27_115_x_177www.jpg

Krzysztof Bizio „Toksyny", Teatr im. Jaracza, Łódź 2003, reż. Wiesław Saniewski. Fot. Janusz Szymański/Teatr im. Jaracza

Homo agresor?

Beata Popczyk-Szczęsna
W numerach
Marzec
2018
3 (736)

Krzysztof Bizio tworzy teatr minimalny, teatr spotkania dwóch, może trzech osób, które w małej, zamkniętej przestrzeni prowadzą przyziemne rozmowy bądź podejmują zdecydowane, nasycone agresją akty działania. Ponura wegetacja w poczuciu wykluczenia bądź dynamiczne starcie oprawcy z ofiarą to awers i rewers twórczości dramatopisarskiej autora Toksyn, Lamentu czy Śmieci. Sztuki Krzysztofa Bizia podzielić można bowiem z grubsza na dwa warianty wypowiedzi dramatycznej – oba w jakiejś mierze podobne w sposobie podpatrywania kameralnych relacji międzyludzkich, a jednak zdecydowanie różniące się kompozycją i pomysłem zobrazowania konfliktu. Pierwszy to sceny z życia codziennego małej grupy osób spokrewnionych bądź od siebie uzależnionych (na przykład Porozmawiajmy o życiu i śmierci, Śmieci, Komety), drugi – to utwory zdecydowanie bardziej ascetyczne w formie, sztuki złożone z kilku epizodów, pokazujących bohaterów w pełnym napięcia starciu (Toksyny, Front).

Dodać jednak trzeba, że ani pierwsza, ani druga grupa tekstów nie stanowi przykładu realizacji standardowych konwencji dramatycznych. Szkice z życia codziennego, choć bazujące na przedmiotowych konkretach, nie przypominają typowych realistycznych obrazków rodzajowych, a sekwencje epizodów z wątkami sensacyjno-kryminalnymi nie układają się w pełnospektaklowe dramaty zbrodni. Autorowi bliska jest bowiem reguła minimalizmu: posługuje się lakonicznym językiem, myślowym skrótem i sugestią, a także symboliką nazw (znaczące barwy, inicjały bądź numeracja w sposobie określania postaci), co w efekcie prowadzi do powstania dialogów dramatycznych o sporym ładunku emocjonalnym. Świat bohaterów sztuk Krzysztofa Bizia kipi od emocji, odwrotnie proporcjonalnie do oszczędnych werbalnych środków ekspresji tego niespokojnego pejzażu wewnętrznego każdej z postaci.

Krótkie, lakoniczne repliki to trzon dialogu dramatycznego w większości sztuk szczecińskiego pisarza, ceniącego „znaczenie formy i kompozycji” 1. Zwolennicy jego dramatów dobrze pamiętają na przykład cięte riposty w rozmowie Czerwonej, Niebieskiego i Białego ze sztuki Porozmawiajmy o życiu i śmierci. Beznamiętne „Masz coś do mnie?”, powtarzane jak lejtmotyw podczas przelotnych spotkań, znakomicie ilustruje rozpad więzi między członkami trzyosobowej rodziny: żoną, mężem i ich synem. A wylewne rozmowy telefoniczne, które prowadzą bohaterowie ze znajomymi – oczywiście w kontrze do półsłówek rzucanych mimochodem w stronę najbliższych – stanowią świetny budulec sytuacji dramatycznych, skutecznie obrazujących życie w pośpiechu – „razem osobno”, jak można by powtórzyć za Zygmuntem Baumanem 2. W kolejnych utworach Krzysztofa Bizia, niezależnie od ich mniej lub bardziej rozbudowanej formy werbalnej, zachowana zostaje ta niezwykła dramaturgia rozmowy dostrzegalna już w debiucie autora. Wartkie, dynamiczne kwestie postaci budowane są na zasadzie łączenia stwierdzeń konkretnych i dobitnych z serią niedopowiedzeń, które sugerują bardzo dotkliwe zdarzenia z przeszłości bohaterów. Ten styl wypowiedzi postaci prowadzi do różnych rozwiązań artystycznych: albo wywołuje efekt silnego napięcia, niczym w fabule sensacyjnej czy w intrydze kryminalnej (Toksyny), albo buduje nastrój przygnębienia i rozczarowania życiem (Lament). Można by rzec, że w tym drugim przypadku kompozycja dramatów przypomina momentami Ibsenowską technikę analityczną, ale skojarzenie to nazbyt pochopne, raczej zewnętrzne. Istotniejszy dla utworów Bizia jest bowiem nie tyle proces wyjaśniania kondycji bohaterów przykrymi zdarzeniami z ich przeszłości, rozwijający się w toku akcji dzięki znaczącym wzmiankom na temat spraw minionych (tak można by na przykład czytać Śmieci), ile obrazowanie relacji międzyludzkiej „tu i teraz” w czasie przelotnego spotkania, w starciu racji, w emocjonalnym napięciu, co prowadzi do różnych epizodów afektywnych, a w aspekcie fabularnym – do finału w stanie zawieszenia, bez rozstrzygnięcia.

Kameralność sytuacji przedstawionych, ekspresywność języka oraz specyficzne pobudzenie postaci, ich gorączkowość przejawiająca się zarówno w scenach rozmowy dwóch osób (Autoreverse), jak i w wypowiedziach monologicznych (Lament) – wszystkie te wyróżniki omawianych sztuk pozwalają stwierdzić, że Krzysztof Bizio portretuje człowieka jako istotę dramatyczną. W klasycznym, ale nie Tischnerowskim tego słowa rozumieniu. To znaczy jako jednostkę przeciwstawioną innej jednostce w celu „obiektywizacji postaw subiektywnych w działaniu” 3. Przedmiotem przedstawienia jest zatem sfera intersubiektywna, jednak bez znamiennego dla filozofii dialogu procesu otwarcia na drugiego człowieka w danym miejscu/scenie i w konkretnym czasie. 4 Można dodać, że w sztukach Bizia jest wręcz odwrotnie. Autora interesuje co prawda relacja międzyludzka, ale najczęściej ta zaniedbana, mizerna, chora, zagrożona przemocą – jednym słowem – toksyczna. Relacja polegająca na uprzedmiotowieniu jednej ze stron konfliktu, oparta na „redukcji twarzy”, czyli zanegowaniu wartości drugiego człowieka jako osoby, autonomicznego podmiotu. Bizio odwzorowuje różne warianty tej zaniedbanej relacji z godnym podziwu upodobaniem do małych form dramatycznych, ogniskujących jak soczewka emocjonalne uwarunkowania interakcji postaci. Z pominięciem szczegółowych realiów, w ascetycznej przestrzeni zamkniętej, z niewielką liczbą znaczących rekwizytów. Dlatego też tak ważne dla autora spotkanie człowieka z człowiekiem ani nie prowadzi do powstania głębszej więzi osobowej, ani nie staje się polem walki o jakiekolwiek wartości wyższe. To raczej moment kulminacji napięcia, chwila uwolnienia złych emocji w zachowaniach afektywnych. Znaczącymi środkami wyrazu są naprzemiennie krzyk, płacz, agresja czy gorączkowe solilokwia postaci. Jednostka przedstawiona jest zazwyczaj w dwóch dominujących odsłonach – jako osobnik podejmujący akt zemsty bądź istota zmarginalizowana, rozpamiętująca własne krzywdy, skoncentrowana na fobiach i przykrościach. W dodatku często gorzko śmieszna w swych maniach i reakcjach.

Proste, wręcz szczątkowe historie, które stanowią matrycę fabularną sztuk Bizia, wyrastają co prawda z sytuacyjnego konkretu, ale pozbawione są szczegółowości. Podobnie jak życiorysy bohaterów. Niektórzy z nich, potraktowani przez autora niemal emblematycznie, są zarysowani paroma zaledwie wyrazistymi kreskami, sprowadzeni w swych reakcjach do kilku dominujących motywów działania. Dlatego też stanowią dobre „figury do uzupełnienia”, zarówno przez aktorów, ucieleśniających w przedstawieniu teatralnym dramaturgię emocji, jak i przez widzów, skonfrontowanych w czasie spektaklu z pozornie oczywistym i przygnębiającym obrazem codzienności. Sceniczny potencjał kameralnych utworów Krzysztofa Bizia już niejednokrotnie wykorzystany został przez realizatorów teatralnych i telewizyjnych inscenizacji jego dramatów, między innymi przez Annę Augustynowicz, Krystynę Jandę, Tomasza Mana czy Pawła Szkotaka.

Warto przypomnieć, że publikacje i premiery sceniczne pierwszych sztuk Krzysztofa Bizia przypadły na okres sporego zainteresowania nową polską dramaturgią na przełomie dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku (sztuka Porozmawiajmy o życiu i śmierci miała swą prapremierę w Teatrze Współczesnym w Szczecinie w 2001 roku, a Toksyny ukazały się w antologii Pokolenie porno pod redakcją Romana Pawłowskiego w 2003 roku). Ten moment znacząco ukształtował styl recepcji jego utworów, które wpisano w nurt twórczości społecznej, wyrastającej z poczucia niezgody na negatywne skutki transformacji ustrojowej: na wykluczenie ekonomiczne i wzrost przestępczości wśród obywateli nowej, wolnej Polski, a także na ich konsumencką pogoń za dobrobytem czy na stany depresyjne związane między innymi z kryzysem komunikacji. 5 W podobnym kluczu interpretowano kolejne teksty dramatopisarza, dające wyraz wrażliwości społecznej autora – na przykład Śmieci z 2004 roku, które – jak pisała Kalina Zalewska – „traktują o ludziach starych, wyrzuconych na margines życia” 6 i słusznie budzą skojarzenia z obrazami kondycji bezdomnych czy ludzi bez perspektyw, utrwalonymi w sztukach Janusza Głowackiego. 7

Wydaje się jednak, że scenki obyczajowe i portrety rodzinne, które Bizio tworzy w sztukach kameralnych, nie służą tylko odwzorowaniu konfliktów obyczajowych i zaniedbań socjalnych w naszym społeczeństwie krótko po transformacji ustrojowej. Zmysł reporterski, sytuacyjny konkret, oszczędność środków wyrazu i precyzyjnie podpatrzony język kolokwialny jako wyróżniki stylu wywołują wprawdzie wrażenie zaangażowania autora w problematykę społeczną, jednak wśród twórców scenicznych debiutujących na przełomie wieków Krzysztof Bizio wydaje się twórcą osobnym, oddalonym od teatralnego mainstreamu i środowiskowych zależności. Tworzy teksty dla teatru z pasji pisania i potrzeby wyrażenia własnych przemyśleń, traktując twórczość dramatyczną jako formę bardzo osobistej refleksji, a nie ideologiczne czy publicystyczne hasło bojowe. Przedstawia ciemne strony relacji rodzinnych, nierzadko powiązane z przypadkami kryminalnymi, i nie unika deklaracji, że tak właśnie widzi świat: „kiedy pisze się o rzeczach smutnych, głębszych, to pewne prawdy ogólniejsze widać lepiej niż gdy to ma miejsce w przypadku pisania komedii” 8. Toteż wszystkie społeczno-obyczajowe „okoliczności założone” jego dramatów służą celom bardziej uniwersalnym aniżeli doraźne komentowanie rzeczywistości i są czymś więcej w tej literaturze niż tylko wypełnionym konkretami rodzajowym passusem. Najbardziej zaś przekonuje o tym najnowsza sztuka autora pod tytułem Front.

Nowy utwór dramatyczny Krzysztofa Bizia to przede wszystkim przykład autorskiego powtórzenia, oczywiście powtórzenia z różnicą i nie bez powodu. Lektura Frontu od pierwszej strony wywołuje skojarzenia z wcześniejszymi Toksynami. Dostrzec można w obu tekstach podobne rozwiązanie kompozycyjne, to znaczy podział całości na pięć, pozornie niezwiązanych ze sobą epizodów, w których występuje dwóch bohaterów w kilku personalnych konfiguracjach. Rozkład ról w tych dramatycznych starciach, niezależnie od różnych fabularnych okoliczności, wydaje się analogiczny: mamy do czynienia z układem postaci dominującej i zdominowanej, władczej i uzależnionej, oprawcy i ofiary. Analogiczny wydaje się też sposób tworzenia nastroju zdarzeń: wartki dialog pełen niedopowiedzeń, zamknięta przestrzeń akcji i nawarstwiające się do maksimum emocje postaci gwarantują efekt wzmożonego napięcia dramatycznego. Tym bardziej że niektóre z sytuacji przedstawionych budowane są jako punkty kulminacyjne niebezpiecznej i/lub destrukcyjnej relacji międzyludzkiej. Szczególny rodzaj podobieństwa w układzie zdarzeń dostrzec można w Epizodzie o zabijaniuToksyn i w pierwszej części Frontu (motyw zemsty ojca za śmierć syna) oraz w Epizodzie o kupowaniuToksyn i w trzecim fragmencie Frontu (sytuacja rozmowy kwalifikacyjnej, pełna wymagań wobec potencjalnego pracownika, czyli osoby „innej” bądź ze względu na upodobanie do tatuaży – Toksyny, bądź z powodów etnicznych – Front).

Na tym jednak kończą się analogie. Zasadnicza różnica między dwoma omawianymi tekstami dramatycznymi polega bowiem na stopniu redukcji i uogólnienia. W Toksynach, pomimo dość oszczędnej akcji, mamy jednak do czynienia z uwyraźnioną linią fabularną. Z dialogów wynika sporo informacji na temat przypadków poszczególnych, to znaczy wcześniejszych wydarzeń z życia postaci, determinujących ich teraźniejsze uwikłanie w konflikt z przeciwnikiem. Są to na przykład wspomnienia ojca o synu, zakatowanym przez młodocianych przestępców w Lasku Góreckim (Epizod o zabijaniu) czy też nasycona szczegółami rozmowa wychowanków domu dziecka po śmierci swego wychowawcy (Epizod o samotności). I nawet jeśli akcja każdego z epizodów kończy się momentem zawieszenia, bez jednoznacznego rozwiązania konfliktu, to zawarte w dialogach sugestie pozwalają wyobrazić sobie cały splot okoliczności zewnętrznych i przyczyn psychologicznych, tkwiących u źródeł skomplikowanej relacji międzyludzkiej. Inaczej jest we Froncie. W tej sztuce autor dostarcza czytelnikowi znacznie mniej danych o postaciach. Wzbogaca za to przekaz nietypowym dla swej dotychczasowej poetyki rozwiązaniem kompozycyjnym: wprowadza po każdym z epizodów partię chóru w ewidentnej funkcji komentująco-refleksyjnej (tworzą go łączne wypowiedzi bohaterów M1 i M2). Kontrapunktowanie działań i niskich pobudek postaci poetyckimi frazami kwestii chóralnych nie prowadzi bynajmniej do uwznioślenia zdarzeń, ale czyni cały przekaz alegorycznym, może aż nadto wyraziście.

Front to sztuka dramatyczna, stanowiąca pięcioczęściową kompozycję epizodów i wypowiedzi chóru w układzie naprzemiennym. A zatem sztuka stanowiąca w swej szkieletowej konstrukcji jakiś odprysk antycznej tragedii, w tym przypadku – tragedii zemsty. Oczywiście w wersji fragmentarycznej i strawestowanej. W epizodzie pierwszym, rozgrywającym się w komisariacie policji, pojawia się dwóch mężczyzn, M1 i M2, którzy obezwładniają trzeciego – prawdopodobnie więźnia. Ze zdawkowej rozmowy bohaterów dowiadujemy się, że prawdziwa przyczyna agresywnych zachowań M2 tkwi w jego dramacie osobistym, to znaczy spowodowana jest stratą syna. Nie wiadomo jednak do końca, czy obezwładniony młody chłopak ma jakiś związek z tą śmiercią, czy też cierpiący ojciec odreagowuje swą życiową traumę przemocą wobec związanego więźnia. Znacznie więcej informacji dostarcza czytelnikowi epizod następny, rozgrywający się w kostnicy. Tutaj z kolei dwóch synów żegna ojca. Osobliwe to pożegnanie – połączone z wyładowaniem negatywnych emocji, wywołanych domową tresurą i tłumionych przez lata z powodu lęku przed karą, którą regularnie wymierzał dzieciom ojciec-żołnierz, domowy despota. Jeden z synów, w przypływie złości połączonej z poczuciem straty, uderza zwłoki i zrzuca je na podłogę. Odreagowuje w ten sposób życiowy stres związany z poczuciem niższości i lękiem przed restrykcyjną postawą ojca. Po symbolicznym akcie zemsty następuje gwałtowane uspokojenie, a także szczególny rodzaj porozumienia między braćmi; profanacja zwłok była im potrzebna jako niezbędny element spełnienia rytuału pożegnania zmarłego.

Pierwszy z epizodów Frontu kończy się poetycką wypowiedzią chóru; to malowniczy obraz doliny na chwilę przed bitewnym starciem. Drugi epizod wieńczy fragment na temat odwiecznej walki braterskiej, będący cynicznym komentarzem w stosunku do zobrazowanego we wcześniejszej scenie braterskiego pojednania:

Nie ma odwrotu. Dopóki żyją obaj – muszą walczyć. Zwoływać armie, troczyć konie i ruszać na pustynię. Muszą znaleźć w sobie siłę, bo jeśli jeden jej nie znajdzie, znajdzie ją drugi i zabije tego pierwszego. Oni sami to zbyt mało, dlatego muszą mieć ludzi, którzy też wzbudzą w sobie nienawiść, wstaną w nocy i ruszą. Nie dla pieniędzy, bo takimi wojownikami nie wygrywa się wojny, tacy wojownicy muszą nienawidzić naprawdę. Każdego dnia muszą swoją nienawiść podgrzewać nad ogniskiem, które nigdy nie może zgasnąć.

Partie chóralne, stylizowane na wzniosłe fragmenty retoryczne, stanowią znakomity kontrast wobec ekspresywnych, kolokwialnych dialogów postaci. To pomysł nowy w sztukach Bizia, który jako autor dramatyczny unikał do tej pory w swej twórczości podobnych poetyckich rozwiązań. Konsekwencja, z jaką wprowadzone zostały we Froncie te wypowiedzi chóru – kończą one każdy epizod z wyjątkiem ostatniego – pozwala sądzić, że dramatopisarz zastosował taki zabieg, by ostatecznie przypieczętować swój zamiar uogólniania akcji dramatycznej. Intencja paraboliczna jest przecież w tej sztuce bardzo wyraźna: działania bohaterów, wyrażone oszczędnym językiem i fragmentaryczne, tworzą wizję człowieka nieustannie walczącego z przeciwnikiem na froncie podbojów i pożądań, a także na polu walki prowadzonej z zemsty za doznane krzywdy.

Metaforyka wojenna zręcznie wykorzystana została przez autora dla zobrazowania agresywnego wymiaru ludzkiej egzystencji. Bizio unaocznia w krótkich scenach dość drastyczne, lecz prawdopodobne zachowania, spowodowane frustracją, która prowadzi do agresji. Autor skupia się w swej sztuce na momentach przełomowych, kiedy to linia zwyczajnego, szarego życia bohaterów ulega nagłemu załamaniu z powodu eskalacji napięcia wewnętrznego. I nie chodzi tu tylko o jakieś traumatyczne doznania, które naznaczają życie człowieka i prowadzą w pewnym momencie do eksplozji afektu. Bizio dobitnie pokazuje, że bardzo groźne w skutkach pobudzenia emocji mogą być wywołane przyczynami mniej bolesnymi czy nawet błahymi, jak na przykład lęk przed obcym, niepozwalający zatrudnić osoby o innych korzeniach etnicznych (Epizod 3) czy złość z powodu wolnej jazdy przypadkowego kierowcy (Epizod 4). Finałowy Epizod 5 to z kolei przerażający obraz przemocy, czyli scena ukazująca próbę nagrania egzekucji, dokonanej w celach ideologicznych i propagandowych przez anonimowych, bliżej nieokreślonych, Bojowników Jasności. Po tym fragmencie nie ma już wypowiedzi chóru, bo przecież nie da się skomentować poetyckim słowem tak skrajnego, sadystycznego aktu agresji. Sztukę kończy pytanie o kolor samochodu, jaki ma wybrać dla siebie jeden z morderców. Puenta to rodem z czarnej komedii, podkreślająca nonsensowność aktu zbrodni. Ostatni epizod pokazuje zachowanie wyjątkowo brutalne, agresję spowodowaną uwolnieniem jakiegoś atawistycznego (zupełnie nieuzasadnionego) instynktu przetrwania, który zasadza się na bezwzględnej eliminacji istoty słabszej, niekoniecznie przeciwnika.

Chciałoby się rzec, że Krzysztof Bizio, prezentując w kolejnej sztuce męski świat konfliktów i zbrodni, tworzy swoją autorską antropologię negacji. Portretuje bohaterów w krótkich odsłonach, unaoczniając to, jaki człowiek być nie powinien – zarówno z punktu widzenia regulowanych przez ośrodki władzy norm społecznych (prawnych, etycznych, religijnych), jak i z perspektywy szeroko rozumianej humanistycznej idei człowieczeństwa, zakładającej postrzeganie jednostkowej egzystencji ludzkiej jako wartości w świecie zamieszkiwanym przez wiele zróżnicowanych podmiotów. Najnowsza sztuka Bizia pozwala sądzić, że autora interesują już nie tylko życiowe realia i obyczajowe konflikty „klaustrofobicznych indywidualistów” 9. Przedmiotem przedstawienia czyni nie tylko bohaterów odizolowanych, w jakimś stopniu wyodrębnionych z nurtu życia, ale dodatkowo – skoncentrowanych na manifestowaniu siły lub władzy wobec innych ludzi, postrzeganych przedmiotowo. A zatem jeśli poetyka pierwszych sztuk autora pozwala nazwać tę twórczość dramaturgią kameralnej relacji międzyludzkiej, to w swej najnowszej sztuce Krzysztof Bizio proponuje zgoła inny ogląd człowieka: to istota determinowana nieposkromioną żądzą odwetu za własną krzywdę lub potrzebą wymierzenia kary za cudzą winę. Przede wszystkim agresor, inicjator napaści na osaczoną ofiarę.

Epizody i partie chóralne, tworzące regularny układ kompozycyjny Frontu, to model sinusoidalny, obrazujący aktywność gatunku ludzkiego jako ciąg powtarzających się momentów bitwy i rozejmu. Zarówno w odniesieniu do kameralnych konfliktów natury obyczajowej, jak i w znacznie szerszym ujęciu społeczno-politycznym, dotyczącym formy sprawowania władzy na zasadzie cyklicznych przygotowań do prowadzenia bezwzględnej wojny. Dlatego kompozycja sztuki pozostaje otwarta, a ostatnia, wcale nie finałowa, wypowiedź chóru dotyczy krajobrazu po bitwie. Zawarty w niej przekaz to pełne sceptycyzmu słowa/podejrzenia co do pozorów przyjaźni i dyplomacji, które tylko odwlekają moment agresji i zręcznie maskują pomysły, jak stworzyć kolejny front:

Z nor wyjdą ci, co przeżyją i przysięgać będą, że nigdy więcej, że więcej nigdy. Będą się ściskać, pozdrawiać, zapewniać, że są ludźmi, i łzy w oczach mieć będą, że nigdy więcej, że więcej nigdy, ale co warte będą ich przysięgi? Odbudują miasta, zasadzą parki i jeszcze więksi się staną, a ich domy i armie potężniejsze. Ich królowie znów spotykać się będą, ręce wyciągać i pozdrawiać. Nigdy? Już nigdy więcej? Zausznicy królów do ich uszu szeptać będą, raporty składać, broń gromadzić, traktaty podpisywać i uśmiechać się. Nigdy? Więcej nigdy?

  • 1. Zasady kompozycji, z Krzysztofem Biziem rozmawiała Dorota Jovanka Ćirlić, „Dialog” nr 7-8/2005.
  • 2. Zob. Zygmunt Bauman Razem osobno, przełożył Tomasz Kunz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003.
  • 3. Słownik dramatu nowoczesnego i najnowszego, redakcja Jean-Pierre Sarrazac, przełożyli Mateusz Borowski i Małgorzata Sugiera, Księgarnia Akademicka, Kraków 2007, s. 42.
  • 4. Zob. Józef Tischner Filozofia dramatu: wprowadzenie, Znak, Kraków 1998.  
  • 5. Zob. Marta Cabianka Delfiny i spodouste, „Dialog” nr 2-3/2004.
  • 6. Kalina Zalewska Konsumenci i inni, „Dialog” nr 2-3/2004.
  • 7. Tamże.
  • 8. Ludzie po prostu są, z Krzysztofem Biziem rozmawiała Joanna Olczakówna, w: Krzysztof Bizio Lament i inne sztuki, Łódź 2003, s. 6.
  • 9. Zasady kompozycji, op.cit.

Udostępnij

Beata Popczyk-Szczęsna

Badaczka dramatu i teatru współczesnego, adiunkt w Instytucie Nauk o Kulturze i Studiów Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Śląskiego. Opublikowała książki: Postać Judasza w dramacie polskim XX wieku. Potyczki z referencją (2003), Dramaturgia polska po 1989 roku (2013), Powtórzenia i powroty. O dramaturgii Janusza Głowackiego (2015). Szczególnie interesuje się teorią i praktykami lektury tekstu dramatycznego oraz polską najnowszą dramaturgią sceniczną.