Michał Borczuch

„A Dialog on Love” Eve Kosofsky Sedgwick wymyka się z porządku czytania naukowych publikacji opatrzonych zawsze litanią przypisów i naznaczonych suchością języka. Trafia się tu wprost na pourywane fragmenty przeżyć, rozmów z terapeutą o raku, o chemioterapii, o miłości i lęku przed śmiercią. Tekst wciąga, płynie, zaskakuje, bo przecież – „nie sądziłam (sądziłem), że to w tym kierunku zmierza”, sekretne epitafium bliskości. Dopiero po przeczytaniu całości, z pewnego dystansu można zauważyć, że ta osobista refleksja stawia pod znakiem zapytania sposób przekazania treści – język i formę.

W jednej z pierwszych scen Amatora Filip Mosz (Jerzy Stuhr) świętuje ze znajomymi narodziny córki. Kieruje kupioną niedawno kamerę na telewizor, na którego ekranie widać Krystiana Zimermana podczas Konkursu Chopinowskiego. Wtedy jeszcze nie nagrywa, niemniej to prawdopodobnie moment, kiedy po raz pierwszy zachwyca się widzianym przez obiektyw obrazem. Doznaje tego samego olśnienia, które Louis Delluc, jeden z pierwszych teoretyków kina, nazwał fotogenią, czyli cudowną właściwością filmu, który równocześnie nadaje formę i nie zmienia prawdy o rzeczywistości.

Mówienie w swoim imieniu, opowiadanie o sobie i zdawanie sprawy ze swojego doświadczenia to tryby wypowiedzi, które Joanna Krakowska wymienia jako manifestacje nurtu auto-teatralnego rozwijającego się w ostatnich latach w obszarze polskich sztuk performatywnych. Aktorzy mówią o sobie i występują w swoim imieniu w Rewolucji, której nie było (Teatr 21, 2018), Mikrodziadach (Komuna//Warszawa, 2016) czy Take It or Make It (Teatr Polski w Bydgoszczy, 2016).

Scenografia przypomina dekoracje do szkolnego przedstawienia: na środku stoi olbrzymia tekturowa makieta w kształcie zamku, z lewej umieszczono coś na kształt wejścia do kopalni. Z prawej wiszą dziwaczne kosze niby podobne do tych służących do gry w koszykówkę, ale wyglądające jakby zostały ulepione z plasteliny albo kulek kolorowej waty. Kosze przywodzą na myśl salę gimnastyczną, gdzie często odbywają się szkolne przedstawienia. Wszystko to mieści się jednak na profesjonalnej, dużej scenie, w głębi której ustawiono kamery umożliwiające transmisję obrazu bezpośrednio na ekran lub ścianę.