0t4a1231.jpg

Trzeba by się zabrać za siostrzeństwo…
Projekty społeczne (czy inaczej: partycypacyjne) wpisały się już na stałe w pejzaż polskiej sztuki – zarówno instytucjonalnej, jak i pozainstytucjonalnej. Wciąż jednak niewiele z nich – a szczególnie tych z obszaru ruchu i choreografii – zostało opisanych i poddanych refleksji. Pewnym wyjątkiem jest pedagogika teatru, która bazuje na pracy grupowej, procesualności, relacyjności i pojawia się coraz więcej tekstów opisujących działania twórcze w tym duchu). Wiosną 2025 roku w warszawskim Centrum w Ruchu (CwR), jako miejscu kolektywnych praktyk twórczych, odbyło się wyjątkowe przedsięwzięcie pod nazwą „Popartneruj mi, Siostro!” – kilkumiesięczne działanie, które było nie tylko projektem społecznym, ale także laboratorium badawczym. W jego ramach choreografia była narzędziem analizy kobiecych relacji, zapisanych i przechowywanych w ciałach uczestniczek.
W ciągu ostatnich czterech lat wzięłam udział w kilkunastu projektach partycypacyjnych, prowadzonych przez wybitne polskie i zagraniczne choreografki i choreografów. W każdym z nich istniało pewnego rodzaju napięcie między procesem, nastawieniem na wspólne bycie a efektem; dostrajaniem się nawzajem ich uczestników i uczestniczek a realizacją projektu – tematu zamówionego przez instytucję organizującą przedsięwzięcie. Czasem osoby prowadzące stawiały sobie za cel badanie konkretnego tematu lub techniki. Z moich obserwacji wynika, że ten ostatni aspekt ulatnia się najszybciej pod presją, którą wywierają na działanie ramy projektu: trzeba doprowadzić do publicznej prezentacji i pokierować grupą, do której należą osoby o bardzo szerokim spektrum doświadczeń scenicznych, co kończy się najczęściej przeważeniem szali na korzyść zaopiekowania efektu.
W przypadku projektu CwR było zupełnie inaczej – wątki badawcze i performatywne prowadzone były oddzielnie i realizowane za pomocą odmiennych narzędzi, a efekty zderzenia obydwu podejść zaprezentowane zostały w formie performansu, który pokazano publiczności 30 maja 2025 roku. Pracując nad opisem tego procesu, korzystałam z własnych zapisków z tego okresu, fragmentów notatek udostępnionych mi przez inne uczestniczki oraz rozmów z prowadzącymi, które przeprowadziłam trzy miesiące po zakończeniu projektu.
zrzut_ekranu_2025-10-17_094058.png

Projekt społeczny „Popartneruj mi, Siostro!” powstał z zainteresowań choreografki Weroniki Pelczyńskiej praktykami choreograficznymi i somatycznymi, badającymi relacje siostrzeństwa wśród niespokrewnionych ze sobą kobiet o różnym doświadczeniu życiowym. Weronika zaprosiła do współtworzenia tego projektu również tancerki i performerki: Magdę Fejdasz (z którą działa często razem jako „praktyki siostrzeństwa”) oraz Angelikę Mizińską. Jak mówi Pelczyńska: „Chciałam, by każda z prowadzących wniosła do procesu swoją unikalną perspektywę i jednocześnie współtworzyła zbiorową świadomość wokół tańca i performatywności, jaką taniec oparty na kontakcie może oferować.” Przedmiotem badania były relacje horyzontalne, partnerskie, siostrzeńskie, które wpisują się w tradycje feministyczne rozwijające się w opozycji do hierarchiczności, a nawet w odróżnieniu od braterskości. Punktem wyjścia były praktyki własne rozwijane przez choreografki, zwłaszcza praca w duecie i szeroko rozumianym kontakcie. Część z nich odwoływała się także do praktyk silnych kobiecych postaci ze środowiska improwizacji lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, takich jak Nina Martin, Marie Overlie i Sara Shelton Mann, ale przekształcone na potrzeby tego konkretnego procesu.
Około dwudziestu kobiet wyłonionych w otwartym naborze wzięło udział w regularnych spotkaniach, w czasie których dotykałyśmy tematu siostrzeństwa przez techniki release, improwizacji kontaktowej, Body-Mind Centering, a także z ćwiczeń partneringowych. Praktykowałyśmy między innymi oddawanie ciężaru własnego ciała w ciało drugiej kobiety; przyjmowania go (bądź nie) w uważności na granice i sensoryczne odczuwanie go; przechodzenie przez bycie solistką działania grupowego do podążania za liderką a także zacieranie różnic między tymi rodzajami działania. Badając własne potrzeby i zainteresowania w relacji z innymi uczestniczkami, prowadziłyśmy niejednokrotnie bardzo głębokie rozmowy o stereotypach kobiecych ról nieświadomie zaszytych w naszych tkankach i ujawniających się w pracy z ciałem: kobiet-opiekunek, matek, osób bezgranicznie poświęcających się dla innych, doświadczających wstydu a także bycia obiektem zachwytu ze względu na konkretne cechy fizyczne. Nasza praktyka była testowaniem własnej sprawczości, nauką przejmowania narracji, przyzwoleniem na dbanie o swój komfort w pierwszej kolejności, a przede wszystkim nieustannym zadawaniem pytań: jak partnerować komuś w opiekując się sobą i nie rezygnując z własnych pragnień? Jakie uczucie towarzyszy oddawaniu swojego ciężaru drugiej osobie? Jak komunikować przyzwolenie na oddawanie i przyjmowanie ciężaru? Czy za każdym razem trzeba dotrzeć do granicy wytrzymałości, by powiedzieć „stop”?
Angelika Mizińska tak opisuje praktyki partnerowania:
Siostrzeństwo staje się tu strategią wspólnotową, w której partnerowanie i towarzyszenie sobie w tańcu ucieleśnia wartości troski, równości i afirmacji różnicy. Praktyki oparte na kontakcie i uważnym dialogu ciał rozwijają rozumienie relacyjności – bycia w sieci wzajemnych powiązań i dostrajania – oraz otwierają przestrzeń dla kolektywnego tworzenia, w którym choreografia nie jest narzuconą strukturą, lecz wspólnie negocjowanych procesem. W tym sensie projekt łączy praktykę troski, siostrzeństwa i dziedzictwo improwizacji tanecznej, pokazując, że taniec może być zarówno formą sztuki, jak i praktyką wspólnotową oraz społeczną.
To wspólne, regularne działanie w różnorodnej grupie kobiet, które są jednocześnie przedmiotem i podmiotem badania, służyło wytworzeniu i używaniu tej wiedzy o rolach, które przyjmujemy i nadajemy innym oraz ich ciągłym negocjowaniu.
Prowadzące od samego początku jasno oddzielały praktyki badawcze, przeznaczone tylko dla naszej grupy, od działań performatywnych, nastawionych na publiczną prezentację. Często przyznawały również, że nie mają gotowych odpowiedzi, próbują razem z nami nowych rzeczy i uważnie wsłuchują się w nasze przemyślenia i dzielą swoimi. Wspólnie stawiałyśmy sobie pytania i testowałyśmy różne odpowiedzi. Fizyczność naszych ciał była jednak zawsze pierwszym punktem odniesienia i filtrem, przez który przepuszczałyśmy idee i wyobrażenia, mierząc się z nimi: „Moje granice istnieją, są namacalne, realne, respektowane, zaopiekowane. Moje całe wnętrze może się w nich bezpiecznie rozpłynąć, zrelaksować.”1 Jasność celu każdej części i ujawnienie motywacji oraz narzędzi do tego prowadzących, budowało przestrzeń zaufania i zachęcało do wspólnego głębszego wejścia w proponowane ćwiczenia i włączenia indywidualnej refleksji badawczej uczestniczek.
Powstała w ten sposób wiedza jest w ciągłym ruchu ze względu na specyfikę materii, której dotyczy (zmieniające się stale ciało kobiece i relacje międzyludzkie) oraz kontekstu, w którym się znajduje (morfujących praw kobiet, miejsca w społeczeństwie oraz rozumienia jej roli). Narzędzia choreograficzne i performatywne, jako z zasady nakierowane na płynność i czasowość, są więc idealnymi do zgłębiania tego tematu.
W toku działań i rozmów, w czasie których próbowałyśmy uchwycić, czym jest dla nas siostrzeństwo, powracały kategorie takie jak: opiekuńczość, troska, zrozumienie, wsparcie, delikatność i czułość, ale także siła, opór, bunt, indywidualizm. Oscylowałyśmy często na skali między poświęcaniem się dla innych a radykalnym wybieraniem własnego komfortu. Wielokrotnie zaskakiwało nas, jak przez działania fizyczne możemy odkrywać całe spektrum możliwości wynikających z tej konstelacji. Czasem pojawiał się bunt, chęć pracy nad zmianą i większą sprawczością w pozycjonowaniu siebie w konkretnym miejscu na tej skali. Wspólne działanie i rozmowy uruchomiły kolejne pytania: „czy chcę i muszę się pozbyć tego, co mam wbudowane w sobie? Czy to może być moją siłą? Wyborem, po który mogę świadomie sięgnąć? Czy mogę nie czuć, że zdradzam sama siebie, gdy podejmuję inną decyzję niż zapisana we mnie? Czy da się wspierać, dbając jednocześnie o własny komfort, potrzeby i zachowanie własnej indywidualnosci? Czy da się wyrażać własny indywidualizm we wspieraniu innych? Czy żeby zaznaczyć własną indywidualność zawsze muszę być wyraźnie w kontrze do innych? Czy mogę być wyraźnym indywiduum w drugim albo trzecim rzędzie? Czy mogę nie być w żadnej z tych opcji na skali? Czy mogę zaznaczyć swoją obecność, prawie znikając dla innych? Jak być siostrą dla samej siebie?”2
Choć najważniejszą częścią naszej praktyki było badanie samo w sobie, projekt, zgodnie z założeniami grantu, z którego był finansowany, miał zakończyć się publiczną prezentacją. Pracę nad nią zaczęłyśmy dopiero pod sam koniec procesu. Ważnym aspektem performansu oraz kostiumów, które same tworzyłyśmy, była autokreacja i kwestia odzyskiwania zdolności nadawania znaczeń. W charakterze żartu, choreografki zaproponowały jednolite beżowe koszulki oversize oraz kolorowe rajstopy. Chciały w ten sposób nawiązać do strojenia małych dziewczynek przez dorosłych w kolorowe rajstopy i sukienki (czasem wbrew ich woli), by odwrócić tę sytuację i nadać jej nowe znaczenia. W toku wspólnie podejmowanych decyzji, przyjęłyśmy tę propozycję. Przygotowania do performansu zaczęłyśmy od personalizowania koszulek – rysowania, pisania, malowania na nich własnych przemyśleń na temat siostrzeństwa. Pojawiały się więc na nich cytaty z naszych spotkań, kształty i symbole uniwersalne albo znane tylko nam lub po prostu dekoracyjne, zabawy słowne oraz inspiracje mogące dopełnić to, jak rozumiemy siostrzeństwo. Dodatkowo każda z nas mogła wybrać kolor rajstop oraz sposób stylizacji – od wciskania koszulek ciasno pod rajstopy, przez luźno opuszczone na wierzchu, po wiązanie ich końców w supły na wysokości talii czy wycinanie rękawów w frędzle.
To, co intuicyjnie pojawiło się jako satyryczna zabawa wyglądem, tak jak u dzieci przebieranych przez dorosłych według upodobań tych ostatnich, a w dorosłym życiu – do presji i przymusu dopasowywania się swoim wyglądem do normy społecznej (jak w przypadku głośnych ostatnio SZON PATROLI3), stało się manifestem i próbą przejęcia narracji o własnym wizerunku. Zależało nam, by nasza choreografia była przestrzenią wydobywania znaczeń z ciała, demaskowania klisz i stereotypów społecznych zakodowanych w kobiecych ciałach od wczesnego etapu rozwoju społecznego i osobowego oraz ich polityczności. Powstała przestrzeń rozwijania i wzmacniania relacji horyzontalnych (również w przestrzeni organizacyjnej samego projektu przez udział uczestniczek w podejmowaniu niektórych decyzji) oraz samostanowienia i autokreacji.
Performans przyjął formę wystawy choreograficznej o siostrzeństwie w wykonaniu dwudziestu kobiwt. Podczas wieczoru publiczność była zachęcona do swobodnego poruszania się po przestrzeni Centrum w Ruchu, aby towarzyszyć warsztatowiczkom i ich prowadzącym w partyturze ruchowej wychodzącej od działania indywidualnego ku idei budowania wspólnego ciała. Performans był próbą uchwycenia różnorodnych perspektyw na siostrzane więzi i relacje, ale także ich świętowaniem na własnych warunkach.
Wiele uczestniczek już po zakończeniu projektu wspominało, że był to dla nich zaledwie początek własnej drogi badawczej, muśnięcie powierzchni obszernego tematu, który był dla nich transformacyjny. Weronika Pelczyńska również opisuje to w ten sposób:
Finałowy pokaz był efektem wspólnej, trzymiesięcznej pracy. Nie miał być prezentacją gotowej formy, ale umocnieniem doświadczeń i praktyk, które rozwijałyśmy podczas spotkań. Nie chciałyśmy oddzielać pokazu od procesu, dlatego wybrałyśmy formułę inkluzywną, w której także jako prowadzące wzięłyśmy udział. Pokaz był przedłużeniem naszej wspólnej pracy, a nie jej zakończeniem. Mam poczucie, że ten proces nadal we mnie trwa i zaprasza do dalszego dialogu.
„Popartneruj mi, Siostro!” był trzecim projektem społecznym realizowanym w ramach programu edukacyjnego „Ciało mój dom”, dotowanego przez miasto Stołeczne Warszawa i prowadzonego przez Fundację Burdąg w partnerstwie z artystkami zrzeszonymi w Centrum w Ruchu i w ramach inicjatywy „praktyki siostrzeństwa”. Ze względu na niedostateczny poziom finansowania (a w zasadzie jego brak w obszarze badań artystycznych) i projektowy charakter takich przedsięwzięć, bardzo trudno o kontynuację i poszerzenie tego sposobu działania.
0t4a1342.jpg

- 1. Zosza Chabiera, zapiski własne po zakończeniu projektu.
- 2. Notatki własne autorki z procesu.
- 3. Jest to zjawisko psychicznej przemocy rówieśniczej, polegającej na piętnowaniu (online i offline) głównie młodych dziewczyn ze względu na swój wygląd, ubiór czy zachowanie, które nie wpasowuje się w subiektywną wizję osób atakujących. Dochodzi nawet do publicznego ośmieszania i wykluczania społecznego konkretnych osób. W niektórych miejscowościach pojwiają się grupy w kamizelkach odblaskowych z napisem „SZON PATROL”, obserwujących osoby na ulicach i atakujących werbalnie lub robiących szkalujące zdjęcia.

