kwiecien.jpg

Maria Kwiecień. Archiwum prywatne

Poemat epicki

Anna Nasiłowska
W numerach
Luty
2022
2 (783)

Czym jest Reggae Marii Kwiecień? 1 Poematem epickim. Był kiedyś taki gatunek, w starożytności miał postać eposu. Spoiwem tekstu był rytm, mający także znaczenie mnemotechniczne w czasach, gdy nie utrwalało się słów na piśmie, poematy przekazywano śpiewając słowa, przy akompaniamencie muzyki. Gdzieś w Afryce kultywuje się jeszcze taką tradycję wykonawczą, zetknęłam się z tym w Senegalu, gdzie istnieją jeszcze grioci, pochodzący z wybranych rodów, w których tradycja wykonywania poematów z muzyką przechodzi z pokolenia na pokolenie. Nie tylko na synów, także na córki. Muzyka jest łagodna, ma powtarzalne segmenty i nie przytłacza, na pierwszym planie jest śpiew-melorecytacja. Nie nadużywa się głosu prowadzącego, nie zmusza go do wirtuozerii,  bo opowieść jest długa, stawia wymagania pamięci, musi snuć się spokojnie, aby wypowiedzieć wszystko do końca. 

W Europie w okresie nowożytnym epos istniał dwutorowo: tu i ówdzie trwał w tradycji ludowej (ale nie było go w Polsce) i był elementem uczonej tradycji klasycznej, która czasem włączała elementy lokalne. Zaczął zanikać wraz z upadkiem klasycznej poetyki, choć rozbłysnął jeszcze w romantyzmie. Narrative poems Byrona to wzór na przykład dla Mickiewicza, który tłumaczył Giaura i napisał poematy historyczne, litewskie jak Grażyna i Konrad Wallenrod. Po romantyzmie jednak poezja zaczęła dążyć do koncentracji, tymczasem narracyjność wymaga konkretu, łańcucha następujących po sobie zdarzeń, a nie podniebnego lotu czy obrazu świata wewnętrznego. Narracyjność niemal w całości oddano prozie, rozwijając w poezji liryzm i coraz bardziej abstrakcyjną metaforę. Narracyjność często współczesnemu poecie wydaje się płaska, bo bez stąpania po ziemi nie da się opowiadać.

Reggae wywodzi się z Jamajki, z lokalnej mieszanki kultur afrykańskich.  Dopiero potem trafiło do globalnej popkultury, więc i do Polski. Nic w tym dziwnego, od dawna mamy swój, „biały” jazz, współczesne formy i muzyczne schematy rytmiczne krążą w wielkim tyglu, z którego każdy bierze, co chce, co mu pasuje: rock, punk, metal, reggae. Nie pyta się o korzenie, one są drugorzędne, a wszystko jest dla wszystkich. Pyta się o teraźniejszy czas, któremu zapożyczenie może oferować formę ekspresji. Nieustannie szuka się alternatywy: wobec czego? Wobec tego, co ogranicza. Trudno się wypowiedzieć, posługując się formami, które się już zużyły. Więc skoro poezja popadła w abstrakcję, stała się hermetyczna i w bezpośrednim przekazie nieznośna – mamy jeszcze boczny dopływ, przynoszący formę już zaniechaną, niesłusznie porzuconą: poetycką narrację i rytm.

Tak widzę formę tej wypowiedzi, która składa się z kilku części. Najpierw jest opowieść o zmarłych, bo życie zmarłego najbardziej nadaje się na opowieść, gdyż ma zakończenie. A zakończenie – to sens (albo jego brak). To przeważnie młodzi zmarli, z wyjątkiem dziadka. A jednak i tak w opowiedzianych życiorysach pojawia się historyczny koloryt pewnych zamkniętych epok. PRL to masa odznaczeń dziadka, które stały się raczej przedmiotem wstydliwym niż powodem do dumy. Sierpień 1980, czas narodzin, od którego biegnie indywidualna biografia, moment splotu historii i ciała, nieprzeżyty świadomie, ale istotny symbolicznie. Te obrazy są jednak dość oczywiste, najciekawsze pojawia się potem: lata dziewięćdziesiąte jako moment, w którym istotne są dojścia, stosunki, ustawienie się i niektórzy znajdują się na straconej pozycji. Równe szanse? Nie, nie ma nawet takiej idei, to prowincja, same „minusy ujemne”. PRL odbierany jest w postaci stereotypów, ale i lata dziewięćdziesiąte doczekały się własnych. Objawia się nawet „niewidzialna ręka rynku”, sięga po wolne place, niegdyś przestrzeń do zabawy i koleżeńskich kontaktów, traktuje te miejsca jako niewykorzystane ekonomicznie i szybko spienięża. Pejzaże są płaskie, zaśmiecone reklamami, tandetą. Zapach potu, brudu, zmęczenia. Katalog możliwych zdarzeń biograficznych jest dość ubogi: trafiają się uzależnienia, nieprzystosowanie, na dziewczyny spada nieplanowana ciąża i pojawia się niepełnosprawne dziecko, powód plotek, wstydu, bólu. Z lepszych rzeczy – może zdarzyć się emigracja, ewentualnie egzotyczna podróż. A potem wypadek, rak, przedwczesny zawał czy udar albo samobójstwo. Ta część jest czytelna i dobitna.

Wraz z przejściem do biografii własnej, niepostrzeżenie historyczność zmienia się w uniwersalny a zarazem indywidualny scenariusz dojrzewania, płci, wtajemniczenia kulturowego z książką Marii Janion, czytaną na wakacjach. Części są trzy, klasycznie, omne trinum perfectum. W trzeciej, zatytułowanej Pogłos, łamie się dotychczasowy rytm i dochodzi do głosu liryzm. Poemat kończy się otwarciem, propozycją, by potraktować przemawiający głos jako głos wielu, wspólny.

Czy teatr jest w stanie unieść wielosłowną strukturę, która w części pierwszej jest narracyjna a potem liryczna? Coś za coś, rytm, muzyczność zamiast dziania się. Rozbudowany monolog zamiast wielu postaci. Nie wiem.

  • 1. Druk. w „Dialogu” nr 2/2022.

Udostępnij

Anna Nasiłowska

Pisarka, poetka, krytyczka literacka, historyczka literatury współczesnej. Profesor zwyczajna Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk i wicenaczelna „Tekstów Drugich”.