patriarchat

„Jestem autorką tego tekstu. Napisałam go z zimną krwią, żerując na nieszczęściu wielu osób. Jeszcze więcej osób unikało rozmów na ten temat. Robię doktorat” – pisze Agata M. Skrzypek w dramacie Na zaliczenie. Rewia udramatyzowana. 1 Mowa w nim o przemocy, mobbingu, molestowaniu na uniwersytecie.

Zamach na Trumpa wydarzył się aku­rat w porę, żeby jeszcze trochę potre­nować rytualne deklaracje i stosowne potępienia przemocy. Co z tego, że bez­silne i nawet trochę przez to śmieszne, a w wielu wypadkach wręcz karyka­turalne i odklejone od realnego stanu rzeczy? Nic bardziej niż ten festiwal potępień nie ujawnia retorycznego fałszu, czyli rozmijania się publicznie deklarowanych wartości z dostępną wiedzą o rzeczywistości i z faktycznymi intencjami, o katastroficznych wyobra­żeniach przyszłości nie wspominając.

Są czarownice i czarownice, ale ja jestem czarownicą” – twierdzi bohaterka sztuki Sarah Ruhl Becky Nurse z Salem1. „Ja w czarownice nie wierzę” – mówi z kolei Elizabeth Proctor w Czarownicach z Salem Arthura Millera, surowo zapytana o to przez pastora Hale’a, który przyszedł wybadać, czy żona Johna Proctora jest na pewno pobożną kobietą i nie ma nic wspólnego z czarami. Wszystko zależy od tego, kto pyta i po co?

Chmury nadciągają i ciemność zapada. Przeszłość odeszła. Zawrócić się nie da. Mężczyzna stracił i kompas, i busolę. Znane mu wzory nie dają przed burzą schronienia. Stał się tą „nieszczęsną istotą”, która dawniej królując w dżungli, dziś źle znosi proces udomowienia. Nie umie przyjąć nowej formy ani starej porzucić. Tymczasem, ciągłość norm i zwyczajów na wielu polach została całkowicie zerwana.

Znajdujemy się w epoce „tradycyjnej”, powrotu do „tradu”, tradycyjnego rocka i innych gatunków nie tylko muzyki, czyli formy, której sensem jest to, że się niewiele zmienia. W 1993 roku nikt nie uwierzyłby, że prawie dwadzieścia lat później wszystko pozostanie takie samo. Nie do pomyślenia było, że dziesięć lat po rozpoczęciu kolejnego tysiąclecia wszystko jest tak podobne do tego, co już znamy.