przedstawienia

Grande finale teatralnego nurtu Festiwalu Nowe Epifanie wyznaczyła premiera Kofman. Podwójnego wiązania w reżyserii Katarzyny Kalwat. Trzon obsady stanowił zespół koprodukującego spektakl Nowego Teatru w Warszawie: Maja Ostaszewska, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Ewa Dałkowska i Jacek Poniedziałek. Gościnnie i na zmianę pojawiają się instrumentalistki: Kamila Wąsik-Janiak lub Katarzyna Duda oraz nastoletnie Alicja Strojek, Emilia Mytkowska i Nina Żubrowska w efemerycznej roli małej Sary Kofman. Wśród tylu zabezpieczonych zastępstw znalazło się jednak jedno nieplanowane.

„Tylko szkoda, że jest to konkurs” mówi mi jedna ze studentek grająca w konkursowym dyplomie. Choć przez większość tygodnia można zapomnieć, że na festiwal nie przyjeżdża się bezkarnie, to jednak presja i stres wzrastają na spektaklach oglądanych przez jurorów. Im bliżej finału, tym bardziej rosną nie tylko emocje i oczekiwania osób uczestniczących, ale również trudność wyboru laureatów i laureatek oraz spektakli przez jury i widownię.

Kim dzisiaj jest Gość z Teorematu Piera Paola Pasoliniego? Czy historia bogatej rodziny jest nadal aktualna? Kiedy oglądamy film z 1968 roku, możemy odczytać go jako inteligentnie ukrytą krytykę ówczesnego mieszczaństwa, pustoty emocjonalnej i konwenansów społecznych, które rządzą burżuazją. Rodzina ukazana w filmie nie radzi sobie z odejściem Gościa i popada w głęboki kryzys egzystencjalny.

Horror jako gatunek charakteryzuje pewna zawartość kiczu. Żeby to stwierdzić, nie trzeba sięgać do klasyki kina klasy B pokroju Krzyku. Każdy z filmów należących do tego gatunku ma w sobie jakiś element, który za Markiem Fisherem możemy nazwać „osobliwym”: lalka Jigsaw z serii filmów Piła jeżdżąca na uroczym czerwonym rowerku dziecięcym, śmieszne rączki à la „t-rex” w wykonaniu Nosferatu, wielgaśne śruby wystające z boków głowy monstrum Frankensteina. Zasada jest prosta – bierzemy dobrze znany element codzienności i umieszczamy go w nowym kontekście.

Na spektaklu Ciało i krew albo niewypowiedziane w reżyserii Iwony Kempy siedzę w tym samym miejscu, co na jej Szczelinach istnienia dwa lata wcześniej – w pierwszym rzędzie, na samym skraju widowni, po prawej. Ogarnia mnie uczucie déja-vu.

Kopista Bartleby Hermana Melville’a to nowela, która może umknąć radarowi tych, którzy twórczości pisarzy przyglądają się przede wszystkim przez pryzmat wielkich powieści. Melville funkcjonuje przecież głównie jako autor Moby Dicka. Ja z kolei znam go najlepiej z Oszusta i Billy’ego Budda. O Bartlebym słyszałem tyle, że jego „wolałbym nie” zyskało status skrzydlatych słów, a postać kopisty przechodziła różne wcielenia (najciekawszym jest komputer HAL9000 z Odysei Kosmicznej!).

Kim jest widz w teatrze? Nie tylko okiem i uchem. Widz jest całym ciałem – przekonałam się o tym wielokrotnie, zasiadając na teatralnej widowni. Ostatnio na swoim profilu na Instagramie zadałam pytanie o to, w którym teatrze są najwygodniejsze krzesła. To z pozoru błahe, niewinne zagajenie, za którym stoi jedynie potrzeba zaakcentowania troski o ciała widzów, wcale niewinne nie jest. Od tego, jak czuje się ciało, w dużej mierze zależy przecież odbiór spektaklu.

  •