zrzut_ekranu_2025-12-30_105622.png

Czasoprzekrój
Wejście do tego budynku jest niczym portal. Przenosi do czasów bardzo dawno minionych, trudnych do rozpoznania dzisiaj na ulicach miasta. W tym gmachu wiją się schody, zwieszają żyrandole, podłoga nosi ślady ociężałego szurania, rozpaczliwych biegów, przytupów z radości. Szumiały na niej suknie, prężyły się gamasze.
Chciałam przysiąść i nasiąkać tą atmosferą. Spojrzałam w kierunku ustronnej ławeczki.
Usiąść, czy nie usiąść?
Jeśli usiąść, to bliżej lewej, czy prawej strony?
Bliżej mi do stronnictwa parasoli?
Może powinnam trzymać się ekipy ze skrzyneczki?
Na czym zależy mi bardziej?
Czy jestem już w smudze zacieniania?
Może jeszcze wzbiję się i poszybuję?
Stop, galopado!
Nie dam się wciągnąć w te pułapkę myśli. Po prostu postoję sobie albo lepiej: pójdę stąd. Na spacer. To zdrowo.

