taniec

Piszę o improwizacji, tańcu i choreografii dopiero od dwunastu lat. To w sumie bardzo krótko (mam czterdzieści jeden lat). Badania na początku były nieśmiałe. Przecież z wykształcenia jestem historyczką sztuki, nikt nie opowiadał mi o choreografii na studiach, a o tańcu w zasadzie nie uczy się na żadnym etapie edukacji, chyba że łączy się ją z teatrem czy muzyką. Można odnieść wrażenie, że w Polsce ta dziedzina sztuki nie istniała nigdy jako autonomiczny byt.

Gdy Zuzanna Berendt zaprosiła mnie do napisania tekstu o starości i tańcu, pomyślałam, że jak na moje standardy pisanie o tym jest trochę za mało „woke”. Mam trzydzieści lat i jeszcze przez chwilę przy wypełnianiu wniosków o dofinansowania będę łapać się do kategorii „młody/młoda”

Z Haną Umedą rozmawia Zuzanna Berendt

1. WĄTPLIWOŚCI
Bywa różnie. Czasem luz i pozytywnie. A jednak, przez wiele lat, większość naszych rozmów to w skrócie:
– świat nie zmierza w dobrym kierunku,
– szanse na zmianę są raczej hipotetyczne,
– ludzie zawodzą,
– instytucje zawodzą jeszcze bardziej,
– trudno polegać na czymkolwiek
– lub kimkolwiek.

Słowem – jest ciężko. Jak tu się nie załamać? Jak nie zrezygnować, nie odpuścić, nie uznać, że za dużo tego dobrego?

A potem Marysia coś sprawdza, coś robi, próbuje. Działa.

W 1983 roku w Brukseli Anne Teresa De Keersmaeker – młoda choreografka świeżo po studiach tanecznych w Belgii i Stanach Zjednoczonych – zakłada swój zespół Rosas. Pracują w tym czasie nad pierwszym wspólnym spektaklem Rosas danst Rosas (Rosas tańczą Rosas), który stał się ich znakiem rozpoznawczym i położył podwaliny pod unikalny styl tańca i choreografii, dziś rozpoznawalny na całym świecie. Ten spektakl jest grany niemal nieprzerwanie od ponad czterdziestu lat.