zrzut_ekranu_2026-05-29_114653.png

Czyli o czym? Redaktor Konstanty Puzyna
Po pierwsze: czy o czymś? Po drugie: czy dobrze napisane? Po trzecie: czy krótkie? Te trzy pytania miały stanowić podstawowe kryterium oceny tekstu redagowanego przez Konstantego Puzynę. Przywołuje je w rozmowie Dorota Jovanka Ćirlić, wieloletnia członkini redakcji „Dialogu”, podkreślając, że chociaż odnosiły się one przede wszystkim do nadsyłanych sztuk dramatycznych, Puzyna brał je pod uwagę w przypadku tekstów krytycznych i eseistycznych.
Konstanty Puzyna w redakcji „Dialogu” pracował od początku istnienia pisma. W latach 1956-1969 pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego Adama Tarna, współtworząc profil miesięcznika. Następnie, po dwuletniej przerwie, w latach 1971-1989, jako redaktor naczelny odpowiadał za całość linii programowej: od decyzji formalnych i organizacyjnych, po kształt publikowanych treści. Łatwo jest zrekonstruować czego Konstanty Puzyna wymagał od recenzji, a także tekstów o teatrze. W szeroko komentowanym w swoim czasie tekście Bardzo dużo postulatów, opublikowanym przez dwudziestotrzyletniego autora1 w pierwszym numerze „Pamiętnika Teatralnego”2, znajdujemy zarys programu krytycznego, któremu Puzyna pozostanie wierny. Już we wstępie diagnozuje sytuację krytyki tratralnej: autorzy, pisząc o spektaklach, w istocie często się do nich nie odnoszą, koncentrują się raczej na przede wszystkim literackich kontekstach.
Na tym tle formułuje własny program pozytywny. Po pierwsze, domaga się całościowego widzenia przedstawienia, a więc analizy jego elementów ze względu na funkcje, jakie pełnią w strukturze spektaklu, zarówno pod względem artystycznym, jak i ideologicznym. Po drugie, podkreśla konieczność „sprawdzalności recenzji”, co oznacza, że opinia krytyczna powinna być tak uzasadniona, by czytelnik mógł prześledzić, z jakich konkretnych elementów przedstawienia ona wynika.
Używane przez piszącego przymiotniki nie mogą być arbitralne, muszą mieć swoje oparcie w opisie. Z tego wynika postulat trzeci: recenzja powinna pozostawiać w tekście możliwie wyraźny obraz przedstawienia. „Tylko w ten sposób”, pisze Puzyna, „można dać czytelnikowi, który spektaklu nie widział, narzędzie choćby częściowej kontroli formułowanych ocen”.
Zasady ulegają aktualizacji w kolejnych tekstach krytyka. Pojawia się w nich między innymi koncepcja „teatru żywego”: takiego, który jest istotny w doświadczeniu widza tu i teraz. Właśnie tej adekwatności Puzyna będzie konsekwentnie poszukiwał i na nią zwracał uwagę.
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera sformułowany w 1952 roku postulat badania oddziaływania spektaklu: jego politycznej i społecznej funkcji, zmiennej w zależności od środowiska, kursu polityki międzynarodowej i krajowej, przemian obyczajowych czy ideologicznych.
Wytyczne tego typu, dotyczące pracy redaktora, nie zostały przez Konstantego Puzynę sformułowane w żadnym tekście programowym. Można jednak przypuszczać, że wyrastały bezpośrednio z wymagań zawartych w postulatach, a to, czego poszukiwał jako czytelnik tekstów o teatrze – precyzji, odpowiedzialności za słowo, uchwytnego związku między opisem a oceną – wyznaczało zarazem jego horyzont oczekiwań jako redaktora.
♦
Zachowane w archiwum redakcji „Dialogu” materiały pozwalają prześledzić sposób, w jaki były czytane i oceniane teksty dramatyczne.w. Spostrzeżenia Konstantgo Puzyny, zawarte w wewnętrznych recenzjach, układają się w spójny system kryteriów.
Jego uwagi dotyczą formy, na przykład utwór bardziej przypomina zbiór wierszy niż dramat. Krytycznie odnosi się do tendencji kopiowania form dramaturgii zagranicznej, na przykład, popularnego w latach sześćdziesiątych stylu Eugène’a Ionesco.
W zapiskach powracają uwagi o czytelniczej nudzie, której szczególnie sprzyja wierszowana forma dramatyczna i próby archaizacji. W jednej z recenzji zauważa ironicznie: „Gdybym był redaktorem krakowskiego «Życia» w roku 1900 wydrukowałbym tę sztukę niewątpliwie”.3
Puzyna-redaktor jest szczególnie wyczulony na punkcie spójności dialogu. W jednej z opinii notuje:
Każdy mówi po pół zdania w dodatku na inny temat, ma się to zaplatać ze sobą, dając nowoczesność, zwięzłość i głębokie podteksty psychologiczne, oczywiście nic nie daje oprócz bełkotu, z którego nic nie chce wyniknąć.
Z drugiej strony, Puzyna krytykuje także nadmiar rozwlekłych bardziej abstrakcyjnych wstawek
Nie można tak ogromnie mędzić filozoficznie, bo czytelnika mdli.
Nadmierna potoczystość języka również bywa jednak problemem. W rożnych wariantach powraca argument o dialogach tak bardzo stylizowanych na język potoczny, że trudno zrozumieć ich sens.
W przypadku dramatów realistycznych: brak precyzji budowania psychologii postaci, zaburzona dynamika scen, naciągane rozwiązania, które podważają spójność świata przedstawionego, to najcięższe zarzuty redaktora wobec autorów i autorek. ra wobec autorów i autorek.
Konstanty Puzyna docenia przede wszystkim zdolność uchwycenia współczesnych konfliktów obyczajowych, świadomość formalną oraz konsekwencję. Ważne pozostaje rzemiosło pisarskie: sprawnie skonstruowana intryga, tempo narracji, przełamujące utarte schematypostacie.
Argumentem istotnym, a z innego porządku, jest potencjał sceniczny tekstów: czy przydadzą się teatrom?
W recenzjach wewnętrznych widoczne są szczególne otwarcie na nowe formy dramatyczne oraz polemiczne zacięcie Puzyny w dyskusji z innymi czytelnikami tekstu:
Pornografia? Zupełnie jej nie widzę. Niesmaczne? No, tak, ale po pierwsze to kontrargument na zarzut pornografii (pornografia właściwie jest z założenia smaczna), a po drugie to przecież ma być niesmaczne. Właśnie o to chodzi: o portret obyczajowy bez kazań expressis verbis – protest poprzez tonacje.
Tym samym ujawnia się jeszcze jedno ważne dla niego kryterium: żywość tekstu, jego zdolność do wywoływania reakcji, nawet jeśli jest nią sprzeciw. Dramat, który nie budzi żadnych emocji, wydaje się być znacznie bardziej problematyczny niż ten, który prowokuje spór.
♦
Jak wyglądała praca nad przygotowaniem kolejnych numerów pisma? Dla Puzyny kluczowe było myślenie o „Dialogu” jako autorskiej formie wypowiedzi, kompozycji, która ma własną dramaturgię, rytm i sens. Teksty miały się spotykać, spierać ze sobą, uzupełniać, tworzyć pole napięć i znaczeń.
Jak zauważa Jacek Sieradzki, następca Konstantego Puzyny na stanowisku redaktora naczelnego, sam układ numeru, kolejność materiałów, ich zestawienia, proporcje między dramatem, krytyką i esejem, można było traktować jako pełnoprawną wypowiedź redaktora naczelnego4.
Jerzy Koenig, wieloletni redaktor pisma, wspominał, że Puzyna układał kolejne numery „jak dzieci klocki – nieustannie je burzył, przestawiał, rekonfigurował.5 Z kolei Jerzy Timoszewicz, historyk teatru i eseista, zwracał uwagę na subtelność tej kompozycji.6 Często była ona niemal niewidoczna. Puzyna odczuwał dużą satysfakcję, gdy ktoś potrafił tę ukrytą strukturę rozpoznać i opisać.
Choć sam redaktor naczelny publikował stosunkowo rzadko, jego obecność w piśmie była dominująca. „Dialog” z czasów Puzyny był – jak przyznawał Koenig – w istocie pismem jednego redaktora. Członkowie i członkinie redakcji mogli uczestniczyć w procesie przygotowań: proponować, dyskutować, ale ostateczne decyzje należały do Puzyny, a spory rzadko kończyły się zmianą jego stanowiska. Co charakterystyczne, jak wyjaśniał Koenig: „Wygrywaliśmy tylko wtedy kiedy jakieś jego decyzje, bardzo rzadko wątpliwe, próbowaliśmy obśmiewać. Na obśmiewanie czegoś był Puzyna niebywale wrażliwy”.7
W kontekście pracy redaktorskiej Konstantego Puzyny powraca również temat gry z cenzorami o teksty publikowane w „Dialogu”. Jak wspomina Jerzy Koenig, redaktor naczelny potrafił godzinami negocjować zgodę na publikację kolejnych fragmentów8. Był w tym uparty, konsekwentny i – co ważne – skuteczny.
W liście do Jana Błońskiego, jednegoze swych przyjaciół i współpracowników, pisał o planach publikacji Do piachu Tadeusza Różewicza, tekstu długo blokowanego przez cenzurę. Doskonale zdawał sobie sprawę, że sam dramat nie wystarczy, niezbędna jest właściwa obudowa:
Musimy to trochę obstawić eseistyką, przypomnienie, że Wyka – bądź co bądź już świętość, bo umarł, napisał o Różewiczu ostatnią swoją książkę może być tu wygodnym elementem parasola. Co Ciebie zresztą w niczym nie krępuje: możesz pisać jak chcesz i co chcesz. Ale zrób to, proszę. Temat jest zresztą dla Ciebie, jak ulał – nikt o tym lepiej nie napisze.9
Jak widać, kompozycja numeru miała również funkcję ochronną: odpowiednio zaprezentowane konteksty działały niczym zasłona wobec cenzorskich zabiegów. Redagowanie pisma było w tym wypadku pracą zarówno kompozytorską, jak i strategiczną.
♦
Konstanty Puzyna był redaktorem wymagającym i konsekwentnym, wyczulony na sens, formę i dyscyplinę myślenia. Jego redagowanie i sposób myślenia o teatrze były same w sobie formą twórczości; miały przy tym wyraźny rys kulturotwórczy: wpływał nie tylko na to, jak o teatrze pisano, ale także na to, jak go rozumiano. Konstanty Puzyna w „Dialogu” tworzył ramy, w których i różnorodność języków i głosów teatralnych mogła się ujawnić i wybrzmieć.
Pytanie: „Czy o czymś?” odnosiło się nie tylko do poszczególnych tekstów, ale i całego pisma.
Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
- 1. Konstanty Puzyna nie był już wtedy początkującym recenzentem. Swoją pierwszą recenzję (Romeo bez glicynii) opublikował w 1947 roku w „Nowinach Literackich”. W tym samym roku autor zaczął również współpracę z „Odrodzeniem”.
- 2. Konstanty Puzyna Bardzo dużo postulatów, „Pamiętnik Teatralny” nr 1/1952.
- 3. Wszystkie cytaty pochodzą z notatek zgromadzonych w archiwum redakcyjnym.
- 4. Katarzyna Niedurny Fragmenty Puzyny, „Dwutygodnik” nr 289/2020.
- 5. Wypowiedź z filmu Konstanty Puzyna – Teatr Życie, Telewizja Polska, 1991.
- 6. Tamże.
- 7. Tamże.
- 8. Jerzy Koenig Kim był Puzyna?, „Dialog”, nr 4/1990.
- 9. Korespondencja Konstantego Puzyny i Jana Błońskiego zgromadzona w Bibliotece Jagiellońskiej.

