hecate_inv._1922_roman_after_hellenistic_original_-_museo_chiaramonti_-_vatican_museums_-_dsc00886.jpg

Medea. Lojalność kobiety w ogniu
Możesz sobie mówić co chcesz, ale zawsze; jest jeden ogień silniejszy niż pozostałe, bardziej nieokiełznany. Któż to może wiedzieć, dlaczego – może konary, które pożera, są najbardziej dojrzałe, a może wiatr wokół nich jest najcichszy. Nie twoja rzecz o tym myśleć więcej. Pozwól aby i w tym palenisku ogień rozgorzał; wielki. Niech zagrozi całemu lasowi. Niech pochłonie inne otaczające go ogniska, aż zaczną żyć tylko w nim. Sam zobaczysz; rezygnacja z mniejszych płomieni nie jest konieczna do rozpalenia tego najdzikszego, najbardziej niebezpiecznego ze wszystkich.
Taisia Kitaiskaia Baba Jaga radzi. Nieziemskie porady na codzienne troski
W badaniach łatwo skupić się na poszukiwaniu źródła: pierwszej wiedźmy, pierwszej czarownicy, rozsadnika, grzybni, z której wszystko wyrosło… Medea nie była pierwsza ani chronologicznie mamy dostęp do znacznie starszych przekazów, a i genealogicznie była młodsza od swojej ciotki, dzierżącej tytuł pierwszej czarownicy greckiej mitologii – Kirke. Ale z drugiej strony, można o niej powiedzieć, że była pierwszą „kobietą w ogniu”. Zwróciła na to uwagę Jadwiga Żylińska, powieściopisarka, eseistka, a przede wszystkim popularyzatorka wiedzy związanej między innymi z radiem. Pisała ona: „Medea jest pierwszą znaną z imienia czarownicą, która zginęła na stosie”1. Wprawdzie był to stos, który sama sobie wybrała, a nawet nie tyle stos, co pałac w Koryncie, którego mieszkańców – rodzinę królewską – podpaliła czarami, po czym od tych żywych pochodni zajął się cały kompleks i nie sposób było umknąć przed żywiołem. W każdym razie – była pierwsza.
I nie dziwi nic, przecież każda kobieta wybrałaby sobie taki los po tym, jak straciła wszystko, z własnej woli tracąc nawet to, co mogła ocalić. O Medei wiemy sporo. Ta kolchidzka (dzisiaj Kolchida to Gruzja) księżniczka najpierw złamała serce ojcu – bratu czarownicy Kirke, Ajetesowi – i zamordowała brata, żeby móc być z pięknym Grekiem Jazonem. Po latach tułaczki, kiedy Jazon przypomina sobie, że w sumie jest królewiczem i podobają mu się wygody i władza, wraca z Medeą i dwójką synów do rodzinnego Jolkos.
W Jolkos Medea odmładza i uzdrawia ojca Jazona, Ajzona. Władca Jolkos, Pelias, który przed laty obalił swojego brata i zastąpił go na tronie, też chciałby odmłodnieć. Medea daje więc jego córkom „przepis” na drugie życie ojca, który wymaga poćwiartowania starca i ugotowania go w kotle. Niestety (i zgodnie z chytrym planem Medei) procedura się nie udała, pacjent zmarł, a Medea z Jazonem i dziećmi musiała uciekać z Jolkos pod osłoną nocy.
Tak trafili do Koryntu, gdzie Jazon doznał kryzysu wieku średniego, oświadczył się córce króla Kreona (nazywała się Kreuza lub Glauke, w zależności od wariantu historii, i była bardzo młoda). Oświadczyny Jazona zostały przyjęte – pod dość oczywistym warunkiem, że Medea z dziećmi udadzą się na wygnanie i nigdy nie wrócą. Jazon jest herosem, ma przychylność bogów, ale Medea to niekonwencjonalna broń masowej zagłady – jakiekolwiek dalsze pakty wymagają jej uprzedniego rozbrojenia.
Usłyszawszy wyrok, Medea wynegocjowała jeszcze jeden dzień w Koryncie na pakowanie i pożegnania. Ten czas pozwala jej zrealizować plan zemsty. Synkom daje przebogate dary dla Kreuzy – wspaniałą suknię i złoty wieniec. Biedne dzieci nie mają pojęcia, że piękne podarki są nasączone czarodziejskim odpowiednikiem napalmu i kiedy piękna królewna je włoży, po chwili stanie w płomieniach, a taki sam los spotka tulącego ją ojca i od płomienistej pary zajmie się cały pałac.
Potem Medea zabije synów, po trosze żeby zemścić się na Jazonie, a po trosze – żeby uchronić ich przed znacznie gorszą śmiercią w płomieniach lub z rąk oszalałych z żalu Koryntian. Porzucona i bezdomna dzieciobójczyni – rozumuje Żylińska – wkracza na własnoręcznie podpalony stos w akcie ostatecznej ekspiacji i oczyszczenia.
Tylko że to wcale nie było tak. Tak naprawdę Medea, wnuczka Słońca, uciekła z Koryntu na latającym wozie zaprzężonym w smoki, który przysłał jej przychylny dziadek. Ogień płonący w ciele i duszy Medei jest silniejszy od jakichkolwiek ziemskich płomieni. Wszystkie mity są co do tego zgodne. Mity zgodne są też co do tego, że Medea, pokazawszy Jazonowi ciała dzieci, odmawia ich wydania, żeby mógł pogrzebać chłopców zgodnie z własnym obrządkiem. Chce sama się tym zająć, a Jazona pogrążyć w cierpieniu. Mity są też zgodne co do tego, że Medea umie wskrzeszać zmarłych, zwłaszcza tych, którym sama wbiła miecz w szyję – tak uzdrowiła i odmłodziła Ajzona, dziadka swoich synów. Nie wiemy, czy wystarczy jej czasu i determinacji, aby wskrzesić dzieci. O tym nie wspomina już żaden mit, bo nasze mity nie są o tym. Nasze mity umacniają historię pisaną przez zwycięzców, czyli mężczyzn, patriarchów, tych, dla których było wygodniej, żeby Medea przegrała.
Medea jest jedną z tych mitologicznych postaci, które służą innemu bogu, a właściwie innej bogini. Na początku swoich historii jest zmienna. Zdarza jej się, że w rozpaczy wzywa Zeusa: „O niechaj w mą głowę pociski gromowe uderzą!”2 – to niemal pierwsza kwestia, jaką wypowiada w sztuce Eurypidesa, zanim jeszcze pojawi się na scenie. Następnie zaklina Temidę, olimpijską boginię sprawiedliwości, i Artemidę, dysponującą olimpijskim paszportem dziewiczą boginię od szeroko pojętych spraw kobiet. Porusza się w tym samym uniwersum, co otaczające ją mieszkanki Koryntu, członkinie nieodłącznego tragedii greckiej chóru. Podczas gdy Medea w desperacji chce umrzeć, roztrząsa swoją krzywdę – chór odpowiada refrenem dobrze znanym każdej przyjaciółce porzuconej osoby – przestań się przejmować; on niewart jednej łzy; sama sobie tylko zaszkodzisz; nie potrzebujesz się mścić, los sam się na nim zemści; dziś tego nie wiesz, ale jest życie po rozstaniu:
O Zeusie! O światło! O ziemio! Słyszycie
Te skargi gorące, obficie płynące
Z warg najbiedniejszej z żon? Szalona! Tęsknota, co sercem twym miota
I pcha tak zawzięcie w mężowskie objęcie,
Przyspieszy ci, mówię, twój skon! Nie pragnij tego! Gdy on
Do innych zrywa się łoży,
Niech gniew się twój nie sroży:
W stosownej cię dobie Bóg pomści.
Ty sobie
Daj spokój! Nie brnij po nim w zbytecznej żałobie!3
My już wiemy, że Medei się nie da przekonać, ale chór do końca nie ustanie w wysiłkach spacyfikowania jej uczuć. Przy okazji dowiadujemy się od Eurypidesa, że mieszkańcy i mieszkanki Koryntu mają niepohamowany odruch przywoływania do porządku każdego i z byle powodu. A już zwłaszcza imigrantów i wszystkich, którzy są jacyś inni:
Nie zdołał człowiek dotrzeć do serca współczłeka,
A już go nienawidzi, chociaż krzywdy żadnej
Nie doznał, zasię przybysz winien żywot składny
Prowadzić według ustaw gościnnego kraju.4
Nakłanianie Medei, żeby się uspokoiła i z pokorą zniosła swój los (bo cię zabiją, kobieto, jeśli nie będziesz posłuszna), jest jak oliwa dolewana do ognia zaprószonego tysiącem przytyków i drobnych nieprzyjemności. Tym bardziej że rozmowa z Kreonem pokazuje, że pomysł z wygnaniem Medei tak samo wynika z uprzedzeń. Medea może sobie zapewniać, że żywi słuszny gniew jedynie pod adresem Jazona, a reszta dramatis personae jest jej uprzejmie obojętna. Jednak Kreon ma na to tylko jedną odpowiedź:
Łagodnie brzmią twe słowa, lecz powiedzieć mogę,
Że teraz jeszcze większą czuję w sercu trwogę,
Azali coś nie knujesz: teraz mniej ci wierzę,
Niż przedtem. Każdy bowiem łatwiej się ustrzeże
Kobiety popędliwej i takiegoż męża
Niż milczków…5
Nie dogodzisz. Czyjeś widzimisię, a tak naprawdę podświadome przekonanie, że skoro przyczynili się do twojej krzywdy, ty też na pewno ich skrzywdzisz, oznacza dla Medei utratę nie tylko męża i miłości jej życia, ale też dachu nad głową, podstawowego poczucia bezpieczeństwa, środków do życia. Oczywiście Medea może się z powodzeniem ubiegać o wysoce kwalifikowane stanowisko nadwornej czarodziejki gdziekolwiek w Helladzie. Widzimy na scenie, jak dogaduje się na okres próbny z Ajgeusem, królem Aten, który potrzebuje wsparcia w spłodzeniu potomstwa (i zapewne wielu innych kwestiach – u Owidiusza w Metamorfozach po korynckim szaleństwie odnajdziemy Medeę w Atenach jako pełnoprawną partnerkę Ajgeusa/Egeusza). Tylko że to wciąż jest utrata domu, ryzyko w podróży, zdawanie się na łaskę osób trzecich, przepychanki o opiekę nad dziećmi (albo o ich opiekę na starość). A chór ciągle swoje: Medeo, pogódź się ze swoim nieszczęściem (nawet jeśli masz rację):
O biada ci niebodze!
O biada! W tej doli gdzie zwrócisz swe kroki?
Gdzie znajdziesz gościnę, co ból twój głęboki
Uśmierzy? Gdzie kraj ten? Gdzie, powiedz, jest ninie
Ten zbawczy twój próg?
Medeo, na wieki snać jakiś cię bóg
Pogrążył w nieszczęścia głębinie!6
Zaprawdę, można się zagotować ze złości, gdy zewsząd napierają zimne skały patriarchalnego niewzruszenia! Im bardziej Medea jest wściekła, tym wyraźniej widzi, gdzie powinny leżeć jej lojalności. Migotanie między konwencjonalnym trybutem składanym nowym bogom, patriarchalnym olimpijczykom, a dawniejszą, chtoniczną religią kończy się:
O nie! Na tę królowę, którą z wszystkich bogów
Najwyżej czczę, na świętą strażniczkę mych progów
Domowych, na Hekatę! Nie będą się cieszyć
Ci wszyscy, co tak śmieli mnie tym smutkiem przeszyć!7
U Ajschylosa z góry wiadomo, że matrylinearny porządek, choć co najmniej równy wartością i sensem patriarchatowi, musi ustąpić wobec olimpijskiego porządku mężczyzn i jego reprezentacji na ziemi, czyli prawom i sądom. Ale u Eurypidesa, podobnie jak u innych autorów zafascynowanych Medeą (takich jak Horacy czy Owidiusz) starsze prawo Wielkiej Bogini okazuje się być ciągle w mocy – Helios, syn Gai, wysyła wnuczce latający rydwan wraz z chtonicznymi towarzyszami Bogini – smokami (lub wężami).
Hekate, której służy Medea (i być może od początku, jeszcze w Kolchidzie, była jej kapłanką), ma dość skomplikowany rodowód. Dość późno włączona do olimpijskiego panteonu uznawana jest czasem za córkę Zeusa z Demeter (ale przecież kto, jak nie Hekate, wspiera Demeter po porwaniu córki-jedynaczki, Persefony?), a czasami przypisywany jest jej rodowód tytaniczny: bogini Febe lub Fojbe (Phoebe), prastara bogini księżyca, oraz Kojos, o którym nie wiemy wiele, poza tym, że należał (wraz z Febe) do pierwszego pokolenia Tytanów jako syn Ziemi i Nieba:
Rodzi także przesławną Asterię – ją niegdyś Perses uwiódł w swe wielkie domostwo, by nazwać miłą małżonką. Ta zaś, brzemienna, Hekate zrodziła, którą nad wszystkich uczcił Dzeus, syn Kronosa, i dary przyznał jej świetne: ma bowiem ziemi cząstkę, część jałowego morza, ale także część bierze z rozgwieżdżonego nieba; u nieśmiertelnych bogów cieszy się czcią najwyższą, bo i teraz, gdy ktoś z ludzi żyjących na ziemi, piękne ofiary składając – jak każe obyczaj – błaga, to przyzywa Hekate – wielka cześć też mu przypadnie łacno, kiedy bogini modlitw wysłucha życzliwie i dostatku użyczy, ma przecież siłę po temu.8
Według Hezjoda Zeus „dary przyznał jej [Hekate] świetne: ma bowiem ziemi cząstkę, część jałowego morza, ale także część bierze z rozgwieżdżonego nieba” (taką samą potrójność domeny przypisywano sumeryjskiej Inannie). Hekate ma w Teogonii tak wysoką pozycję, że trwają spory co do autentyczności tego konkretnego fragmentu. Bogini bowiem:
Ilu się bowiem z Ziemi i Uranosa zrodziło
i cześć wzięło, od wszystkich nich cząstkę zyskała,
ani jej też Kronida siłą nie zmusił, nie zabrał
tego, co otrzymała wśród pierwszych bogów, Tytanów,
ale ma jako pierwej, co przydzielone z początku;
i choć sama, bez brata, nie mniejszą cześć ma bogini
oraz dary zaszczytne na ziemi, w niebie i morzu,
ma też i dużo więcej, gdyż Dzeus ją szacunkiem obdarza.9
Podsumujmy: Hekate to bogini o mocy pochodzącej od Tytanów, ale przez Zeusa pobłogosławionej, z niejasnym rodowodem (może jest starsza od bogów olimpijskich?), potężna, szanowana przez króla bogów, wszechobecna – na niebie, morzu i ziemi. Karl Kerenyi uważa, że potrójność jest fundamentem jej natury, a także – że nigdy nie weszła w poczet bóstw olimpijskich. „Była zatem prawdziwą Tytanką z Tytanów, aczkolwiek nigdzie nie jest to powiedziane wprost”10 – pisze o Hekate.
Bo choć Hekate pojawia się późno i na tyle nagle, że nie mieści się w utartej genealogii greckich bóstw, to jednocześnie jest pradawna: prawdopodobnie przybyła z Anatolii jako jeden z aspektów Wielkiej Bogini – łączonej niekiedy z babilońską Ereszkigal, siostrą Inanny, władczynią podziemi, i frygijską Kybele – czasem zwaną Matką Bogów (w Grecji łączoną czasem z Gają i Reą). Inne trójce, w których figuruje Hekate, to na przykład połączenie z Demeter i Persefoną, szczególnie żywe w misteriach eleuzyjskich (wpisujące się we wzorzec Potrójnej Bogini o aspektach Dziewicy, Matki i Staruchy). Kerenyi łączy też Hekate z boginiami Eurybią i Styx, jako że wszystkie, jego zdaniem, znane są z niezwykłej siły. Poza tym z Hekate zaczęto łączyć boginiczne trójce – Mojry, boginie losu, i Erynie, czyli Furie. Tak jakby była nawracającym widmem Wielkiej Bogini – tylko regeneratrix z Anatolii może wypełnić pustkę po creatrix ze Starej Europy Hekate może i była szanowana przez Zeusa, ale stopniowo wraz z utrwalaniem się patriarchalnych podziałów ról przejmowała – jak to stare bóstwo, które nie wiadomo właściwie, skąd się wzięło – zadania i atrybuty niepasujące lub nieprzystające innym boginiom, dostosowanym już do nowego porządku. W książce Boginie w każdej kobiecie11 autorstwa Jean Shinody Bolen, psychiatrki i psycholożki jungowskiej, postacie bogiń zostały przedstawione jako archetypy – wzorce przeżywania kobiecości. Między boginiami „dziewiczymi” (Artemida – „rywalka i siostra”, Atena – „córeczka tatusia”, Hestia – „dobra ciotka”) a „bezbronnymi” (Hera – „żona”, Demeter – „matka”, Persefona – „córka swojej matki”) znalazło się miejsce jeszcze tylko dla „alchemicznej bogini” – Afrodyty; Hekate z zestawienia wypadła. Pojawia się dopiero siedemnaście lat później w książce Boginiczne archetypy dojrzałej kobiecości12, która w oryginalnym, angielskim podtytule mówi o „Archetypach dla kobiet po pięćdziesiątce”. Tam znalazło się miejsce dla Hekate jako „bogini intuicyjnej mądrości”…
Z biegiem wieków w literaturze i ustnych przekazach Hekate traciła atrybuty złotowłosej piękności, które miała u Hezjoda. Stawała się coraz bardziej straszna, niechciana, trudna, gniewna, podziemna, podstępna, a przede wszystkim – liminalna. Jako bogini-opiekunka położnic stała na progu pomiędzy niebytem a życiem; jako pani duchów (i wyroczni) stała na progu między życiem i śmiercią. Liminalność oznacza również, że wiele kwestii nie jest przesądzonych, a prawa przyczynowości chwieją się. Być może dają się zawrócić? Przekierować? Czary! A ponieważ nie lubimy myśleć ani o śmierci, ani o tym, że nasz ustalony obraz świata może nas zawieść, to i Hekate pomału schodziła na pozycję drugorzędną, chętnie zapominanego, pomniejszego bóstwa. Nie pomogła aura tajemnicy spowijająca misteria eleuzyjskie. Nie pomogła trudna i gwałtowna historia czcicielki Hekate – Medei.
W historii tej ostatniej uderzające jest to, że chociaż Medea ma rację (ostatecznie bogowie stanęli po jej stronie, uratowali ją, a nie ukarali), to Chór dobrze wie, że w nowym porządku – władzy mężczyzn, pod olimpijskimi bogami pod przewodnictwem Zeusa, postępującym relegowaniu dobrze urodzonych Greczynek do sfery prywatnej – dla kobiety upieranie się przy własnej racji jest szaleństwem. Traci ona bowiem wówczas to, co powinno stanowić jej rację bytu, a co więcej, literalnie zapewnia jej byt i utrzymanie – relacje. Zostaje sama. Jeszcze w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku Jadwiga Żylińska była pewna, że dla kobiety to los gorszy od śmierci. Już lepiej dla Medei, żeby spłonęła na własnoręcznie rozpalonym stosie. Dopiero dzisiaj zaczynamy patrzeć na Medeę – tak jak na inne czarownice – zupełnie inaczej.
Tekst powstał w ramach projektu „Polityka i czarownice” zrealizowanego ze środków stypendium artystycznego m. st. Warszawy.
- 1. Jadwiga Żylińska Kapłanki, Amazonki i Czarownice, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972, s. 228.
- 2. Eurypides Medea, przełożył Jan Kasprowicz, Wolne Lektury.
- 3. Tamże, wersy 153-163.
- 4. Tamże, wersy 229-232.
- 5. Tamże, wersy 335-340.
- 6. Tamże, wersy 376-382.
- 7. Tamże, wersy 417-420.
- 8. Hezjod Teogonia, przełożył Kazimierz Kaszewski, Drukarnia Wacława Maślankiewicza, Warszawa 1904, wersy 408-419.
- 9. Tamże, wersy 420-427.
- 10. Karl Kerenyi The Gods of the Greeks, Pickle Partners Publishing, 2016, s. 59.
- 11. Jean Shinoda Bolen Boginie w każdej kobiecie, przełożyła Magdalena Junkieles, Wydawnictwo INANNA, Warszawa 2005.
- 12. Jean Shinoda Bolen Boginiczne archetypy dojrzałej kobiecości, przeł. Bożena Pierga, Yemaya, Józefów 2016.

