internecie (a co dopiero ja).

Jednak nawet te tropy i motywy, które wyliczyłam, to znowu zaledwie, tak, zgadli Państwo, wierzchołek góry lodowej, bo jest ich mnóstwo: ktoś, kto po raz pierwszy odwiedza świat fandomowych subkultur może czuć się jak pośród gór lodowych na morzu – często trudno powiedzieć, ile góry kryje się pod wodą, jeśli nie da się porządnego nura. Jednocześnie bardzo łatwo je rozpoznać, gdy już trafią do literatury głównego nurtu (jak w przypadku Rachel Reid), tworząc swojego rodzaju sytuację „kto wie, ten (ta) wie”, której często towarzyszy całkowity brak zrozumienia a nawet pewne objawy paniki moralnej ze strony osób, które nie wiedzą.

Jakaś część tych tropów na pewno powstała, żeby zapchać jakoś dziurę po Przeszkodzie stojącej na drodze bohaterom romansu w czasach, gdy takich obiektywnych zewnętrznych przeszkód jest coraz mniej – albo wydają się mniej realistyczne. W romansie chodzi przecież o zakochanie (co najmniej) dwóch postaci, które w finałowej scenie konsumują swój związek i to na tym zakochaniu skupia się fabuła. Nie żyje się jednak samą miłością i sama miłość nie wypełni dwustu pięćdziesięciu stron powieści, trzeba więc jakiegoś konfliktu.

W powieściach o miłości jest nią zwykle przeszkoda, która stoi na drodze bohaterów/bohaterek i w czasach, w których konwenanse, różnice klasowe albo brak równości małżeńskiej przestają być realistycznymi przeszkodami, potrzeba czegoś innego, co zapewni minimalną konieczną dawkę melodramatu, jakiegoś nowego źródła tego słodkiego cierpienia zakochanych. Na pewno z tego powodu przeszkody coraz bardziej się internalizują (nieporozumienia, brak komunikacji) albo wymyśla się przeszkody, które istnieją wyłącznie w świecie przedstawionym utworu (ABO, patrz niżej).

Wyżej napisałam „subkultura, o której chcę mówić”, bo subkultury fandomowo-fanfikowe nie są oczywiście jednorodne. Trudno oczekiwać, żeby fanfiki pisane w zupełnie różnych językach, jak na przykład chiński, japoński i angielski, miały identyczne treści. Motywem, który w ciągu ostatniej dekady zdobył sporą popularność w fandomach, jest tak zwane ABO, czyli „dynamika alfa- -beta-omega”, wprowadzająca do świata przedstawionego „gendery drugiego rzędu”, oparte na (obecnie kompletnie skompromitowanych) badaniach, które kategoryzowały stada wilków na zwierzęta alfa, beta i tak dalej.

W fanfikach erotycznych ABO taki podział (na dominujących supermenów i superwomen, którzy są alfa, zwyczajnych ludzi beta oraz uległe i często sfeminizowane omegi) jest oczywiście tylko pretekstem do specyficznych scen seksu, ale nawet w takim świecie przedstawionym różnice między fanfikami japońskimi, chińskimi a anglojęzycznymi są ogromne (i bardzo ciekawe, gdyby jakaś socjolożka chciałaby je badać). Fikcja (niefanowska) erotyczna z gatunku ABO, z oczywistych względów2 często z wilkołakami w roli głównej, przeszła już jednak do mainstreamu literatury erotycznej czy romansu i tutaj także porównania tekstów japońskich i angielskich (w przypadku chińskich w grę wchodzą tylko webnovels, bo cenzura, chyba że w Tajwanie?) na pewno okazałoby się niezwykle interesujące.

Nie chcę zaczynać tu kolejnego wyliczenia (nie możemy wpaść na kolejną górę lodową), ale migracja narracji z dziedziny fikcji fanowskiej do mainstreamu jest o wiele szerszym zjawiskiem niż sama publikacja romansów i erotyki o związkach mężczyzn z mężczyznami (albo dominujących wilkołaków z dominującymi wilkołakami) i dotyczy przecież bestsellerowych romansów takich jak Zmierzch czy Pięćdziesiąt twarzy Greya, które powstały pierwotnie jako fanfiki. Wiele swoich fanfikowych elementów zachowały po publikacji w tradycyjnym wydawnictwie, chociaż nie są to te elementy, o których chcę tu mówić i które interesują tę część fandomu, która pisze romanse między mężczyznami.

Bo dlaczego w ogóle heteroseksualne kobiety interesują romanse między mężczyznami? Widziałam już różne próby odpowiedzi na to pytanie, od bardzo głupich (chodzi o zemstę poprzez umieszczenie mężczyzny w roli kobiecej, czyli domyślnie gorszej, ale w związku dwóch mężczyzn nie ma czegoś takiego jak „rola kobieca”), które więcej mówią o osobie proponującej takie wyjaśnienie niż o samym zjawisku, przez ogromne uproszczenia (bo dwaj mężczyźni to dla heteroseksualnej kobiety lepiej niż jeden mężczyzna albo, bo w kulturze popularnej jest mało interesujących postaci kobiecych), po wątpliwe (bo kobiety nienawidzą innych kobiet, a w romansach chodzi o identyfikację z bohaterką).

Myślę, że romanse gejowskie dla kobiet i cała ta subkultura fanfikowa, o której piszę, mają jeden punkt wspólny: są reakcją (głównie heteroseksualnych) kobiet na tradycyjny dyskurs o miłości romantycznej, który przestaje być dla nich z wielu względów zadowalający. W „tradycyjnych” romansach, do jakich zaliczają się takie adaptacje fanfików jak Zmierzch czy Pięćdziesiąt twarzy Greya, nadal dominuje wiktoriańska i jeszcze starsza wizja miłości. Jak u Apulejusza w opowieści o Erosie i Psyche, a potem w niezliczonych baśniach opartych na tym samym motywie (numer 425 w polskiej klasyfikacji), kobieta musi wyruszyć na wędrówkę w żelaznych trzewiczkach, by (od)zyskać ukochanego i jego miłość; kobieta musi swoje wycierpieć3.

W tradycyjnych narracjach o miłości romantycznej kobieta poświęca wszystko dla swojego wybranka i pozostaje tym, czym była w dziewiętnastowiecznych powieściach i w wenezuelskich telenowelach: osobą, która kontroluje seksualność mężczyzny i stanowi dla niego wzorzec moralny.

W najbardziej karykaturalnej wersji takiej narracji we współczesnych romansach YA (young adult) mamy groteskowo drobną, słabą i niezgrabną dziewczynę (ciągle potyka się o własne nogi, to przecież takie urocze!) oraz jej wielkiego jak góra i, poza agresją, pozbawionego wszelkich uczuć wybranka: tylko ona wzbudza w nim pozytywne emocje, tylko ona oswaja go jak Jane Tarzana (te narracje w gruncie rzeczy są po prostu odczłowieczające) – co swoją drogą też jest tropem fanfikowym, tylko z innej fandomowej subkultury.

Nie do przecenienia jest też rola mężczyzny w życiu kobiety w tradycyjnych narracjach o miłości romantycznej: mężczyzna wypełnia całe życie kobiety jako jego treść, zaś zawarcie związku romantycznego z mężczyzną jest sensem życia kobiety i jej przeznaczeniem. Pamiętam jeszcze, jak w mojej młodości czasopisma dla kobiet piały peany na cześć Seksu w wielkim mieście: oto wreszcie serial dla nowoczesnych, wyzwolonych kobiet, które nie boją się mówić otwarcie o orgazmach i tamponach. Jednak bohaterki Seksu w wielkim mieście rozmawiały przede wszystkim o mężczyznach: kobiety młodsze ode mnie powiedziałyby teraz, że to strasznie men-centered, za moich czasów mówiło się męskocentryczne albo w ogóle nic.

Romanse gejowskie dla kobiet przede wszystkim heteroseksualnych stanowią jedną z możliwych reakcji na tego rodzaju tradycyjne narracje o miłości romantycznej. W takich opowieściach o miłości między mężczyznami to nie tylko kobiety muszą poświęcać wszystko dla miłości i dla ukochanej osoby, to nie tylko kobiety zakładają żelazne trzewiki. W tych narracjach miłość romantyczna może stanowić treść życia także dla mężczyzny, który kocha drugiego mężczyznę. Fantazja o zakochanym i cierpiącym dla miłości mężczyźnie nie jest jednak żadną feminizacją, bo temu cierpieniu i zaangażowaniu w tego rodzaju utworach narracja nadaje jednoznacznie pozytywną wartość.

To oczywiście tylko jedna z możliwych reakcji: fantazja o mężczyźnie, który kocha ponad życie. Tacy mężczyźni pojawiają się także w nietradycyjnych romansach heteroseksualnych, które stanowią inny, prężnie się rozwijający podgatunek. Jednak o takim mężczyźnie chyba również obiektywnie trudniej jest pisać w taki sposób, który w znacznym stopniu nie releguje bohaterki z dotyczącej jej narracji.

Moim zdaniem warto pamiętać, że wszystko to dotyczy poziomu dyskursu i opowieści: tego, co kobiety są w stanie tolerować albo czego nie mogą znieść, gdy czytają dla przyjemności. Dla wielu czytelniczek narracje o kobietach, dla których miłość do mężczyzny jest jedynym sensem życia, nie stanowią już przyjemności, ale wiążą się ze zmęczeniem4, stąd fantazje o obiekcie pożądania (na poziomie dyskursywnym, bo chyba nie chodzi o żadnego konkretnego mężczyznę), który spełnia podobne role, co bohaterki romansów, w pewnym sensie jest ich sobowtórem i jednocześnie kimś, kto pozostawałby z nimi na równej stopie.

Myślę, że kryje się za tym wszystkim jeszcze coś, co łatwo stracić z oczu, a mianowicie, że dostępne nam dyskursy w pewien sposób ograniczają to, co możemy sobie wyobrazić albo w jaki sposób możemy to sobie wyobrazić, co przynajmniej częściowo wyjaśnia, dlaczego wielu kobietom łatwiej jest pisać o dwóch mężczyznach albo o dwóch kobietach niż o mężczyźnie i kobiecie. Rozmawiałam kiedyś ze znajomą, która trochę próbowała sił w pisaniu fikcji i skarżyła się, że nie umie pisać kobiet takimi, jakie są, lecz tylko takimi, jakimi są opowiadane. Zrobiło to na mnie wtedy ogromne wrażenie, bo zawsze wydawało mi się, że przecież nie ma między jednym a drugim znaczącej różnicy, ale teraz myślę, że dla wielu osób jest.

Nie wyjaśnia to oczywiście wszystkiego. Do popularności japońskich i chińskich narracji o miłości między mężczyznami na pewno przyczynia się również to, że przynoszą ze sobą nowe tropy i cały nowy zasób typów postaci. Wiele z chińskich romansów jest jednocześnie uczciwymi powieściami przygodowymi. Żeby wszystko to pokazać, trzeba by było wielu stron i kogoś, kto faktycznie przeczyta znaczącą ilość takich tekstów i wypełni sobie tabelki danymi, no ale przecież od czegoś trzeba zacząć.

  • 1. Ship: skrót od „relationship”, co najmniej dwie postacie z jakiegoś tekstu kultury, które zdaniem fanów, powinny być parą (lub triadą i tak dalej). Uważanie takich postaci za parę i tworzenie na podstawie tego kolejnych tekstów kultury nazywa się shippingiem.
  • 2. Oczywistych, bo ostatecznie kategorie alfa, beta, omega pochodzą z badań nad zachowaniem wilków, ale także dlatego, że sama koncepcja najwyraźniej rozprzestrzeniła się w fandomie w okresie popularności serialu Teen Wolf, jak informują mnie osoby o wiele lepiej obeznane z tematem ode mnie.
  • 3. Analiza oparta na sprawczości mogłaby uznać, że taki trop posiada zasadniczo pozytywną wartość, bo przypisuje sprawczość kobiecie, ale trudno jest mówić o sprawczości, jeśli istnieje ona tylko w pewnych wąskich ramach.
  • 4. Pomijając inne czynniki, na przykład wiek czytelniczki.

Udostępnij

Sara Manasterska

jest asyriolożką i tłumaczką literatury japońskiej i anglojęzycznej.