Déjà vue
19 października 2019 do Teatru Wybrzeże wkroczyła policja. Powodem był donos: przedstawienie groteski historycznej Mariana Pankowskiego Śmierć białej pończochy miało zawierać sceny demoralizujące, szczególnie niebezpieczne dla młodzieży. Dzielnicowi demoralizacji nie stwierdzili; co więcej, ustalili, że spektakl grany jest z klauzulą „od lat szesnastu”. Zatem ostatecznie nic się nie stało.
Jak i prawie pół wieku wcześniej. „Dialog” opublikował Śmierć białej pończochy w roku 1976. Bez świadomości ryzyka: w końcu sztuka o Jadwidze Andegaweńskiej i Jagielle ani nie podważała podstaw ustroju, ani nie szkodziła sojuszowi z ZSRR. Cenzura także nie miała zastrzeżeń. Oburzenie wybuchło dopiero na najwyższym szczeblu, na poziomie Komitetu Centralnego PZPR. Awanturę – podobno – wszczęła jakaś bardzo wysoko postawiona żona, która sztukę uznała za gorszącą. Na dywanik wezwano zastępcę redaktora naczelnego (partyjnego) i nie pamiętam już, czy także redaktora naczelnego (bezpartyjnego); obaj otarli się o dymisję. Zagrożony był także sam byt pisma. Ale wtedy też ostatecznie nic się nie stało.
Z niewielką różnicą. W 1976 roku o sztuce Pankowskiego orzekały najwyższe władze partii rządzącej. Dziś decyzję scedowano na policjantów. Czyż to nie dowód demokratyzacji?

