Piotr Froń

Podstawową sytuację teatralną dałoby się opisać również tak: w czasie wolnym od pracy jedni ludzie oglądają innych, którzy właśnie pracują; a do tego jeszcze, by móc oglądać, jak pracują inni, ludzie kupują bilety. Praca wykonywana jest w świetle reflektorów, podczas gdy na widowni zwykle panuje mrok. Z tej perspektywy każdy spektakl jest więc wypowiedzią na temat pracy, choć często – w większości wypadków – jest to wypowiedź niestematyzowana. Fikcja przedstawienia przesłania relacje ekonomiczne panujące między widownią a sceną, a pakt ten z rzadka jest zrywany.

Kopista Bartleby Hermana Melville’a to nowela, która może umknąć radarowi tych, którzy twórczości pisarzy przyglądają się przede wszystkim przez pryzmat wielkich powieści. Melville funkcjonuje przecież głównie jako autor Moby Dicka. Ja z kolei znam go najlepiej z Oszusta i Billy’ego Budda. O Bartlebym słyszałem tyle, że jego „wolałbym nie” zyskało status skrzydlatych słów, a postać kopisty przechodziła różne wcielenia (najciekawszym jest komputer HAL9000 z Odysei Kosmicznej!).