figarskadomowe_interakcje_2017.jpg

Tekst trochę o niczym. Co robić w wolnym czasie?
Otóż odpowiedź jest jedna. I została wymyślona już dawno przez Nicholsona Bakera. Piszę ten tekst, pisząc inny tekst o nicnierobieniu, nudzie i praktykach oporu. Dlatego prawdopodobnie to wszystko mi się pomiesza. Nie będę tego ukrywać i nicnierobienie połączę z pomysłem na robienie odpoczynku przy użyciu kapitału siły własnych nóg i wolnego czasu.
Punktem wyjścia jest dla mnie myśl o produktywnym, spektakularnym oraz kosztownym wypoczynku. I presji związanej z wypoczywaniem. Z drugiej strony zastanawiam się nad brakiem, niedoborem i sytuacją, w której nie można sobie pozwolić na wypoczynek. Wtedy wolny czas, kiedy już nadejdzie i nie będzie przeznaczony na porządny sen, odwiedziny u przyjaciół i tak dalej, może wywoływać poczucie winy. Moja propozycja będzie więc zupełnie naiwniacka. Nie rozwiąże żadnego problemu. Punktem odniesienia dla niej jest tekst, którego bohater ma głowę pełną mikroproblemów, choć żaden z nich nie wydaje się szczególnie konkretny. A więc mój tekst będzie też trochę o niczym.
Rozmemłane nic, wypełzające z książki The Mezzanine (Antresola) Nicholsona Bakera, sprawia, że poprzeczka jest zawieszona wysoko. Nie powstrzymuje mnie to jednak. Dlatego wybieram się w podróż. Gdzie? Na schody.
Myślę o faktach. Faktach, które należą do nas wszystkich. Myślę o plecach ludzi na schodach. O tym, jak obracać faktami w palcach. Bohater wspomnianej książki wjeżdża ruchomymi schodami w górę, do biura. Jego przerwa w pracy właśnie dobiegła końca.
Ja idę na schody. Schody będą moją odpowiedzią. Ruchome schody. Same robią ruch. Nie trzeba nic więcej. Wejść i przeżywać. Coś, co będzie dalekie od nic i bliskie prawie niczego. Potrzebuję czterech złotych i czterdziestu groszy na każde siedemdziesiąt pięć minut. Kiedy przeżywa się rozczarowanie, frustracje albo jakiś brak, można to doświadczenie stale powtarzać w każdy wolny dzień. Ale nie trzeba. Pomysł jest zakurzony i nudny. Zaczynam z Bródna rano. Skończę późnym popołudniem na Bemowie. Pogoda dopisuje. Postanawiam oddać się podziemiu.
Twarz podobna do twarzy mojego brata. Tył głowy ma posiwiały. Przede mną mama byłego chłopaka. Pusto i jasno. Ludzie noszą okulary przeciwsłoneczne pod ziemią. Koniec trasy. Mama byłego chłopaka miała to samo nazwisko, co ja. A mój były chłopak z kolei nazwisko miał po ojcu, więc czasami ktoś myślał, że to ja jestem jej córką, a nie on jej synem. Mój brat lubi okulary przeciwsłoneczne. Ja nie lubię pewnie dlatego, że on lubi.
Schody na stacji Kondratowicza
Ta stacja jest mniej jasna. Mam niskie wymagania co do przeżyć. Ktoś drapie się w głowę. W czubek głowy. Ludzie drapią się w głowę z różnych powodów. Dzieci mają plecaki zapięte paskiem na wysokości klatki piersiowej. Ktoś inny ma w tym miejscu na bluzce kształt serca. Myślę o sposobach drapania się w głowę. Lubię, kiedy M. to robi i kiedy wyraża inne rzeczy różnymi rodzajami drapania. Kiedyś dużo drapałam się w głowę, a teraz mniej. Miałam ostatnio pryszcze na czubku głowy i myślałam, że to kleszcze, ale tak nie było, to były po prostu pryszcze.
Schody na stacji Zacisze
Wielkie zielone koła. Jest naprawdę przyjemnie i cicho. Pusto. Pierwszy raz podwójne ruchome schody. Wszędzie koła. Na suficie zaś kwadraty. Ruchome schody są tutaj bardzo przyjemne. Będę tu wracać. Naprawdę świetna stacja. Rewelacyjne schody.
Schody na stacji Trocka
Wyłamanie z porządku. Rzeczy wyłamane z porządku, osobne. Mały detal stwarza coś, co się nie klei. Jest trochę niechciane. Na schodach jakiś człowiek daje mi list prosto z nieba. Tak mówi: że to list prosto z nieba. Ma minę w gwiazdę. To miłe, że akurat w tym miejscu i w jego niesklejeniach przychodzi lepsza historia.
Schody na stacji Targówek Mieszkaniowy
Jaśniej, bo na Trockiej było ciemno. Słychać tylko pobrzękiwanie kluczy w kieszeni jednej z kobiet. Trzy osoby. Dziewczyny mają różne stroje, ale te same kolory od pasa w dół. Myślę chwilę o chłopaku, który wpuścił mnie na pierwszy koncert w życiu.
Schody na stacji Szwedzka
Dużo ciemniej. Komplementy. Sandały.
Schody na stacji Dworzec Wileński
Wyraźna zmiana tempa. Ludzie wyciągają szyje. Kiedy byłam dzieckiem, fascynowała mnie szafka na obuwie. Szybkie kroki, ludzio-spady. Nogi kolanią spado-schodem.
Schody na stacji Stadion Narodowy
Jestem głodna. Idę do sklepu Golden Market. Jem batona.
Schody na stacji Centrum Nauki Kopernik
Zaburzenie równowagi. Tomografia komputerowa. Myślę o tym, jak w pociągu spadła mi na głowę walizka. Dwa lata temu. Musiałam iść do lekarza i na tomografię głowy. Wydaje się, jakby na tej stacji trzymali bezpłatną schodową tomografię, która nigdy nie wypluje z siebie żadnego konkretnego wyniku. Kiedyś bałam się krwiaków. Potem oglądałam na komputerze czaszkę i oczy, na szczęście nic poważnego mi nie dolegało. Dostałam skierowanie na rehabilitację górnego odcinka kręgosłupa.
Schody na stacji Nowy Świat-Uniwersytet
Ciemno. Niekompatybilność tempa. Kilka osób patrzy mi w oczy. Nikt mi się z nikim nie kojarzy. Zmęczenie. Szukam kogoś, ale nie wiem kogo. W nogach czuję nowe schodowe drganie. Jadę po schodach i czuję, że jestem połączona ze schodami, to jakiś przełom.
Schody na stacji Rondo ONZ
Duży domofon.
Schody na stacji Rondo Daszyńskiego
Kieszonki. Warto mieć kieszenie. Dyski srebrne. Chowanie ciała. Ktoś drapie się w brew. Lubię, kiedy M. drapie się w brew. Jeszcze nie wiem, co to znaczy. Może nic. Kiedy drapię się w brew, myślę chyba o czymś między znużeniem a zwątpieniem i jest to gest pobudzająco-maskujący. Ale raczej nic nim nie maskuję.
Schody na stacji Rondo ONZ
Pomyliłam się. Ominięcie Świętokrzyskiej.
Schody na stacji Płocka
Miedź to metal, który przewodzi prąd.
Schody na stacji Młynów
Powrót kół i dobrej atmosfery. Ta stacja jest chyba symetryczna z Zaciszem. Może ktoś to wszystko tutaj wprojektował już dawno. Wszystkie moje myśli. Schody dublerskie.
Schody na stacji Księcia Janusza
Zapalenia wyrostków. Pewnie pojawiła się we mnie ta myśl przez tę tomografię z Centrum Nauki Kopernik. Ktoś wspina się po schodach. Na głowie ma kok. Wchodzę i schodzę. Myślę o osobie o imieniu Alicja. Barierka się klei.
Schody na stacji Ulrychów
Czarne worki. Odgłosy wołania. Myślę o segregacji odpadów. I o domu rodzinnym. W każdą pierwszą sobotę miesiąca ciągnęłam za sobą zbyt wielki kubeł śmieci. Teraz w domu mam kubeł, który jest zbyt mały.
Schody na stacji Bemowo
Chłopak liczy stacje na palcach. Przypomina mi współlokatora z innego miasta i mieszkanie w wieżowcu na dwunastym piętrze. Na ścianie wisiał wielki obraz przedstawiający jakąś bitwę. Była pandemia. Patrzyłam na dwumetrową reprodukcję nieprzyjemnego zdarzenia z dalekiej przeszłości, jadłam chipsy i dzwoniłam do znajomych przez kamerkę w telefonie. Pokój był tani, chyba przez ten koszmarny obraz na całą długość ściany. Bałam się bardzo o osoby w kryzysie bezdomności. Pandemia zaczęła się w momencie, w którym podpisałam umowę na mieszkanie i wydawało mi się wtedy, że przeniosłam się na jakąś złą linię rzeczywistości razem z umową, koszmarnym obrazem i pandemią. W całym mieście zrobiło się pusto i tylko stereotypowe plastikowe reklamówki tarzały się po ulicach. Potem nastąpił jakiś nagły rozwój społeczny i siedzieliśmy w moim pokoju całym stadem. I tak mniej więcej kończy się to doświadczenie. Nie mam pojęcia, czy Baker chciałby, żeby kiedykolwiek brać z niego przykład. Bohater książki The Mezzanine (Półpiętro) pracuje w biurowcu i wychodzi na przerwę, potem wraca. To cała historia. Ja też w ten sposób przeżyłam swój schodowy proces: spotkałam się z kilkoma niespodziewanymi osobami z przeszłości, szumem, ukrytym porządkiem metra M2. Odpowiedzią były dla mnie schody. Skorzystałam z tych w metrze, ale można również spróbować na schodach galerii handlowych, lotnisk, dworców czy innych budynków. Schody nie muszą być automatyczne. Dużym atutem jest fakt, że kiedy wyjeżdża się schodami na górę i łapie słońce, można docenić, że to całe doświadczenie się już skończyło. Docenia się wtedy na przykład powierzchnię ziemi. To optymistyczne. Teraz w metrze będę czuła się swojsko i swobodnie, na zewnątrz zaś będę o wiele mocniej cieszyć się pogodą. To sensowne. Wychodzę zadowolona. Będę wracać na rewelacyjne schody ze stacji Zacisze i na dublerskie schody ze stacji Młynów. Będę wystrzegać się sztucznego oświetlenia. Może zdobędę okulary przeciwsłoneczne i zadzwonię do brata.

