a4uix8xa.jpeg

„Przeminęło z wiatrem”, reż. Victor Fleming, 1939.

Historia ludzi

Joanna Krakowska
W numerach
Listopad
Grudzień
2021
11-12 (780-781)

1.

Gorsety żelazne bywały watowane, ale niekoniecznie. Te ze skóry albo z krochmalonego płótna wzmacniano metalowymi prętami, drewnianymi pałąkami, kościanymi fiszbinami i bogato zdobiono, niekiedy nawet drogimi kamieniami. Do wiązania gorsetów używano przemyślnych technik, na przykład korbki do ściągania sznurówek albo sprężynowego zapięcia z przodu. Przemiany gorsetu to historia obyczajów, modowych transferów, dyscyplinowania kobiecego ciała, to wgląd w technologiczne nowinki, w rozwój przemysłu tekstylnego i w szlaki handlowe, w medyczne świadectwa i zdrowotne przesądy, w historię pracy kobiet i ich rzemiosła. Bielizna osobista to także świetna metafora historii intymnej, doświadczenia najbliżej człowieka, faktur materii, mikrohistorii.

Nowojorska gorseciarka z początku tamtego wieku, która mogłaby godzinami gadać o gatunkach batystów, gdyby miała słuchaczy, gdyby zechciała mleć językiem, gdyby znała litery, gdyby sądziła, że jej historie są warte przelania na papier, gdyby…, nie byłaby dziś „nieznana”, nie trzeba by było jej wymyślać – składać ze strzępków tkanin, pojedynczych koralików, wycinków z gazet, wyblakłych szyldów, fotografii, dokumentów imigracyjnych, kartotek policji, śladów życia i z dotyków – płótna, jedwabiu, atłasu, koronki Valenciennes oraz szkockiej wełny. Czarna nowojorska szwaczka z 1905 roku – bohaterka sztuki Lynn Nottage Bielizna osobista 1 ­– to jedna z tych osób, o których głos zabiega się dziś szczególnie gorliwie, choć z różnym skutkiem.

2.

Lynn Nottage twierdzi, że nie wymyśla, lecz odkrywa postacie swoich dramatów – przesiadując godzinami w New York Public Library, studiując epokę, źródła, ikonografię, sprawdzając ówczesne ceny produktów, gromadząc wiedzę, której w sztuce nie wykorzysta wprost, ale która pozwoli jej usłyszeć głosy postaci i ciszę między ich kwestiami. Interesuje ją bowiem przede wszystkim to, co niewypowiedziane:

Zwłaszcza w sztuce Bielizna osobista, ze względu na czas akcji, epokę wiktoriańską, kiedy to, po pierwsze, nie dysponowaliśmy językiem psychoanalizy, aby wyrazić wszystko, co czujemy; po drugie, wielu rzeczy nie wolno było wypowiedzieć; po trzecie, był to czas, kiedy niewiele było kontaktów na przecięciu kultur. Ludzie mogli żyć w tej samej przestrzeni, ale nie nawiązywali ze sobą pewnego typu rozmów. Interesowało mnie więc, co komunikowali sobie bez słów. 2

A zarazem chodziło jednak przede wszystkim o głos – o wydobywanie głosów z przeszłości, głosów afroamerykańskich kobiet, których nie ma w podręcznikach historii, których niewiele jest w literaturze, chyba że „podają przekąski lub niańczą dzieci”. Lynn Nottage uważa, że jej powinnością jest ciągle zaznaczać ich obecność, przypominać o ich istnieniu, opowiadać ich historie nieopowiedziane nigdy wcześniej. Dzisiaj jest jedną z najważniejszych amerykańskich dramatopisarek, wykłada na Columbii, jest jedyną kobietą, która dwukrotnie zdobyła nagrodę Pulitzera – za dramaty Ruined (Zrujnowane, 2009) i Sweat (Pot, 2017). Po ukończeniu Yale School of Drama i dyplomie z dramatopisarstwa w 1989 roku zaniechała pisania w poczuciu, że wszystko, co dotąd napisała, miało charakter akademicki i nic wspólnego z realnym doświadczeniem. Do pisania wróciła po czterech latach pracy w biurze Amnesty International pod wpływem wstrząsu, jakim była dla niej seria fotografii przedstawiających portrety kobiet robione w dniu, kiedy trafiały one do schroniska dla ofiar przemocy: 

Popatrzyłam na te zdjęcia, wróciłam do biurka i napisałam Poof!. O kobiecie, która była maltretowana przez wiele lat, aż nadeszła chwila, kiedy odkryła swój głos i była w stanie powiedzieć „Nie, dłużej na to nie pozwolę”. To jest właśnie ten moment, który następuje, kiedy kobiety przekraczają próg schroniska. I z tego momentu zrodziło się pytanie, co zrobiłaby kobieta, gdyby miała pełnię władzy nad światem? Obróciłaby mężczyznę w proch i zamiotła pod dywan. Bez przemocy. Powiedziałaby: „dość!”. A on by zniknął. Tak powstał Poof! Kobieta powiedziała „dość!” i mężczyzna zniknął.

Późniejsza praktyka dramatopisarska Lynn Nottage była i jest przeciwieństwem znikania. Każda z jej sztuk bowiem tak konstruuje rzeczywistość, by dać bohaterkom pole do rasowego, klasowego, genderowego samookreślenia się w kontekście wielokulturowości i możliwości przekraczania kulturowych granic. Także w wymiarze transhistorycznym, skoro celem jej opowieści jest zawsze szukanie w mikrohistorii powiązań z tym, co dzisiaj niepokojąco żywe. W Bieliźnie osobistej dialog Lynn Nottage z własnymi przodkami ma głęboko intymny charakter, co nie zamyka, lecz wprost przeciwnie, otwiera możliwość poznania historii ludzi, którzy dotąd istnieli w naukach historycznych wyłącznie w postaci statystyk.

3. 

Jeśli Lynn Nottage jest dramatopisarką, której zdarza się uprawiać wspomagane literacką wyobraźnią badania historyczne, to Howard Zinn na odwrót – był historykiem, któremu zdarzało się pisać sztuki teatralne, by snuć historyczną opowieść. Wierzył bowiem, że dramat ma moc sugestywnego przekazywania istotnych społecznie treści, a zarazem cieszył go niepomiernie kolektywny charakter pracy teatralnej:

Kiedy jako dramatopisarz wręczasz reżyserowi sztukę, to przestaje ona być samotniczym aktem twórczym. Niemal natychmiast zaczyna należeć, tak samo jak do ciebie, do reżysera, aktorów, scenografa, ludzi od świateł i kostiumów, do inspicjenta. […] To emocjonalne doświadczenie nieporównywalne z niczym, czego doświadczałem jako profesor, autor historycznych prac. 3

Emocjonalny niedosyt musiał być tym większy, że uprawiając historię – i jako pisarz, i jako nauczyciel – Zinn nie ukrywał swoich politycznych poglądów: „nienawiści do wojny i militaryzmu, gniewu z powodu rasowych nierówności, wiary w demokratyczny socjalizm oraz w racjonalny i sprawiedliwy podział światowego bogactwa” 4. Miało to swoje konsekwencje, bo opowiadać chciał historię inną niż w podręcznikach kultywujących pełną wygodnych przemilczeń wizję amerykańskiej przeszłości. Odkrywając, że w tradycyjnych programach nauczania historii nie ma takich postaci jak Matka Jones, Big Bill Haywood, John Reed ani takich wydarzeń jak masakra w Ludlow, strajk w szwalniach Lawrence czy zamieszki na placu Haymarket w Chicago, Zinn chciał pisać nie o prezydentach, fabrykantach i generałach, ale o przywódcach związkowych, socjalistach i anarchistkach. A więc także o Emmie Goldman. 5

 4.

Historia gorsetu, albo lepiej pewnego zakładu gorseciarskiego w okolicy nowojorskiej Orchard Street. Historia Emmy, imigrantki z Europy Wschodniej – robotnicy, która została anarchistką i zostawiła po sobie pisma, artykuły i autobiografię, albo lepiej historia Esther, niepiśmiennej krawcowej przybyłej z Południa do wielkiego miasta. Historia batów, szubienic, dybów, albo lepiej historia ludzi bez twarzy. Historia wyzysku, oporu i przemocy, albo lepiej historia włókniarek, chłopów sprzężajnych, służących, bieżeńców, pracownic seksualnych, robotnic z Żyrardowa, studentów z punktami za pochodzenie, chłopów na Żuławach, społeczności wsi górniczych Kielecczyzny. 

Takie czy też podobne historyczne narracje stanowią dziś zarówno podwaliny jak i emanacje najważniejszego może w Polsce po 1989 roku nurtu intelektualnego, w którym kluczową rolę zaczęły odgrywać kategorie wrażliwości i empatii, krzywdy i przywileju, przemocy i dyskryminacji, niesprawiedliwości społecznej, rasowej, genderowej. Ich aplikacja w historycznych narracjach podważa i przewartościowuje rozmaite kwestie dotyczące tożsamości, dziedzictwa, hierarchii, relacji władzy, stosunku do przemocy, ale przede wszystkim wpływa na wybór podmiotu, tematu i źródeł. Zaryzykuję stwierdzenie, że nowe historyczne narracje o wyzysku, krzywdzie i przemocy od dawniejszych studiów, często zresztą instrumentalizowanych propagandowo, różnią się tym właśnie, że są pisane z afektywnym zaangażowaniem, którego nie chciałabym ani lekceważyć, ani wykpiwać, ani podawać w wątpliwość.

Takie czy też podobne historyczne narracje stanowią dziś zarówno podwaliny jak i emanacje najważniejszego może w Polsce po 1989 roku nurtu intelektualnego, w którym kluczową rolę zaczęły odgrywać kategorie wrażliwości i empatii, krzywdy i przywileju, przemocy i dyskryminacji, niesprawiedliwości społecznej, rasowej, genderowej

Wydaje się przy tym oczywiste, że pierwotny impuls dla historii opowiadanych z perspektywy pokrzywdzonych i dyskryminowanych miał i ma charakter polityczny. Krytyka kapitalizmu, rozliczenia potransformacyjne, walka o prawa LGBTQ+, wyzysk, reakcja na propagandę władzy, krytyka Kościoła i mapa kościelnej pedofilii, prawa kobiet i Czarny Protest, kwestionowanie przywilejów elit, #MeToo, bezsilność wobec politycznego korumpowania wymiaru sprawiedliwości, pandemia, postępujące nierówności ekonomiczne, docierające z oddali echa amerykańskiego ruchu Black Lives Matter, stan służby zdrowia, groźba Polexitu, umierający z głodu i zimna uchodźcy na granicy z Białorusią oraz inne współczesne zjawiska kształtujące nasz mentalny i emocjonalny horyzont, określające poznawcze aspiracje i poziom politycznego zaangażowania wydają się dziś decydujące dla usytuowania narratora czy narratorki opowieści historycznej. Historia ludowa – książki i artykuły tego nurtu, kładące nacisk na krzywdę i opór – nie przypadkiem pojawiają się więc właśnie teraz, właśnie tutaj.  

5.    

Historia ludowa to może nie jest najbardziej fortunna formuła – skażona ryzykiem protekcjonalizmu, obarczona grzechami peerelowskiej historiografii propagandowej, domieszką cepelii i frazeologicznym garbem, w którym nazbyt przemożnie pobrzmiewają konteksty wsi, folkloru i władzy ludowej. Zwłaszcza dla tych z pokolenia idiosynkrazji wobec prawd objawianych  marksowskim językiem; dla złośliwych adwersarzy, którzy twierdzą, że klasy są w szkole; dla tych, którym przymiotniki w zbitkach „narodowy socjalizm” czy „realny socjalizm” nie zmieniają sensu słowa „socjalizm”; wreszcie dla wszystkich, którzy pamiętają, że demokracja ludowa to inaczej dyktatura, a sprawiedliwość ludowa to inaczej bezprawie. Ludowa historia uruchamia wszystkie te konteksty, ale na szczęście nie daje się w nich uwięzić. Ostrzega w ten sposób przed ryzykiem ideowego zawłaszczenia, ale nie uchyla się przed odpowiedzialnością za polityczne wybory. Wikła się może trochę w anachronizmy frazeologiczne, ale inspiruje się zachodnią historiografią i jej niemal nieskażoną, bezpieczną lewicowością.

„Badacz pragnący uprawiać dziś historię krytyczną ma oczywiście na półce gotową inspirację” – pisze Adam Leszczyński w Ludowej historii Polski 6. W 2016 roku – trzydzieści sześć lat od pierwszego amerykańskiego wydania – ukazała się po polsku słynna książka Howarda Zinna Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś. Amerykańska A People’s History… stała się Ludową historią…, zgodnie ze słownikowym znaczeniem, choć gubiąc potencjalną alternatywę – „historię ludzi” – bliższą sensom wielu narracji historycznych zaliczających się do tego nurtu. 

Amerykańska A People’s History… stała się Ludową historią…, zgodnie ze słownikowym znaczeniem, choć gubiąc potencjalną alternatywę – „historię ludzi” – bliższą sensom wielu narracji historycznych zaliczających się do tego nurtu

Historia ludowa to historia krytyczna w stosunku do takich narracji, które przyjmują perspektywę czynów, działań, zamierzeń i wyobrażeń wybijających się jednostek i społecznych elit, grup dominujących, panujących i uprzywilejowanych. Może być zatem makrohistoryczną syntezą, opowiedzianą z perspektywy „dolnych 90 procent”, której zbiorowym bohaterem są rządzeni, a nie rządzący, biedni, a nie bogaci, ludzie poddani i podporządkowani władzy. Syntezą, która skupia się na mechanizmach tego podporządkowania, na doświadczeniu podboju, eksterminacji, dominacji, zniewolenia, wyzysku. Ale może też być mikrohistorycznym studium – opowieścią o konkretnej społeczności, opowieścią, której, rzecz jasna, nie można podjąć się bez wiedzy na temat reszty świata, bez zewnętrznego kontekstu, ale która dostarcza przede wszystkim konkretu, namacalnego doświadczenia, biografii poszczególnej. Stąd bliższa jest „historii ludzi”.

Wydaje mi się szczególnie ważne, by nie dezawuować żadnego z nurtów „people’s history” – nie przedkładać syntez nad mikrohistorie ani odwrotnie. Krytyka historii krytycznej jest zawsze w cenie, ale ani resentyment dyktowany niechęcią do uogólnień czy braków, ani pobłażliwe traktowanie „streszczania dokumentów znalezionych w archiwach” nie służy ogólniejszemu celowi, jakim w przypadku globalnego (zaryzykuję) projektu ludowej historii ludzi jest dążenie do sprawiedliwego rozumienia przeszłości i sprawiedliwszego urządzenia przyszłości.

Tak, pamiętam, że utopie niosą ze sobą rozmaite ryzyka. 

6.

Rozszerzając pole widzenia o osoby dotąd na kartach historii niewidywane, lub widywane zbyt rzadko i tylko przelotnie, poszukując nowych źródeł do badania przeszłości dotąd nieopisanej albo opisanej wymijająco, włączając z pewną ostrożnością do historycznego warsztatu współczesną wrażliwość społeczną, warto dokonać jeszcze jednego przekroczenia. Wziąć pod uwagę teatr jako miejsce, gdzie ludowa historia spotyka się z historią elit i jako narzędzie, które wytwarza opowieści – opowieści o historii ludzi.

  • 1. Druk. w „Dialogu” nr 11-12/2021
  • 2.  Sandra G. Shannon An interview with Lynn Nottage, w: Contemporary African American Women Playwrights. A Casebook, edited by Philip C. Kolin, Routledge, London-New York 2007, s. 199.
  • 3.  Howard Zinn Introduction, w: tenże Three Plays. The Political Theatre of Howard Zinn, Beacon Press, Boston 2010, s. 6.
  • 4.  Cyt za: Artur Domosławski Howard Zinn. Historia życiem pisana, w: Howard Zinn Ludowa historia Stanów Zjednoczonych, przełożył Andrzej Wojtasik, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016, s. 6.
  • 5. Zob. Howard Zinn Emma, przełożył Krzysztof Puławski, „Dialog” nr 11-12/2021.
  • 6.  Adam Leszczyński Ludowa historia Polski, W.A.B, Warszawa 2020, s. 562.

Udostępnij