22_331_x_258.jpg

Naprawianie pamięci
„Przeszłość nigdy nie jest tym, czym jest; jest tym, co z niej robimy.” Zdanie z książki Przydatność przeszłości (Het nut van het verleden) flamandzkiego historyka Marca Reynebeau 1 patronuje tekstowi Teatr wojny. Upamiętnianie Pierwszej Wojny Światowej w Belgii Karela Vanhaesebroucka, opublikowanemu w zimowym numerze pisma „The Drama Review” 2. Autor, który jest profesorem teatru i performansu na Wolnym Uniwersytecie Brukselskim, zakreśla w swoim eseju szeroką panoramę obchodów upamiętniających wydarzenia lat 1914-1918 ze szczególnym uwzględnieniem Flandrii, najbardziej dotkniętej przez wojenny front. Vanhaesebrouck śledzi poczynania flamandzkiego rządu, który zaprzągł do czteroletniego programu komemoracyjnego przedstawicieli najrozmaitszych dziedzin: od historyków, przez producentów seriali telewizji publicznej aż po środowisko teatru. Autor szczegółowo opisuje tematykę poszczególnych przedstawień i performansów, by następnie jednak przejść do pytań o znaczenie takich obchodów, a konkretniej: o powody ich organizacji i tego, jakie skutki przynoszą. Okazuje się, że już sposób sformułowania pytań determinuje rodzaj odpowiedzi, jakich poszukujemy.
1.
Po pierwsze, warto zastanowić się nad tym, o czym właściwie mówimy, gdy upamiętniamy minione wydarzenia. Czy rzeczywiście opowiadamy o przeszłości? A może – budujemy teraźniejszość i przyszłość, włączając się lub tworząc współczesną politykę historyczną? Vanhaesebrouck przywołuje Ann Rigney z Uniwersytetu w Utrechcie, która zauważa, że publiczne obchody rocznic narodowych (często przyjmujące współcześnie postać świąt państwowych) mogą służyć różnorakim celom. Decydują one na przykład o tym, jakie wydarzenia „się” pamięta, a jakie „się” zapomina; pomagają wyleczyć rany danej społeczności. Z drugiej strony to, co powinno służyć pojednaniu i naprawie stosunków wewnątrz społeczności lub między kilkoma społecznościami, umożliwiając nowy początek oparty na mówieniu prawdy i pamięci o niej, może równie dobrze – właśnie przez formy upamiętniania – utrwalać przemoc i konflikty oraz doprowadzać do jeszcze większych podziałów . 3 W ten sposób zatrzymać się możemy w tym, co Ann Rigney nazywa za Paulem Ricoeurem „pamięcią-powtórzeniem”, czyli nie tyle rekonstuowaniem danych wydarzeń od nowa, co prze-żywaniem ich na nowo. Zamiast przyszłości i budowy wspólnoty lub wspólnot upamiętnienie odnawia dawne podziały, pęknięcia i traumy – jak gdyby nic się od tego czasu nie zmieniło.
2.
Druga płaszczyzna, o której również wspomina w eseju Vanhaesebrouck, to ekonomia komemoratywna. Upamiętnienia, jubileusze i rocznice kreują popyt na zestawy tematycznych artefaktów, a nawet szczególny rodzaj turystyki, dość niejednoznaczny moralnie (w końcu – pieniądze zarabiane są na zwiedzaniu miejsc pamięci, najczęściej śmierci wielu osób, lub na projektowanych w powiązaniu z tematyką danego miejsca przedmiotach, nomen omen zwanych przecież „pamiątkami”). Oprócz turystyki ekonomia ta ma jeszcze co najmniej jedną, bardziej subtelną warstwę – systemu grantów i dofinansowania inicjatyw, które mają ścisły związek z upamiętnianym tematem. Mogą to być tematyczne programy dla artystów; nowe muzea, pomniki i inne miejsca pamięci; marsze, demonstracje, debaty, programy na dany temat w mediach. W ten sposób władza proponuje umowę, w wyniku której realizowana może zostać konkretna polityka historyczna. Niekiedy beneficjenci takiego systemu bywają nie do końca świadomi tego, że za ich pomocą jest realizowana taka polityka lub uważają, że reprezentują bardziej uniwersalne wartości, wobec których polityka historyczna ma znaczenie drugorzędne.
Tymczasem „powody upamiętniania nie są tylko komercyjne, ale także ideologiczne; przeszłość traktowana jest w sposób selektywny” 4, pisze Vanhaesebrouck i przypomina, że teatr może układać ze strzępków źródeł świat, który nie spełnia funkcji mimetycznej wobec faktów. Ma on raczej szansę pokazać, jak bardzo „rzeczywistość jest nie tylko absurdalna i niewytłumaczalna, ale posiada również ukryte struktury i relacje, które wymykają się naszemu postrzeganiu w rutynie życia codziennego, jednocześnie cały czas determinując prawdziwą rzeczywistość” 5.
3.
Wydaje się, że te słowa znajdują doskonałe zastosowanie również w polskiej rzeczywistości, skoro jesteśmy prawie na półmetku roku 2018: roku wypełnionego obchodami, uroczystościami, jubileuszami. W mediach i bańkach portalów społecznościowych odbywają się kolejne debaty o pamięci – jej najróżniejszych formach, obowiązkach i powinnościach, niedociągnięciach i celowych przeoczeniach. Rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau i cień ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej; pięćdziesiąta rocznica wydarzeń marcowych; ósma rocznica katastrofy prezydenckiego samolotu w Smoleńsku – miesiąc w miesiąc obserwujemy, jak kolejni politycy i historycy, prezenterzy i dziennikarze, publicyści i propagandyści spierają się o znaczenie faktów i ich interpretacje. Intensywność tych debat to zwiększa się, to blednie, i nie wydaje się mieć w obiegu medialnym ani żadnego znaczenia, ani dalekosiężnego celu, chyba że jako takowe traktujemy sondażowe poparcie w świetle zbliżających się wyborów samorządowych.
Być może to właśnie teatr byłby – lub jest – w stanie dać odpór tej naskórkowości, jednocześnie zachowując ostrożność wobec własnej roli i tego, że sam łatwo może stać się narzędziem.
- 1. Marc Reynebeau Het nut van het verleden, Uitgeverij Lannoo, Tielt 2006.
- 2. Karel Vanhaesebrouck Theatre of War. Commemorating World War I in Belgium, „The Drama Review” nr 4, Winter 2017, s. 40-58.
- 3. Por. Ann Rigney Reconciliation and remembering:(how) does it work?, „Memory Studies” 5(3), 2012, s. 253.
- 4. Karel Vanhaesebrouck, op.cit., s. 49.
- 5. Ibidem.

