11 listopada śmiałem się, uśmiechałem i melancholijnie kiwałem głową nad meandrami drogi Polski ku niepodległości. Aby bez przeszkód oddawać się tym nie dość wzniosłym czynnościom, udałem się za granicę. Kogoś to zdziwi?
11 listopada śmiałem się, uśmiechałem i melancholijnie kiwałem głową nad meandrami drogi Polski ku niepodległości. Aby bez przeszkód oddawać się tym nie dość wzniosłym czynnościom, udałem się za granicę. Kogoś to zdziwi?
„I ni z tego, ni z owego była Polska na pierwszego” – mawiał marszałek Piłsudski. Zaraz potem jednak zwykł był wspominać Pierwszą Kadrową i pierwszeństwo własnego stronnictwa w gotowości przelewania krwi za niepodległość. To była jedna z ówczesnych opcji, podczas Wielkiej Wojny zorientowana na państwa centralne, a przeciw Rosji; w myśl tej opcji niepodległość Polski została po prostu wywalczona.
Gdyby nie Sofokles, pewnie mało co wiedzielibyśmy o Filoktecie. Pisze o nim co prawda Homer w Drugiej Pieśni Iliady:
Tych, co mieszkali w Metonie i w Taumakii powabnej,
Co Meliboją władali i Olizoną skalistą,
Wiódł z okrętami siedmioma wyborny łucznik Filoktet 1.