zrzut_ekranu_2025-08-01_120209.png

Mgnienia
To nie przypadek, że spotkały się w tym miejscu. One – cytrynowożółte, oni – diamentowoczarni. One – odważnie kroczyły w przód. Oni – bokiem, mniej pewni, odchylali się nieco; swoje przestraszenie chowali za nonszalancją. One są bardziej w stylu „pójdę na koniec świata, żeby zobaczyć, jak tam jest”. Oni gustują w miękkim przytuleniu, baletowym podążaniu za swoim cieniem. One – gotowe na wszystko, biorą sprawy w swoje ręce: dla zabicia czasu, chętnie zagadałyby, może wyniknie z tego jakaś przyjemna wymiana wrażeń. Oni trzymają dystans, pilnują celu, choć miłe but-w-but dałoby chwilę zapomnienia od tego, co nieuniknione.
Tak sobie trwali, wspólnie przez chwilę.
Ona czekała na wymianę przedniego mostu. On czekał na kanałowe trucie trzonowców.
Pewnie się już nigdy nie spotkają.

