Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy

W piątek, 15 czerwca 1934 roku, do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zadzwonił Jan Mosdorf, przywódca Obozu Narodowo-Radykalnego i zażądał rozmowy z ministrem. Obóz został pięć dni wcześniej zdelegalizowany, nastroje wśród działaczy były prawdziwie radykalne. Władze szykowały konfiskatę „Strażnicy”, oenerowskiego pisma. Mosdorf chciał nakłonić ministra do zmiany tej decyzji twierdząc, że ukazanie się „Strażnicy” rozładuje napięcie, a konfiskata tylko je wzmoże. Gdy usłyszał od sekretarza, że minister jest na przyjęciu w Resursie i rozmawiać może dopiero w poniedziałek, szepnął zaaferowany pół do siebie a pół do rozmówcy: nie, nie, w poniedziałek będzie za późno.

1 marca 2012 roku minęła rocznica tajemniczej śmierci Jolanty Brzeskiej, warszawskiej działaczki lokatorskiej, której spalone zwłoki zostały znalezione w Lesie Kabackim. Mimo że ciało Brzeskiej z powodu śledztwa przez dziesięć miesięcy leżało w kostnicy medycyny sądowej, sprawa nie doczekała się wyjaśnienia.

Z Weroniką Szczawińską, reżyserką spektaklu "Nasze czasy", rozmawia Barbara Klicka.

Widownia oddzielona jest od sceny tiulowym ekranem. Wszystkie światła rozmywają się w drodze od reflektora do oka oglądającego. Minimalistyczny charakter scenografii nadaje jej ciężar. Cztery, pochylone do przodu lustra weneckie i stojące za nimi krzesła przypominają pokój przesłuchań na komendzie policji. Rekwizytami nie z tego porządku, są stojaki na nuty stojące obok krzeseł, jakby za chwilę miała się na nich pojawić partytura symfonii lub fugi. Na scenę wchodzi czworo aktorów i skrzypaczka.

Dworzec Centralny. Wypełniony po brzegi ludźmi, coraz to nowszymi preclowniami i kawiarnianymi sieciówkami. Zapach popularnego fastfooda miksuje się tu z markowymi perfumami. Za chwilę na peron wjedzie pociąg do Berlina, na inny – pociąg do Wiednia. To łącznik wschodu z zachodem, teraźniejszości z przeszłością. Podwaliny monumentalnego budynku stanowią wytrych do opowiedzenia o Dworcu Centralnym sprzed remontu, dworcu lat osiemdziesiątych – o charakterystycznym zapachu, zmarginalizowanych ludziach przesiadujących w poczekalni. O początkach epidemii HIV/AIDS w Polsce.