Przywileje
1.
Dwie atrakcyjne rozmawiają, ale nie o sobie. Mówią, że mężczyźni po pięćdziesiątym roku życia, którzy już niewiele mogą dać kobiecie na żywo, albo przynajmniej tak uważają, dostrzegają jednak nadzieję. Rozmowy telefoniczne, prawie dziś wymarłe, niechciane i uważane za przejaw agresji są dla nich platformą seksualnego wyścigu, albo jak kto woli – rodeo. Podobno modulują głos, ustawiają go w rejestrach, które słyszy się nocą w radiu, ale tylko przez chwilę, bo wrażenie intymności jest zbyt silne. Mężczyźni, często kontrahenci, dzwonią, żeby zrobić foniczny striptiz. Każda głoska ma tu znaczenie i nic nie jest przypadkowe. Dziewczyna z wielkanocnymi paznokciami, bardzo szybka i kanciasta, ma nawet teorię, że telefoniczni kochankowie dokładnie planują rozmowy, wybierają słowa, które brzmią bardziej aksamitnie, i celowo unikają pewnych tematów. Nigdy nie użyją słowa „zakupy”, „wina”, ale włożą wiele wysiłku w znalezienie pretekstu do tego, żeby użyć słów „czesanie”, „czesać”.
2.
– Nie zdajesz sobie w ogóle sprawy, jaka byś była nieznośna, gdybyś była mną. Z jednej strony gdybyś miała moje problemy, och, wtedy nie przestałabyś narzekać. Noga boli mnie bardziej, niż tobie dokucza bezsenność. To oczywiste dla wszystkich, nie tylko dla mnie. Mogłabym godzinami wymieniać obszary życia, w których mam znacznie gorzej od ciebie. Począwszy od sytuacji mieszkaniowej; metraże, na których żyjemy, nie mają ze sobą nic wspólnego. Moja przeszłość i przyszłość malują się w dużo mniej radosnych barwach. Z drugiej jednak strony z całą pewnością nie udźwignęłabyś moich sukcesów. Ciągle chwaliłabyś się awansami, które są moim doświadczeniem, nie przestawałabyś opowiadać o kochankach, albo raczej adoratorach. Naprawdę nikt nie chciałby tego słuchać. Udawałabyś zmęczoną nadmiarem uwagi, wzdychałabyś, że wszyscy mężczyźni się w tobie zakochują. Znajomi zaczęliby cię unikać, chyba rozumiesz, chyba sama rozumiesz. Najgorszym ciężarem byłby dla ciebie mój talent. Nie wyobrażasz sobie, jakiej pokory wymaga dźwiganie tak wielkiego talentu. Trzeba nieustannie milczeć, ukrywać się przed innymi. Kiedy ludzie przeciętni opowiadają ci o swoim życiu, codziennych problemach i małych sukcesach, trzeba okazywać im wsparcie, przybierać odpowiednią minę i pozę, cieszyć się albo wzdychać. Mówić, że wiem, wiem, też tak ciągle mam. Po prostu kłamać. Bardzo ciężko jest codziennie nosić ze sobą te wszystkie udawane gesty. Myślę, że gdybyś ty próbowała to robić, nikt by ci nie uwierzył. Nie byłabyś autentyczna. Za plecami nazywano by cię zarozumiałą, wyniosłą, a czasem nawet fałszywą. To jest naprawdę dobre i uczciwe, tak, uczucie, że jesteś tam, gdzie jesteś i obserwujesz mnie. Z pewnej pozycji. O, czekaj, dzwoni do mnie ten natrętny konsultant znowu, trzy razy dziennie próbuje mi sprzedać jakiś szampon. Odżywkę? Grzebień?
3.
– Powiem ci, że na szczęście, kiedy jesteś już naprawdę w złym stanie, to przestajesz zwracać uwagę na ludzi, nie zastanawiasz się, co o tobie myślą i dlaczego. Masz wtedy swoje problemy. Musisz dojść z tej taksówki na peron i znasz na pamięć wysokość wszystkich krawężników po drodze. A jeśli coś się zmieniło? Sam nie wiem, dlaczego spojrzałem na niego w lusterku i wtedy on podniósł wzrok. Nasze oczy spotkały się na sekundę. Może mniej.
4.
Ona siedzi w szpitalu i patrzy na balkonik. Czego to nie wymyślą, żeby zareagować. Na każdą cielesną niemoc jest osobny przedmiot, który ktoś wymyślił, stworzył, przewiózł ciężarówką, otworzył sklep, wypakował to w magazynie, wprowadził na stan.
4.
– Na przykład mój szwagier miał kiedyś zapalenie moszny i nie mógł w ogóle chodzić. Ta moszna w wyniku pewnego roztargnienia albo wypadku – zdania są podzielone – została pozbawiona naskórka. Wyobrażałam ją sobie często i regularnie. Zdarzało mi się rysować ją w notesiku, na wpół świadomie, kiedy ktoś do mnie dzwonił i długo, jednostajnie mówił. Albo kiedy jechałam taksówką, a jechałam nią często. I ta moszna zaczęła przyrastać do uda, ciało próbowało naprawiać się po omacku. Ale to piękne! Ten szwagier nie wstawał, ale to był jedyny moment w jego życiu, kiedy włosy miał jak James Dean.
1.
– Proszę pana w dzisiejszych czasach naprawdę nie jest łatwo porozmawiać z kimś przez telefon. Nie chciałem nigdy łączyć pracy zawodowej z przyjemnościami, więc raczej nie brałem pod uwagę zatrudnienia w call center. Zresztą – kto chciałby wtedy ze mną rozmawiać? Trzy razy w tygodniu zamawiałem jedzenie przez telefon. Bardzo długo wybierałem sosy, wypytywałem o grubość ciasta, na każde warzywo miałem osobny żart. Miałem specjalną anegdotę na każdą porę dnia i roku. Czasem dzwoniłem do księgarni zapytać o nowości. Zdecydowanie zbyt często dzwoniłem do banków, ośrodków zdrowia i urzędów. Tam, szczerze mówiąc, nie miałem czego szukać, bo nikt nie miał czasu na dygresje, a przecież to właśnie o nie mi chodziło. Stopniowo zaczęła ogarniać mnie frustracja.
2.
– Jest tyle spraw, których nie udało mi się skończyć i zacząć. Pamiętam, że jako dziecko nigdy nie umiałam konsekwentnie trzymać się jednego kłamstwa. Ciągle chciałam coś ulepszać, zmieniać, czasem po prostu zapominałam. Najgorsze było to, że nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi. Nie dawali po sobie poznać, że się pogubiłam. Co oni? Litowali się nade mną? Myślę, że do dziś odczuwam konsekwencje tej krytyki, która nie została mi rzucona w twarz. Bardzo źle reaguję na uprzejmość. Utrudnia mi to wejście w relacje, mam tendencje do pastwienia się. Bardziej nad innymi niż nad sobą. Może gdyby było odwrotnie, byłoby mi łatwiej znaleźć prawdziwą miłość. Nie mogę powiedzieć, że jako dziecko byłam zaniedbana, ale z całą pewnością czegoś mi brakowało. Może rozmowy? Pamiętam, że na moim osiedlu mieszkał najprawdopodobniej pedofil. Małe dziewczynki chodziły do niego, ale potem nie chciały opowiadać, w co się bawiły. Potem się wyprowadził i nikt o nim nie mówił.
2.
Cały czas robi miny, wymownie patrzy w sufit, rozkłada ręce, chrząka, kremuje ręce, szuka czegoś w torebce, znajduje, odkłada. Nadyma usta, a potem wciąga powietrze. Jest ładna, a potem brzydka, wie o tym, bawi się. Wzdycha. Coś jej się przypomina.
3.
Pewnego dnia wyszedł z domu, bo nie mógł sobie przypomnieć, jak wygląda parking pod sklepem, do którego musiał albo chciał się wybrać. Teraz nie pamięta. Na szczęście ludzie wymyślili mapy Google, ale niestety nieaktualne, nienadążające. Zmienia się co chwilę, a zdjęcie robią chyba tylko raz. Raz? Potem pomyślał, że to nic, nie musi nigdzie wychodzić, może zadzwonić. Albo już nawet nie musi, bo są aplikacje. Teoretycznie może iść wszędzie i może nie iść nigdzie. Wybór należy do niego.
4.
Czytała kiedyś o mężczyźnie, lekarzu, chirurgu, który miał fetysz amputacji. Kiedy prześledzono jego kartoteki, okazało się, że wykonał ich statystycznie dwadzieścia razy więcej niż każdy inny lekarz w jego wieku o podobnej specjalizacji. Pozbawieni kończyn pacjenci zaczęli oskarżać szpital i wygrywać. Cała historia ujrzała światło dzienne w momencie, kiedy owładnięty obsesją chirurg zlecił amputację swoich własnych nóg. Okazało się, że od początku o to chodziło, na ostatniej rozprawie powiedział, że niczego nie żałuje.
1.
– Halo, halo, jak tam wczorajszy wieczór minął? Zdążyła pani do kina? Nie złapał pani deszcz?
3.
Tak naprawdę to nawet chciałby siedzieć, ale nie w swoim domu i nie na tej kanapie w jednym miejscu dziurawej, a w innym z okrągłym śladem po kubku kawy. Najbardziej mierzi go widok ściany naprzeciwko i szafy po lewej, tej samej pościeli, nawet jeśli zmienianej co kilka dni. Chciałby siedzieć, proszę się nie śmiać, na tarasie swojego domu w Nowym Meksyku. Sam. Patrzeć na te góry w oddali; czerwone, niedostępne. Mieć ciągle wrażenie, że jest wschód albo zachód słońca. Nic nie mówić, mieć telefon, który nie działa, żadnego internetu tam. Chciałby coś żuć, ale nie połykać. Być stary. Zapisać zdanie: „W kraju, z którego pochodził, wszyscy mieli katar, albo chore zatoki, ale udało im się do tego przyzwyczaić”.

