Oczy
Nigdy nie byłam w starej, prawdziwej Piwnicy pod Baranami, urodziłam się za późno, ale płytę, analogową, którą teraz można znaleźć na Facebooku, miałam bardzo długo. Z jej, Ewy Demarczyk, portretem.
Śpiewała „Masz takie oczy zielone, zielone jak letni wiatr...” Ona miała oczy czarne. Można było znaleźć w tych oczach tysiące barw. Malowała je perfekcyjnie, w stylu epoki. Ktoś już o tym napisał?
A czy ktoś napisał o tym, jak ruszała się – a właściwie nie ruszała – na scenie? Była perfekcjonistką. Pojawiała się i skupiała na sobie wzrok wszystkich obecnych. Bezbłędnie. Bez piór. Bez kreacji. Zawsze w czarnej sukni. I bez – jak to się mówi – niepotrzebnych wygibasów.
Uczcie się celebrytki śpiewające. Umiaru. Dystansu. I, przepraszam, sztuki.
Ktoś z was potrafi jeszcze zaśpiewać równie elektryzująco tę frazę: „Czy pamiętasz jak ze mną tańczyłeś walca…”?

