zrzut_ekranu_2026-09-09_164359.png

Queer na działkach
1.
Ogrody działkowe pojawiają się w Europie w dziewiętnastym wieku w reakcji na gwałtowną urbanizację i industrializację, przekształcające miasta w przestrzenie podporządkowane produkcji, a nie życiu. Przeludnienie, ubóstwo, brak zieleni oraz rosnące problemy zdrowotne – w tym choroby układu oddechowego i rosnące uzależnienie od alkoholu – przyczyniły się do tego, że ogródki działkowe zaczęto traktować jako narzędzie wspomagające regenerację robotników i robotnic.1
W wielu krajach Europy zespoły ogródków działkowych były zakładane przez władze miejskie, właścicieli fabryk, lekarzy z zacięciem społecznikowskim. Na ziemiach polskich pierwsze ogródki działkowe zaczęły pojawiać się na początku dwudziestego wieku i były popularną formą rekreacji, a nierzadko także sposobem na dożywianie rodzin. Niemal od początku działki były przestrzenią napięcia pomiędzy rekreacją, regeneracją, wytchnieniem a kontrolą i organizacją. Miały służyć przede wszystkim poprawie kondycji zdrowotnej miejskich robotników, ale – jak wskazuje antropolożka Magdalena Zych – pozwalały też na organizację, a więc i kontrolę ich czasu wolnego, ważnej zdobyczy ruchów robotniczych walczących o skrócenie dnia pracy2 . Maja Wróblewska, badaczka inicjatyw z zakresu budownictwa socjalnego i aktywistka stowarzyszenia „Miasto jest nasze” przytacza słowa socjologa Feliksa Grossa, który tuż po wojnie zauważał:
Problem zapełnienia wolnego czasu mas robotniczych i chłopskich staje się więc zagadnieniem społecznym. Długi czas pracy był zawsze jednoznaczny z mniejszym lub większym ujarzmieniem mas pracujących, a sposób użytkowania wczasów przez lud był oznaką upadku lub postępu i kultury.3
„W wypowiedzi Grossa wybrzmiewa moralne wartościowanie czasu wolnego”, zauważa Wróblewska, ale także – dodajmy – wpisanie sposobów odpoczywania w logikę postępu. Pracownicze Ogrody Działkowe były instytucją ogromnie popularną w czasach PRLu i ważnym elementem polityki socjalnej państwa.
Ogródki działkowe, ich geneza i funkcje są zakorzenione w potrzebie odpowiedzi na strukturalne napięcia nowoczesności: między pracą a regeneracją, kontrolą a autonomią, przetrwaniem a wspólnotą.
2.
W związku z wejściem w życie Ustawy z dnia 8 lipca 2005 o rodzinnych ogrodach działkowych, Krajowa Rada Polskiego Związku Działkowców podjęła uchwałę o zastąpieniu pojęcia „pracownicze ogrody działkowe” terminem „rodzinne ogrody działkowe”. Transformacja ta nie była jedynie zmianą nazwy, lecz przesunięciem symbolicznym i politycznym. O ile wcześniejszy model – powiązany z zakładami pracy – organizował dostęp do działek wokół wspólnoty produkcji, o tyle „rodzinność” ustanowiła rodzinę tradycyjną jako domyślnego użytkownika tej przestrzeni. Wpisuje się to w logikę procesu transformacji ustrojowej, w którym odpowiedzialność za opiekę i regenerację została sprywatyzowana i przeniesiona na jednostkę rodzinną. A zatem, choć formalnie ogrody pozostają dostępne dla różnych osób, to język i praktyki wokół nich wzmacniają model relacyjności oparty na parze i rodzinie, marginalizując inne formy bycia razem – wspólnoty przyjacielskie, osoby samotne czy relacje queerowe.
3.
Podczas warsztatów Queering Artistic Feedback4, prowadzonych między innymi przez Szymona Adamczaka, jednym z proponowanych ćwiczeń było zadawanie prostego pytania: co w tym queerowego? Nie chodziło o ustalenie, czy coś jest queerowe naprawdę, ale o sprawdzenie, jakie możliwości interpretacji, relacyjności i organizacji świata otwiera queerowa perspektywa. Chciałabym zadać podobne pytanie o ogrody działkowe. Co w nich queerowego?
Nie interesuje mnie przy tym udowadnianie, że działki są same z siebie queerowe. Mam jednak poczucie, że w tej instytucji istnieją potencjały, które warto dostrzec.
Amerykańska urbanistka Annie Deely w artykule What’s So Gay About Gardening?5 wskazuje, że ogrodnictwo pozwala częściowo uniezależnić się od systemów produkcji i dystrybucji żywności oraz odzyskać choć niewielki zakres sprawczości w obszarze podstawowych potrzeb. Nie chodzi oczywiście o pełną samowystarczalność, lecz o praktykę, która przypomina, że relacje z jedzeniem, ziemią i otoczeniem mogą wyglądać inaczej niż podpowiadałaby logika rynku.
Z kolei Nick Walker, jedna z twórczyń paradygmatu neuroróżnorodności, proponuje pojęcie neuroqueerowania, które opisuje jako zaangażowanie w działania, mające na celu odwracanie skutków kulturowego warunkowania do podporządkowywania się dominującym normom6. Neuroqueerowanie nie musi jednak dotyczyć wyłącznie własnego ciało-umysłu. Można je rozumieć także jako przekształcanie przestrzeni tak, by nie była podporządkowana produktywności, kontroli i normatywom społecznej czytelności. W tym sensie działka może być praktyką neuroqueerową, co tym cenniejsze, że współczesne miasto często okazuje się trudne do zamieszkiwania dla osób neuroatypowych: hałaśliwe, przeładowane bodźcami, oparte na nieustannej konsumpcji i ciągłej obecności innych ludzi. Jednocześnie wiele istniejących „trzecich miejsc” (czyli przestrzeni wspólnych niebędących miejscem pracy ani zamieszkania) wymaga wydawania pieniędzy lub wiąże się z koniecznością przestrzegania norm, podlegania ocenom i znoszenia uciążliwej stymulacji sensorycznej. Ogródki działkowe mogą być przestrzeniami, które pozwalają na chwilowe wycofanie się z tego męczącego świata, nawet jeśli przestrzenie działkowe nie są całkiem wolne od kontrolujących spojrzeń sąsiadów czy konwenansów obyczajowych.
4.
Pewnego razu moja koleżanka Ida Ślęzak, autorka tekstu o queerowym spektaklu RODOS Wojciecha Grudzińskiego7, napisała do mnie „Może ci się przyda, bo imo totalnie jest o tym, dlaczego działki są queerowe. Tylko że nie używa queerowej metodologii. Ale to tam jest na maksa”. Chodziło o tekst Rocha Sulimy Między rajem a śmietnikiem. Ikonosfera warzywnych ogródków8. Lektura tego tekstu uruchomiła we mnie serię skojarzeń między działkowymi teoriami a queerową i queerowo-ekologiczną refleksją. W refleksjach Sulimy oraz w samej praktyce ogrodów działkowych zaczęłam odnajdywać intuicje bliskie queerowym i queerowo-ekologicznym sposobom myślenia i propozycjom przemyślenia przestrzeni, natury i relacyjności, ale także krytykom normatywnego porządku organizującego te obszary. Sulima pokazuje działki jako przestrzeń improwizacji, nadmiaru i niejednoznaczności – cech zwykle uznawanych raczej za problematyczne niż pozytywne.
wwwrodos_generalna_05_fotpatmic.jpg

„Istotą działkowego świata jest założona i pielęgnowana «inność»” – pisze Sulima i to właśnie kategoria inności wydaje się łącznikiem, pomostem do queerowego myślenia o działkach. Sulima wielokrotnie podkreśla ambiwalentny charakter działek. „Działka jest więc czasoprzestrzenią liminalną, nie utwierdza, ale raczej rozmywa granice między Naturą i Kulturą, czasem pracy i czasem wolnym, powszednim i świątecznym, między czynnościami sprawczymi i autotelicznymi, światem na serio i światem zabawy”, „Działka składa się z paradoksów i sama jest paradoksem”, pisze. Tak rozumiana działka przypomina queerowe krytyki sztywnych podziałów i jednoznacznych kategorii. Nie daje się łatwo zaklasyfikować. Nie jest ani miastem, ani wsią. Ani prywatna, ani publiczna. Ani całkowicie użytkowa, ani wyłącznie rekreacyjna. Edward Hall, autor Antropologii codzienności, przywołuje pojęcie bricolage’u – opisuje działki jako przestrzeń improwizacji, przypadkowości i składania rzeczy z dostępnych materiałów. To estetyka daleka od profesjonalnego projektowania i architektonicznej spójności. Altanki, przybudówki, kompostowniki i prowizoryczne rozwiązania tworzą krajobraz, który często bywał wyśmiewany jako nieuporządkowany lub brzydki. Można jednak spojrzeć na niego inaczej – jako na praktykę tworzenia świata z tego, co akurat znajduje się pod ręką.
„Działka jest zawsze «do zbudowania», a działkowy świat jest nieustannie zwrócony w przyszłość” – sposób, w jaki Sulima pisze o czasie, nasuwa skojarzenie z queerową teorią José Estebana Muñoza, dla którego queerowość nie jest stanem osiągniętym, lecz potencjalnością – otwarciem na to, co mogłoby dopiero nadejść: „queerness is not yet here”: qeerowość jeszcze się nie ziściła9. Podobnie działka nie jest gotowym projektem. Zmienia się w zależności od pory roku, prac ogrodniczych, zapału uprawiających ją działkowczyń. Na hasło „qeerowość jeszcze się nie ziściła” można odpowiedzieć hasłem „założyć ogród to uwierzyć w jutro”. Przestrzenie działkowe można traktować jako laboratoria dla alternatywnych form zamieszkiwania, które łączą indywidualność z kolektywnością. Działkowicze jednocześnie mają przestrzeń dla siebie i uczestniczą w społecznej wymianie. Taka dynamika odpowiada queerowym marzeniom o tworzeniu wspólnot, które szanują zarówno autonomię, jak i bliskość.
5.
Nie oznacza to oczywiście, że ogrody działkowe są automatycznie przestrzeniami emancypacyjnymi. Każda osoba, która spędziła w nich więcej czasu, zna również ich mniej romantyczne oblicze: konflikty sąsiedzkie, kontrolę społeczną, przymus częściowego przynajmniej dostosowania się do norm estetycznych i konwencji społecznych.
W ostatnich latach mamy też do czynienia z przybierającym na sile procesem gentryfikacji działek. Pandemia Covid-19 wywindowała ich ceny10 (a właściwie: ceny udziałów we wspólnocie, ogródka działkowego nie można bowiem posiadać na własność – w ten sposób RODy opierają się jeszcze kapitalizmowi). Wspólnoty często też kontrolują estetykę i sposób zagospodarowania poszczególnych ogródków, nakazując niekiedy wycięcie zbyt bujnie pleniących się chaszczy czy podreperowanie upadających altanek.
Tekst Sulimy pozwala nam wrócić do sedna ogrodnictwa działkowego – zwłaszcza w epoce jego gentryfikacji i sanityzacji.
6.
Już w kultowej pozycji z czasów PRLu książka Działka moje hobby przekonywała, że „chętnych jest o wiele więcej niż możliwości”11. Jak więc rozpocząć przygodę z ogrodnictwem, jeśli nie ma się własnej działki ani dostępu do ziemi? To pytanie pociąga za sobą następne: czym mogłoby być queerowe ogrodnictwo w prekarnych warunkach, nieprzywiązane do formy RODów?
W mojej pracy dyplomowej w Akademii Sztuki w Szczecinie12, łączącej poliamorię z potencjałami działek, proponowałam szerokie rozumienie ogrodu jako przestrzeni troski o naturę lub troski praktykowanej w naturze, a niekoniecznie jako ogrodzony (sic!) teren, na co wskazuje etymologia. Jeśli przyjąć taką definicję, ogród nie musi zaczynać się od aktu dzierżawienia czy posiadania. Może zacząć się od relacji.
Od spacerowania. Od nauczenia się nazw roślin rosnących w okolicy. Od słoika na kiełki w lodówce. Od kilku doniczek na parapecie. Od wspólnego sezonowego gotowania. Od zbierania ziół. Od zaprzyjaźnienia się z seniorką lub seniorem, którzy od lat uprawiają ogród, lub nawet odnalezienia babci lub dziadka z wyboru. Od posadzenia czegoś przy bloku. Od troski o drzewo rosnące na ulicy. Od znalezienia miejsca, do którego chce się regularnie wracać.
Przykładem odmiennej formy wspólnotowego, miejskiego ogrodnictwa mogłoby być Osiedle Jazdów, warszawskie osiedle drewnianych, tak zwanych fińskich domków, które od lat stanowi przestrzeń działań oddolnych, społecznych, artystycznych i ogrodniczych. Jazdów pokazuje, że ogród może być rozumiany szerzej niż półprywatna, odgrodzona działka. Na stronie Otwartego Jazdowa można znaleźć wiele wyjaśniającą odpowiedź na pytanie o możliwość kupienia jednego z domków: „Ale w sumie po co kupować, już jesteś właścicielem domku – stanowią one własność komunalną, czyli wspólną”. To odwrócenie logiki własności wydaje mi się ważne również w kontekście ogrodnictwa. Zamiast marzyć o posiadaniu własnego kawałka świata, można ćwiczyć się w praktykach współdzielenia, współzamieszkiwania i współodpowiedzialności. Być może właśnie tam kryje się jeden z najbardziej interesujących potencjałów ogrodów, parków i innych zielonych przestrzeni: nie w poszerzaniu granic tego, co „moje”, lecz w eksperymentowaniu z tym, co „nasze”.
Zmiana tej logiki jest szczególnie istotna w czasach, kiedy tereny zielone, takie jak warszawskie Osiedle Jazdów i liczne ogrody działkowe, są nieustannie zagrożone przez zachłanność kapitału. Potrzebujemy więc praktykowania sojusznictwa i szukania nieoczywistych koalicji. Nie musimy wszyscy być właścicielkami ziemi. Być może ważniejsze jest nauczenie się, jak być dobrymi sąsiadkami dla miejsc, w których już jesteśmy.
- 1. Zob. Aleksander Jakowlew, Oktawian Kuc Ustawa o rodzinnych ogrodach działkowych. Komentarz, Wydawnictwo Lexis Nexis, Warszawa 2014, Paweł Rzewuski Przedwojenni działkowicze – w walce z alkoholizmem, gruźlicą i głodem, 18 października 2018, Anna. Szczeblewska Działka i kooperatywa. Dwie przestrzenie oporu, „Studia Etnologiczne i Antropologiczne”, t. 16/2016, Łukasz K. Netczuk Historia ogrodnictwa i ruchu działkowego na ziemiach polskich. Zarys problematyki badań i studiów źródłowych, „Biuletyn informacyjny – Krajowa Rada Polskiego Związku Działkowców” 2016.
- 2. Magdalena Zych Kilka arów, cały świat. O poznaniu ogródków działkowych, za: Maja Wróblewska „Czas wolny jest zawsze okupiony Pracą, tylko nie dla kogoś, a dla siebie”. Ogród Działkowy jako projekt tożsamościowy warszawskiej klasy średniej, „Stan rzeczy” nr 2/2023, s. 181.
- 3. Feliks Gross Socjalizm humanistyczny, cyt. za: tamże, s. 182.
- 4. In Pursuit of Other Possibilities (IPOP): narzędziownik queerowego feedbacku, 15 stycznia 2026, strona internetowa Pawilonu Tańca i Innych Sztuk Performatywnych.
- 5. Annie Deely What’s So Gay About Gardening?, „Hunter Urban Review”, 15 czerwca 2023.
- 6. Zob. Nick Walker Neuroqueer. An Introduction.
- 7. Ida Ślęzak Krajobraz jako obraz i przedstawienie, 11 października 2019, „Dialog".
- 8. Roch Sulima Między rajem a śmietnikiem. Ikonosfera warzywnych ogródków, „Konteksty.Polska Sztuka Ludowa” nr 4/1990. Wszystkie późniejsze cytaty s. 53.
- 9. José Esteban Muñoz Cruising utopia: The then and there of queer futurity. Cruising Utopia, New York University Press, New York 2019.
- 10. Wróblewska, Czas wolny, s. 182.
- 11. Działka moje hobby, (praca zbiorowa), Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1977 i nast.
- 12. Daniela Weiss Poliamoryczne Ogródki Działkowe: neuroqueerowo-kłączowato-rozwiązły przyczynek do teorii i mapowania pól; usytuowanie psychiczno-akademickie, (anty)genealogie ogrodów oraz narracje o nie monogamiach, Akademia Sztuki w Szczecinie, promotor dr hab. Tomasz Kitliński, prof. AS, Szczecin 2025.

