fotorewolwer.jpg

Weź numerek
Wchodzę do urzędu miasta, wydziału rejestrującego zmiany w życiu uczestniczki życia obywatelskiego. Pusto, cicho, ascetycznie. Z mojej prawej wiją się schody na pierwsze piętro, z lewej – siedzą państwo kierujący ruchem, jeśli ktoś się zjawia. Na wprost papier listowy do komunikacji z organami. Uderza mnie prostota i schematyczność. Moje życie zamyka się w tych trzech przegródkach? Po lewej, po prawej i na wprost? Smutno mi się zrobiło i sztywno w kręgosłupie.
Błysk oświecenia: Acha, spryciarze! Urzędniczy rock ‘n’ roll! Zsunęłam wzrok po krzywiznach stołów. Ani jednego prostego kąta; tu jaśniej, tam ciemniej, odrobina ogólnego połysku; inkrustacje i ozdoby – nienachalne, a jednak obecne. No to, let’s baba riba,
Jazz.

