teatr_tv.jpg

Mariusz Gołosz "Pieśni piekarzy polskich", reż. Klaudia Gębska, Teatr Telewizji, 2025. fot. Materiały TVP.

Jaki chlebek, wariacie?

Aleksy Jakubiec
Przedstawienia
27 lis, 2025
Listopad
2025

Obrazek 1: Wszystko jest pokryte mąką. Ściany, stoły, maszyny i ręce. Na stolnicy leży jeszcze nieuformowane ciasto na chleb i bułki. Obok ceglanego pieca, na półkach stygną świeże wypieki. Z pomieszczeniem roboczym sąsiaduje piekarnia, gdzie można kupić praktycznie wszystko: od brioszek, przez rustykalne chleby, aż po rzemieślnicze bułki na paście miso.

Obrazek 2: W małej sali stoi konsoleta dj-ska, obok zamarkowana ściana z oknem. Po prawej dwa statywy z mikrofonami, nad sceną wisi metalowy prostopadłościan wypełniony workami, najpewniej z mąką. Scena spowita jest niebiesko fioletowym światłem.

Te obrazy to scenografie z dwóch inscenizacji głośnego dramatu Mariusza Gołosza Pieśni piekarzy polskich. Pierwsza to realizacja Teatru Telewizji na podstawie spektaklu Klaudii Gębskiej z Forum Młodej Reżyserii 2024 (premiera w telewizji: 4.11.2025), druga to jeszcze świeża i chrupiąca premiera Piotra Polaka i Ewy Galicy z Nowego Teatru w Warszawie (premiera 7.11.2025). Ten absolutnie niezwykły zbieg okoliczności – trzy dni dzielące jedną i drugą premierę – pokazują po pierwsze, że młoda dramaturgia nadal ma potencjał, a po drugie, że rezonuje ona z młodymi twórcami, którzy ją czytają i odnajdują w niej przestrzeń dla siebie.

572524765_808778775117661_4375834484159018973_n.jpg

Mariusz Gołosz "Pieśni piekarzy polskich", reż. Klaudia Gębska, Teatr Telewizji, 2025, fot. materiały TVP.

Zaczyn

Mariusz Gołosz to trzydziestotrzyletni dramatopisarz, absolwent filozofii i Laboratorium Nowych Praktyk Teatralnych SWPS i (przez pięć lat) piekarz. Jeszcze przed finałem Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2022 dał się szerzej poznać w świecie teatralnym przez tekst Z jednej tkaniny napisany wspólnie z Darią Sobik, a w 2022 roku wygrał Konkurs na Sztukę teatralną dla dzieci i młodzieży dramatem jak umierają słonie duże i ciężkie?. Jego finałowy tekst zyskał rozgłos dopiero dwa lata później na Forum Młodej Reżyserii w Krakowie, gdzie Klaudia Gębska wraz z dramaturgiem Patrykiem Kozłowskim (oboje są studentami wydziału reżyserii AST) wystawili Pieśni piekarzy polskich. Egzamin reżyserki wygrał nagrodę Teatru Telewizji i rok później miał swoją premierę na TVP Kultura. Jednocześnie w 2025 Piotr Polak, aktor Nowego Teatru wraz z Ewą Galicą, absolwentką Akademii Teatralnej w Warszawie przygotowywali własną interpretację dramatu. Co ciekawe, przy warszawskim spektaklu dramaturgią zajmował się sam Gołosz, ale wziął również gościnnie udział w spektaklu telewizyjnym jako głos Ex-piekarza i Wiceprezydenta miasta. Choć oba spektakle opierają się na tym samym tekście i opowiadają bliźniaczo podobne historie, różnią się od siebie sposobem uchwycenia tematu i estetyką. Porównanie spektaklu telewizyjnego, przy którym pracowało duże grono realizacyjne, z niewielkim przedstawieniem wystawionym na Sali Prób przy Madalińskiego nie jest prostym zadaniem.

Wyrabianie ciasta

Zarówno Patryk Kozłowski jak i Mariusz Gołosz dokonali istotnych skrótów w dramacie przygotowując go na scenę. Wątek Doktorantki piszącej prace o pieśniach polskich piekarzy na przestrzeni XVIII i XIX wieku został całkowicie usunięty, podobnie historia Reporterki przygotowującej materiał o piekarniach. Niektóre jej kwestie zostały przepisane na inne postaci. U Gębskiej również nie odnajdziemy wątku Artystki z ASP. W praktyce mamy do czynienia z bardzo podobną opowieścią o dwóch bezimiennych piekarzach, którzy podróżują po Polsce, pracują w różnych piekarniach i puszczają w pracy rap, głośno. Wylewa się z nich frustracja i wkurw: na szefa, na pracę, na świat, na Sprzedawcę, na klientów, na burżujów, prywaciarzy, kapitalistów. Dobre chłopaki chcą słuchać rapu i piec chleb, który ktoś przyniesie do domu, pokroi i zje. Dlaczego tak często zmieniali pracę? Szef nie pozwalał im puszczać rapu, miał dosyć tak zwanych „nocek”, kiedy całe osiedle zbierało się pod piekarnią żeby zrobić imprezę. Następny Szef wydawał się być pracodawcą idealnym – dbał o dobrostan piekarzy, zapewniał benefity i dawał przestrzeń na życie prywatne. Pozorny work-life balance skończył si,ę kiedy do pracy został zatrudniony Sprzedawca-Złoty Chłopiec, który wymyślał coraz to nowsze przepisy na wypieki, a bohaterom brakowało sił przerobowych żeby sprostać jego pomysłom. Sprzedawca chciał odejść, ale zaszantażowany przez swojego – nomen omen – chlebodawcę, pozostał stanowisku. Ze sprzedawcy awansował na menadżera. Próbował dojść do porozumienia z kolegami, ale okazało się że rozmawia jedynie z ich duchami. Piekarze odeszli i zmienili pracę. Skończyła im się cierpliwość i siła.

Idealnie chrupiąca skórka

Obie teatralne interpretacje choć estetycznie różne, w dużej mierze opierają się na muzyce. Sam tekst dramatu jest rytmiczny i dynamiczny, jego struktura pozwala go rapować i zawiera wiele nawiązań do hiphopowych klasyków od Pezeta i Paktofoniki aż po Kaz Bałagane i Molestę Ewenement. Reżyserzy docenili muzyczność tekstu, ale skorzystali z niej na dwa różne sposoby. W telewizyjnych Piekarzach trzech aktorów z obsady: Filip Zaręba, Michał Królikowski i Piotr Tuleja samemu napisało i zaśpiewało piosenki wplecione w spektakl (z dobrze poinformowanego źródła wiem, że w przygotowaniu jest studyjny album z utworami). U Polaka i Galicy aktorzy odgrywający role piekarzy: Michał Surówka i Jan Sobolewski, stoją za konsoletą dj-ską i co prawda nie śpiewają, ale na żywo tworzą muzykę elektroniczną i melodeklamują swoje kwestie. Całość przypomina performans teatralny, dj-set połączony z czytaniem performatywnym. Ze spektaklu sączy się techno, acid i house, a na ścianie wyświetlane są hipnotyzujące projekcje. Piekarze Gębskiej w wersji scenicznej mają klasyczną formę spektaklu muzycznego: dialogi i sceny przeplatane są piosenkami, a budżet przeznaczony na telewizyjną realizację znacznie wzbogacił scenografię.

581338552_1272817874888032_4130554942586904501_n.jpg

Mariusz Gołosz "Pieśni piekarzy polskich", reż. Ewa Galica, Piotr Polak, Nowy Teatr, Warszawa 2025., fot. Maurycy Stankiewicz.

Należy również zauważyć, że Teatr Telewizji obejrzy zdecydowanie więcej osób, niż kameralny spektakl w Warszawie. To istotne tym bardziej, że dostęp do publicznej telewizji albo do internetowej platformy VOD ma większość społeczeństwa, a Nowy Teatr znajduje się w centrum jednej z najbardziej zgentryfikowanych dzielnic stolicy i nie trudno znaleźć w jego sąsiedztwie kraftowe piekarnie z chlebem za trzydzieści złotych za bochenek1. To spektakle dla dwóch różnych widowni.

Bajecznie wilgotny miękisz

Oba spektakle serwują nam zakończenie rodem z Fight Club. Okazuje się że Piekarz na M. został sam. Piekarz na J. nie przyszedł do pracy, zniknął, rozpłynął się w powietrzu. Piekarz na M. zaczyna rozmawiać z Piecem, w końcu do niego wchodzi. Spotyka w nim swojego Szefa, który oznajmia mu że drugi piekarz wcale nie istniał, a M. sam go wymyślił i podróżował po Polsce szukając pracy. W poprzedniej scenie, koledzy pokłócili się o to, że Piekarzowi na M. skończył się wkurw. Ten cały wkurw na szefa, świat i ludzi. Wkurw, którego uosobieniem był Piekarz na J.

Wybór tego konkretnego tekstu, a szerzej: wybór zawodu piekarza jako katalizatora opowieści o kapitalizmie, prekariacie, i po prostu pracy, sprawdza się zaskakująco dobrze. Już w samym dramacie czytamy o chlebie wykorzystywanym w rapie w kontekście symbolicznym. Chleb jako praca, chleb jako rodzina, chleb jako życie. Wypiekanie chleba, dbanie o zakwas i przygotowywanie ciasta to ciężka praca wymagająca zarówno głowy, jak i kondycji fizycznej. Chleb jest jednym z podstawowych elementów wielu kuchni i diet, je się go na całym świecie. W samej Polsce dziennie sprzedaje się prawie osiem milionów bochenków. Ale nawet tak prozaiczna rzecz jak pieczywo została przepuszczona przez machinę kapitalizmu kognitywnego i komercjalizacji.

To już nie jest „chleb pszenny” i „kajzerka”. To „kraftowy bochenek z pastą miso z tradycyjnie fermentowanej soi i solą himalajską” i „wheat-roll z pszenicy fair-trade z glinianego pieca opalanego drewnem wiśni z południowej Azji”. Jesz chleb z Lubaszki? Spróbuj tego z Maison Boulangerie na Wilczej. Co prawda kosztuje 30 zł, ale – jak pisze Gołosz –

każdy może odłożyć sobie raz w miesiącu pieniądze na dobry chleb,
przychodzi do nas zarówno wiceprezydent jak i zwykli poczciwi nauczyciele;
-Nauczyciele dzieci tego wiceprezydenta

Twoja praca przestaje być „twoja”. Staje się produktem dla burżuazji z grodzonych osiedli, którzy czują gniew kiedy w ich dzielnicy powstaje sklep Dino. Kiedy szef zabrał ci już chleb, który sam upiekłeś i sprzedał go prawnikom, lekarkom, dentystom i nauczycielkom dzieci wiceprezydenta miasta; kiedy zapłacił ci pensję, z której opłacisz wynajmowany pokój i rachunki, a resztę przeznaczysz na jedzenie; kiedy dopełni się akt alienacji pracy; kiedy twoja krwawica będzie komentowana na Instagramie przez znane celebrytki i food-influencerów; dopiero wtedy znajdziesz w sobie siłę żeby krzyknąć:

my, robole żądamy oddania naszych dusz w trybie natychmiastowym inaczej wyjdziemy na ulicę”

Okruszki

Pieśni piekarzy polskich to opowieść o wkurwie. To opowieść o buncie przeciwko kradzieży duszy. To podręcznik marksizmu-chlebizmu. To opowieść o tym, że (nie) jesteśmy swoją pracą, a praca (nie) jest nami. O tym jak nasza praca jest nam zabierana i kupczy się nią w miastach małych i dużych, w sieciowych piekarniach i małych lokalnych piekarenkach. O potrzebie życia i o potrzebie pracowania. O potrzebie bycia potrzebnym. Spektakl Klaudii Gębskiej uchwycił to w bardzo prosty i przystępny sposób. To spektakl od młodego pokolenia, dla młodego pokolenia (i nie tylko). W Rapową wróżkę wcieliła się starsza od całego zespołu o kilkadziesiąt lat Alfreda Wodyńska, babcia reżyserki, która w spektaklu Teatru Telewizji opowiada o swojej pracy, o wzlotach i upadkach, o jej poczuciu spełnienia i jego braku. Jej opowieść pokazuje ciągłość problemu– czasy się zmieniają, praca nie. Interpretacja Polaka i Galicy, choć już mniej przystępna w formie, zachowuje gorzki przekaz. Kieruje go jednak w inne rejony. Tutaj piekarz to DJ z równie niestabilną pracą – musi polegać na rezydencjach, projektach i znajomościach z właścicielami klubu. Piekarz to też aktorka, która nie wytrzymała w instytucjonalnej bańce zadowolonych ludzi pokazującej zadowolonym ludziom to, co ich zadowala. Nie pozwoliła, żeby Piec ją pochłonął i odeszła. Będąc widzem na secie premierowym odczułem absurd sytuacji, w której się znalazłem: oglądam spektakl o piekarzach ledwo wiążących koniec z końcem, którzy pieką chleb po trzydzieści złotych za sztukę, granych przez znanych aktorów na etacie, a to wszystko w teatrze w którym ceny biletów sięgają nawet stu dwudziestuzłotych. W teatrze który powstał w starej zajezdni MPO w samym sercu Starego Mokotowa gdzie ceny mieszkań sięgają trzydziestu tysięcy złotych za metr. Kiedy piszę ten tekst, bilety na cały kolejny set są wyprzedane.

Epilog: Dokarmianie zakwasu

Obie adaptacje Pieśni piekarzy polskich pozbyły się, w jakimś stopniu, rzeczy obecnej w oryginale – radykalizmu. Nawet jeśli jest mowa o „wkurwie” to jest on ugrzeczniony, ukryty albo jest go zwyczajnie mniej. Bo ten wkurw zanika wraz z nami – ludźmi, którzy chcą się buntować. Cały czas jest go coraz mniej, uczymy się z nim żyć i go akceptować. A jak już zniknie, to my razem z nim, jak ci piekarze przy piecu co „stali i znikli”.

  • 1. Inflacja dotyka również dramaty. W oryginale z 2022 bochenek kosztuje piętnaście złotych, w 2025 w obu realizacjach jest to już trzydzieści.

Udostępnij

Aleksy Jakubiec

student studiów magisterskich Wiedzy o Teatrze w warszawskiej Akademii Teatralnej i absolwent studiów licencjackich tegoż kierunku. Publikował teksty w ramach Festiwalu Nowe Epifanie 2024 i Festiwalu Kontakt w Toruniu.