aleje_jerozolimskie_31-33_1965798_fotopolska-eu.jpg

Aleje Jerozolimskie 37, 1967, fot. Grażyna Rutowska, arch. fot. Grażyny Rutowskiej, NAC.

Najmniejsze ojczyzny

Igor Piotrowski
W numerach
09 wrz, 2026
Lipiec
Sierpień
2026
7-8 (833-834)

ADRESY „DIALOGU”

Senatorska 21, Senatorska 25, 1956-57
„Dialog” w odbudowywanym teatrze to  był projekt tymczasowy. Tak samo efemeryczny, jak zmieniający się adres kompleksu obejmującego znacznie większą kubaturę niż przed wojną. Na dostępnych zdjęciach Teatru Wielkiego z tych lat widać kruchość gmachu przypominającego gigantyczną dekorację filmową – fasadę w rusztowaniach i wielki wypatroszony dziedziniec, ale skrzydła już funkcjonują i to tu działała redakcja (najpierw w prawym na trzecim piętrze, a potem w lewym na drugim). Wobec rozpoczęcia od podstaw budowy sceny redakcja szczęśliwie przeniosła się w samo centrum Warszawy, czyli na skrzyżowanie Alej Jerozolimskich i Marszałkowskiej.

Aleje Jerozolimskie 37, 1958-1967
Jeśli było w Warszawie coś, co zmieniało adres częściej niż Teatr Wielki, to była to zabudowa Alej Jerozolimskich. Kamienica, w której na pierwszym piętrze znalazł się „Dialog”, ostatecznie skończyła z numerem 37.

Był to dom nie taki duży (pięć kondygnacji, siedem osi), pozbawiony już wtedy oficyn, ale odsłonięty od strony skrzyżowania, dlatego pełnił funkcje nośnika reklamy wielkopowierzchniowej: na zdjęciach z epoki widzimy hasła związane z działającym opodal pawilonem handlowym Śródmieście, ale przede wszystkim dwa neony: „Totalizator Sportowy” na ścianie, a „Mydło Uroda” na dachu. I to o tym etapie historii budynku głównym nośnikiem pamięci są ludzie związani z redakcją „Polityki” mieszczącą się na piętrze drugim. W wielu tekstach wspomnieniowych o tygodniku podkreśla się nieformalność tej przestrzeni, przesadnie duży gabinet Mieczysława Rakowskiego, tymczasowy charakter obiektu, w który nie inwestowano, bo był przeznaczony do rozbiórki. Z pewnym sentymentem piszą memuaryści o wizycie w redakcji w takich okolicznościach przestrzennych Jean-Paula Sartre’a (ale „Dialog” raczej Dürrenmatta u siebie piętro niżej nie gościł).

Tematy dziennikarskie znajdowały się dosłownie za progiem redakcji, na schodach, w bramie czy podwórku – dom, a raczej jego dozorca stał się w roku 1966 prototypem bohatera reportażu prasowego Janusza Rolickiego pod tytułem Cieć. To dość przedziwna opowieść o człowieku tęskniącym za dawnymi czasami, gdy można było wziąć od stójkowego po gębie i odnajmującym, z braku innej ekstra okazji do zarobku, osobom w potrzebie wielką unrowską skrzynię „w celach seksualnych”.

W związku z przebudową skrzyżowania i planami wzniesienia Hotelu Forum kamienica zniknęła ostatecznie na początku lat siedemdziesiątych. Przypomina ją zrekonstruowany fragment ściany, upamiętnienie stu dwóch osób rozstrzelanych w egzekucji ulicznej 28 stycznia 1944 roku. Pomnik ten jest przesunięty wobec frontu dawnej kamienicy o kilkanaście metrów na południe. Z uwagi na swoją ekspozycję jest to najbardziej znane miejsce pamięci związane z publicznymi egzekucjami na ulicach Warszawy w czasie okupacji.

Puławska 61, 1968-2002
To z kolei najważniejszy kinematograficzny adres Warszawy. W modernistycznym przeszklonym budynku biurowym, budowanym pod koniec lat trzydziestych dla firmy warszawskiego kuśnierza Arpada Chowańczaka, mieściły się od końca lat czterdziestych liczne instytucje nadzorujące dziedzinę sztuki w nowej epoce ważniejszą od futrzarstwa.

Były to biura „Filmu Polskiego” przekształconego rychło w Centralny Urząd Kinematografii, zresztą działający w kolejnych latach pod różnymi nazwami, potem zespoły filmowe, z czasem również Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, redakcje „Filmu” i „Kina”, Filmoteka Narodowa w swojej ewoluującej formie i nazwie.

Każdy, kto musiał pojawić się w czytelni tejże filmoteki znajdującej się w oficynie obiektu, zderzał się z wiecznym zatroskaniem świętej pamięci pana Krzysztofa czy rosnącą irytacją pana Grzegorza. Historią i genealogią topograficzną obiektu (o nieoczywistej strukturze własnościowej – 3/8 należy do FINa, ale zwierzchność nad całością ma WFDiF) zajął się niedawno Piotr Śmiałowski, wyjaśniając różnorodne zawiłości i przytaczając materiał anegdotyczny związany z funkcjonowaniem wielu instytucji i osób w budynku. Dzięki czemu znamy historię portiera, któremu pozwolono mieszkać w budynku wraz z żoną, gotować posiłki na butli i korzystać bez przeszkód z łazienki, doceniamy wagę wewnętrznej klatki schodowej, której królową była Wanda Jakubowska. Otwarte pozostaje jednak pytanie o miejsce w tej układance redakcji „Dialogu”, która przetrwała tam prawie trzydzieści pięć lat w zmieniającej się dość gwałtownie sytuacji polityczno-gospodarczej.

Aleja Niepodległości 213, 2002-2018
Konsekwencją patronatu Biblioteki Narodowej była przeprowadzka „Dialogu” do siedziby tej instytucji na Polu Mokotowskim, a właściwie docelowo do jednego z baraków ją otaczających. Najbardziej odczuwalnym skutkiem dla korzystających z czytelni był ten, że niektórzy z czytających członków redakcji pożyczali książki z zasobów tego przybytku, potrzeby zwykłych czytelników są bowiem zawsze najsłabszym prawem.

Było to wszystko w epoce, w której wszechświat nazywany biblioteką nie mógł się zmieścić w przydzielonych sobie murach, ba, nawet żeby porządnie zjeść, trzeba było wyjść z kompleksu bibliotecznego i udać się w kierunku bazy Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania. Odpowiednia oprawa olfaktoryczna, wynikająca z tego sąsiedztwa, towarzyszyła pracującym w Bibliotece Narodowej, urozmaicając dodatkowo bałagan przestrzenny pierwszych lat dwudziestego pierwszego wieku. Ewolucja barakowości i prowizoryczności otoczenia w stronę niejakiej aseptyczności to wspólne osiągnięcie miasta i dyrekcji instytucji, choć pewną przeciwwagę stanowią liczne tabliczki, więc ogarnięci horror vacui mają wciąż coś dla siebie.

Cecylii Śniegockiej 10, 2018-2022
Kamienica bardzo solidna. Będąca pozostałością po wielkiej akcji kolonizacji tej części Powiśla w dwudziestoleciu międzywojennym. Zabudowa w tym rejonie cechowała się dużą zwalistością i pewną monotonią. Jerzy Kasprzycki wspomina o nudzie i ubóstwie usług wzdłuż budowanych wtedy kamienic przy Rozbracie (dopiero Fabryczna była pierwszą ulicą ze sklepikami na poziomie parteru).

Coś w tym jest niewątpliwie, odczuć się da i dziś niepociągający charakter tej części Powiśla. Miało być to miejsce raczej spokojną sypialnią, być może równoważąc inne części dzielnicy. Dodać do tego należy, że międzywojennej kolonizacji towarzyszyło również przemianowywanie ulic – w bezpośredniej okolicy naszej redakcji zmieniono nazwy: Miechowska stała się ulicą Franciszka Ksawerego Dmochowskiego, a od 1 stycznia 1939 roku Mielecka – ulicą Cecylii Śniegockiej, działaczki oświatowej, zasłużonej w tajnym nauczaniu jeszcze w okresie zaborów. Dmochowskiego ponoć o tyle znano, że było to nazwisko właściciela przędzalni na Czerniakowskiej, całkiem współczesnego. Gorzej było ze Śniegocką, bliżej nieznaną mieszkańcom, jak się zdaje również tym nowym na Powiślu. Świadczyłaby o tym choćby sytuacja z Ballady o ulicy Cecylii Śniegockiej Janusza Minkiewicza, w której dwaj bohaterowie wracają podchmieleni i zostają uderzeni treścią tabliczki z nazwą ulicy:

Choć niewinna tablica,
Taka w niej tajemnica,
Że nam trudno jest zgryźć w kilka chwil ją –
– Czyśmy tacy pijani,
Że nie znamy tej pani?
Kimże jesteś, och kim, o Cecylio?!

Kimże jesteś, kim byłaś,
Że nas tak zadziwiłaś?
Nadzwyczajnie jesteśmy ciekawi!
Rozdziawialiśmy usta,
A uliczka wciąż pusta –
Któż nam prawdę, ach, któż nam wyjawi?

Nocni wędrowcy postanawiają wobec tego obudzić mieszkańców hałasem („Ta Cecylia – krzyczymy – to kto to?”), ale ci także nie wiedzą, o kogo chodzi. Być może gdy wynajmą tu mieszkanie, Cecylia wpadnie do nich i się poznają.

Wiersz wywołał mieszane uczucia, zwłaszcza wśród pracownic oświaty polskiej protestujących przeciwko utworowi Minkiewicza. Rzeczywiście, w świecie przedwojennych nazw ulic kobiety nie były częstymi patronkami, a zbiór ograniczał się do heroin tej rangi co Eliza Orzeszkowa, księżna Anna czy Grażyna z Mickiewicza. Pojawienie się w tym gronie niezbyt rozpoznawalnej osoby mogło prowadzić do konfuzji.

Mimo rewaloryzacji i swoistej mody na nią w ostatnich dekadach, nadal znalezienie się czegokolwiek ważnego i poważnego pod skarpą (a tym samym pod niejednym mostem) pozostaje co najmniej niepokojące w stołecznym imaginarium. A komunikacja z górą, ze śródmieściem właściwym nie należy do najłatwiejszych.

Mazowiecka 11, 2022-
Powrót do domu na ulicę-legendę, będącą kiedyś częścią – nie bójmy się słów – siedemnastowiecznej obwodnicy Warszawy, a potem jednej z najbardziej elitarnych magistral życia towarzyskiego przedwojennej stolicy („Są też tacy na Mazowieckiej” – pisał w Inge Bartsch Konstanty Ildefons Gałczyński o snobujących się na komunizm bywalcach Ziemiańskiej), może być odczuwany jako rodzaj awansu. Dom Ministerstwa Przemysłu i Handlu to mocno po wojnie przebudowana kamienica Zofii księżnej Światopełk-Czetwertyńskiej. W dwudziestoleciu mieścił się w niej między innymi skład maszyn do szycia, sklep z narzędziami ogrodniczymi, zakład elektrotechniczny, magazyn tekstylny oraz Kawiarnia „Mon Plaisir”.

Ze swojej poprzedniczki współczesny dom zachował parter, interesujący zapewne dla naszej redakcji detal w bramie w postaci dwóch masek: kobiecej i męskiej z girlandami okalającymi eliptycznie wnęki (w nich różne ogłoszenia; kiedyś listy lokatorów), stracił oficyny, choć zachował się stojący niegdyś na tej samej posesji siedmiopiętrowy i bardzo nowoczesny jak na rok 1935 budynek mieszkalny Kaliskiej Manufaktury Pluszu i Aksamitu „Edmund Goede” (dzisiejszy jego adres to Kredytowa 3a).

Powojenna odbudowa ulicy Mazowieckiej na tyle utrzymała charakter pierzei, że realizatorzy telewizyjnego spektaklu Melissa według Francisa Durbridge’a (1970, reż. Jan Bratkowski) umieścili na Mazowieckiej nieco przesadnie londyńską Regent Street, na której widzimy głównego bohatera tej Kobry granego przez pana Fettinga.

Współczesna Mazowiecka nie ma jednak ani takiego znaczenia komunikacyjnego, ani rozrywkowo-gastronomicznego, ani handlowego wreszcie, jak ta przedwojenna, ale z pewnością jest podobna i żywa, dawało się na niej zjeść, a niektórzy mogą się i dziś rozerwać, choć nie są to chyba już ci snobujący się na komunizm. O innych w tej okolicy ulicach trudniej to powiedzieć.

Wszystkie te adresy są „dobre” i dość reprezentacyjne, obiekty solidne (siłą rzeczy może poza barakiem; kamienica w Alejach Jerozolimskich była przeznaczona do rozbiórki, ale wcześniej przetrwała jednak wojnę). Reprezentują one różne style i formy: od klasycyzmu użytkowego przez różne warianty historyzmu i różne fazy architektonicznego modernizmu.

Trajektoria redakcji na mapie Warszawy wykazuje również duży rozrzut. „Dialog” wystartował na północnym Śródmieściu, w okolicach wczesnodziewiętnastowiecznego środka miasta (stąd położenie Teatru Wielkiego w tym miejscu), potem znalazł się w centrum Warszawy późniejszej i współczesnej, na najważniejszym od przeszło stu lat skrzyżowaniu stolicy.

Następnie przeniósł się na Mokotów, obok głównej siedziby pałacu mokotowskiego (lokalizacja dla firmy Chowańczaka w bezpośredniej jego bliskości wiąże się z interesami, jakie robił on z ostatnimi właścicielami miejscowości, Szustrami). Z kolei Pole Mokotowskie to formalnie Ochota, a Aleja Niepodległości to jedna z najbardziej reprezentacyjnych arterii Warszawy późnego dwudziestolecia i okresu Polski Ludowej, gdy różne ważne urzędy były tu chętnie umiejscowione w godnej oprawie architektonicznej. Ostatnie dwa adresy to powrót do Śródmieścia: najpierw na kolonizowane w dwudziestoleciu, a gentryfikowane w wieku dwudziestym pierwszym Powiśle, a potem na Śródmieście Północne – na jedną z jego ulic o najlepszej prasie i historii.

Tym samym redakcja pisma staje się nolens volens świadkiem historii zmieniającej się topografii miasta i przewartościowań architektury.

Bardzo pouczające jest odtworzenie bliskich profilowi pisma kontekstów: od siedziby teatru przez kamienicę przeznaczoną na redakcje tytułów prasowych, budynek biurowy związany z kinematografią i siedzibę narodowej biblioteki, po wreszcie zwykłą kamienicę i budynek o przeznaczeniu częściowo biurowym. Kolejne sąsiedztwa wpisywały się, można by tak rzec, w poszerzającą się tematykę zainteresowań „Dialogu”: teatr, prasa, kino, książka, historia, współczesność.

Ostatnim rysem, który warto w związku z powyższym wydobyć, jest pewna scenograficzność architektury, jej teatralność wydobywana poprzez umiejscowienie „Dialogu” w takich właśnie obiektach. Redakcja staje się mimowolnym widzem uczestniczącym w różnych gatunkach zamieszkiwania i urzędowania, w perspektywie czasu staje się rezydentem nienależących do niej budynków i nieco postronnym obserwatorem miejskiej codzienności.

Udostępnij

Igor Piotrowski

jest kulturoznawcą, historykiem kultury, pracuje w Instytucie Kultury Polskiej UW. Wydał między innymi Pieśń i moc. Pieśni codzienne Franciszka Karpińskiego w kulturze polskiej XIX i XX wieku (2012). Współredaktor tomów zbiorowych, między innymi serii „Topo-Grafie”.