23_1149_x_857.jpg

Gabriela Zapolska, "Ich czworo", Teatr Miejski, Kraków 1925

Dwoje od Solskiego

Paweł Dunin-Wąsowicz
W numerach
Luty
2017
2 (723)

Miniony rok przyniósł niepostrzeżenie dwie biografie dwojga dramatopisarzy, których sztuki królowały na scenach krajowych mniej więcej sto lat temu, a dziś historie ich życia mogą (choć nie muszą) jawić się wydawcom jako ciekawsze wręcz od ich twórczości. Mowa o książkach Szczery artysta Marii Rostworowskiej oraz Szkło i brylanty autorstwa osoby ukrywającej się pod pseudonimem Arael Zurli (będę dalej upierał się, że to kobieta, szczególnie ze względu na często występujące w jej książce dygresje związane z modą). Pierwsza poświęcona jest Karolowi Hubertowi Rostworowskiemu, druga Gabrieli Zapolskiej.1 Obie biografki mają już poważne doświadczenie i obie wybierały dotąd bohaterów galicyjskiej proweniencji: Arael Zurli jest autorką książek między innymi o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Wojciechu Kossaku, Maria Rostworowska zaś o Xawerym Pusłowskim oraz Oldze Boznańskiej – jest przy tym wnuczką bohatera swojej najnowszej pracy, co ma w tym przypadku znaczenie niebagatelne.

I Rostworowska, i Zurli przyjęły podobną konwencję: życiowe perypetie bohaterów swoich książek przeplatają streszczeniami ich najważniejszych utworów. Jest to metoda jak najbardziej słuszna – dzieła dramatyczne starzeją się o wiele szybciej niż proza, jeśli nie są systematycznie wystawiane, bo bywają po prostu mniej atrakcyjne w papierowej lekturze. Konstrukcja obu książek odpowiada więc jak najbardziej oczekiwaniom współczesnego czytelnika, zainteresowanego raczej kolejami życia nieprzeciętnych jednostek, a oświecanego przy okazji na temat ich twórczości, z którą sam by się raczej nie zapoznał.

O Zapolskiej książek było już sporo. Od egzaltowanej i wydumanej powieści biograficznej Anieli Kallas Zapolska z 1931 roku – chętnie przywoływanej jako „grafomańska” i weryfikowanej przez autorkę Szkła i brylantów – po rzeczowe biografie Józefa Bieniasza z 1960 roku i Józefa Rurawskiego z 1981, i wreszcie wydaną po pół wieku od napisania imponującą, nieco szaloną rozprawę Tadeusza Peipera. Arael Zurli mogła oprzeć się przede wszystkim na pomnikowej bio-bibliografii Jadwigi Czachowskiej z 1966 roku, miała też do dyspozycji edycje listów i publicystyki Zapolskiej. Pod względem faktograficznym trudno tu o coś nowego. Chwała Zurli to raczej jej metoda – odpowiedni dobór materiału, obudowanie kontekstem kulturowym, a wreszcie liczne konfrontacje wątków pojawiających się w twórczości Zapolskiej z jej życiorysem.

Inna sprawa z Karolem Hubertem Rostworowskim, którego będę nazywał dalej – jak jego biografka – skrótowo KHR. Jedyną większą, poważną publikacją na jego temat była dotychczas wydana w 1996 roku książka Tadeusza Dworaka (zmarłego w 2006 roku na dwa lata przed swymi setnymi urodzinami), w której materia biograficzna jawi się dość skromnie wobec ambicji interpretatorskich autora – niewątpliwie solidne to, lecz dzisiejszemu czytelnikowi idealnie przywołuje ducha literaturoznawstwa szkoły profesora Pimki. Wnuczka autora Judasza z Kariotu szczęśliwie wnosi w swej książce nieznaną szerzej dotąd wiedzę pochodzącą z rodzinnych przekazów i archiwów. Twórczość dramatyczna KHR nie daje jednak możliwości do jakichkolwiek prób powiązania jej z biografią autora.

Bo też inne zupełnie były koncepcje twórcze tych dwojga. Zapolska pozostaje w historii literatury jako krytyczna naturalistka, KHR – konserwatywny moralista, czerpiący raczej z ducha. A przecież z historią polskiego teatru wiążą ich te same sceny, ten sam Ludwik Solski, grający i reżyserujący ich przedstawienia. Nie ma tylko w ich biografiach śladów tego, że się gdzieś Gabriela i Karol spotkali, acz KHR jako krytyk zarzucał Zapolskiej prymat tendencji tematu nad artyzmem. A przecież pochodzili z tej samej sfery społecznej. Zapolska odrzuciła swój świat rodzony w imię wyznawanych uniwersalnych zasad etycznych, Rostworowski tworzył swe najważniejsze dzieła w kurczącej się bańce tradycji.

Zapolska tak naprawdę nigdy nie nazywała się Zapolska. Urodzona w 1857 roku na Wołyniu w zamożnej rodzinie ziemiańskiej i ochrzczona jako Maria Gabriela Stefania Korwin-Piotrowska, zostaje wydana za mąż w wieku dziewiętnastu lat za Polaka w carskiej służbie, porucznika Śnieżko-Błockiego. Który okazuje się łowcą posagów – po rozstaniu nie ureguluje do końca należności. Po śmierci ich dziecka (czy w ogóle było to dziecko?) Gabriela ucieka. Jest piękną kobietą o urokliwych czarnych oczach, które będą wspominać nawet ci, którzy ją poznali w starszych jej latach. Wstępuje do zespołu teatralnego Mariana Gawalewicza. Rodzi w Wiedniu córkę Gawalewicza Mery, zarejestrowaną pod nazwiskiem Zapolska (prawdopodobnie pochodzącym z cudzego paszportu). Oddaje ją na wychowanie obcym. Córka umrze w dzieciństwie.

Gabriela jest aktorką, ale zaczyna też pisać sztuki i korespondencje do gazet. Przez pięć lat mieszka w Paryżu, gdzie ucząc się francuskiego wierzy, że skoro udało się Helenie Modrzejewskiej, to i jej się uda poza krajem. Nie udaje się. Gra w paryskich teatrach, ale coś niezbyt wychodzi. Z dawnym kochankiem Gawalewiczem śmiertelnie obrażeni na siebie piszą paralelne powieści paszkwilanckie. Powróciwszy do kraju (to jest i do Kongresówki, i do Galicji), odnosi sukcesy – i jako autorka, i jako aktorka. Wystawiany w Krakowie w 1898 roku dramat Tamten cieszył się powodzeniem największym do czasu Wesela Wyspiańskiego. Jest postrzegana jako osoba niemoralna, bo... o niemoralności pisze, przywołując konkrety. Publikuje Kaśkę Kariatydę – jako powieść i w wersji dramatycznej – rzecz o uwiedzeniu, która wydaje się prologiem do Moralności pani Dulskiej z 1906 roku. Wiąże się z młodszym od siebie malarzem Stanisławem Janowskim, lecz większość jej drugiego małżeństwa to kłótnie i separacja. Choruje (w książce Zurli znajdziemy ekstremalnie naturalistyczne opisy wydobywania się z ciała Zapolskiej wielometrowego solitera), konfliktuje się z dyrekcją teatru krakowskiego i obraziwszy się na Kraków, osiedla we Lwowie.

Gdy wybucha pierwsza wojna światowa, ledwie pięćdziesięciosiedmioletnia dramatopisarka jest właściwie staruszką, uziemioną we lwowskim mieszkaniu. Są sprzeczne wersje, czy przebywała w zaciemnionym pokoju, by chronić wzrok, czy z próżności – by nikt nie mógł skonfrontować jej dawnej urody z obecnym stanem. Porażki nie osłodzi jej już fakt realnego sukcesu poza krajem: jej dramat Carewicz, niewystawiony po polsku, cieszy się powodzeniem w Austrii i Prusach, w Berlinie w 1918 roku zostaje nawet zekranizowany, choć pieniędzy z tego nie ma. W pierwszym roku niepodległości z Krakowa do oblężonego Lwowa przylatują do Zapolskiej dary spożywcze specjalnym samolotem, tyle że pisarka popada w coraz większą izolację. Umiera w osamotnieniu w grudniu 1921, osaczona przez samozwańczego medyka fałszującego jej testament.

A KHR? Karol Hubert Rostworowski, postrzegany jako arystokrata, w rzeczywistości pochodził z mocno zubożałej rodziny ziemiańskiej, a wynikające z udziału w spadku należności z trudem wystarczały mu na utrzymanie się podczas studiów na poziomie, do którego przywykł. Żenujące wydają się jego spory z bratem, wydzielającym mu rodzinną pensję, o których pisze autorka Szczerego artysty. Urodzony w 1877 roku, inaczej miotał się w młodości niż Zapolska – nie zrywając więzów ze środowiskiem, z którego pochodził, w dużej mierze dzięki wsparciu rodziny Pusłowskich. A więc szkoła rolnicza, studia pianistyczne w Halle i Lipsku, szalona młodzieńcza miłość do Niemki Pauli. Fascynacje psychologią i modernistyczna poezja zebrana w tomie Tandeta. Przybyszewszczyzna i nihilizm – być może. Zetknięcie z Adamem Chmielowskim wydaje się istotnym elementem w ewolucji jego światopoglądu (gdyby ten tekst powstawał w internetowej wersji, powinny się tu pojawić linki do tego, co ćwierć wieku temu przekazał Karol Wojtyła Markowi Rostworowskiemu w pozdrowieniu, przypominając swoje inspiracje pisarstwem jego ojca).

Debiut dramatopisarski KHR Pod górę w 1910 roku był klapą, którą wystawiający ją Solski wspominał jako „sztukę słabą”, choć znalazł w niej poszczególne kapitalne sceny i dramaturgiczny zmysł. Judasz z Kariotu trzy lata później rozpoczął tryumfalny pochód dramatów KHR po deskach (jak to pretensjonalnie zabrzmi) polskich teatrów. Przez następne ćwierć wieku Rostworowski był królem współczesnego polskiego dramatu. I nawiązująca do starożytności sztuka Kaligula, i konserwatywno-neoromantyczne polskie Zmartwychwstanie były wielkimi sukcesami. A przecież nie te patetyczne dzieła, lecz kameralna Niespodzianka, w której rodzice mordują dla zysku nierozpoznanego syna-reemigranta (były w dorobku Rostworowskiego i nieco słabsze ciągi dalsze) przetrwała najdłużej. Motyw fabularny Niespodzianki powrócił kilka lat temu w filmie Dom zły Wojciecha Smarzowskiego, a co wnikliwsi krytycy zauważyli to nawiązanie. Podobnie jak w Zmartwychwstaniu Rostworowskiego ożywają też pomniki w powieściach Niehalo Ignacego Karpowicza i Nagrobek z lastryko Krzysztofa Vargi, wydanych także już w dwudziestym pierwszym wieku.

Nazwisko Rostworowskiego niewiele jednak mówi dzisiejszemu odbiorcy także z przyczyn politycznych. Autor Judasza z Kariotu był czynnym publicystą narodowo-demokratycznym, czyli endekiem, co przez długi czas utożsamiano błędnie z krwiożerczym nacjonalizmem. Maria Rostworowska w Szczerym artyście przypomina jednak wyraźnie o konieczności rozgraniczenia sztuki i poglądów politycznych swego dziadka. Daje dowody na to, że jednym z największych przyjaciół KHR był Żyd Marceli Barciński. Że kiedy przybyli do niego uczniowie hebrajskiego gimnazjum w sprawie kwerendy historycznej dotyczącej kamienicy przy ulicy św. Jana 18 (dramatopisarzowi wniosła ją w posagu Róża z Popielów, lecz zawirowania zdrowotne spowodowały, że ostatnie lata spędził przy ulicy Gontyny na Salwatorze), przyjął ich życzliwie i pozdrawiał ich profesora. Że kiedy nacjonaliści z ONR zmanipulowali jego wypowiedź – zaprotestował. A kiedy umarł, oddał mu cześć jako artyście na łamach PPSowskiego „Naprzodu” krytyk żydowskiego pochodzenia Emil Haecker. I nie przeszkadzało mu, że na cześć endeka Rostworowskiego bił dzwon Zygmunt. Niewyobrażalne w dzisiejszej Polsce przekrojonej na mniejszą i większą połowę, gdzie pisarze kojarzeni z jedną opcją są przez krytykę drugiej uważani za grafomanów (choć częściej przemilczani) i odwrotnie.

Zapolska miała inne szczęście – jej „dulszczyzna” weszła do języka. Ta jedna jej sztuka przetrwała w lekturach i obowiązkowych przedstawieniach. Oprócz całkiem licznych adaptacji – także w spektaklu i w serialu telewizyjnym Andrzeja Wajdy Z biegiem lat, z biegiem dni – doczekaliśmy się niedawnej filmowej parafrazy Panie Dulskie Filipa Bajona. Dopiero w ostatnich czasach autorka przeżywa renesans w teatrze, ale raczej jako postać czy symbol, punkt wyjścia dla feministycznych i lewicowych manifestów: sześć lat temu Ula Kijak wystawiła we wrocławskim Teatrze Współczesnym zmontowany z różnych tekstów Sztandar ze spódnicy, a przed ponad rokiem Jan Czapliński z Anetą Groszyńską pokazali zadziorną fantazję biograficzną Zapolska Superstar, czyli jak przegrywać, żeby wygrać 2.

Można powiedzieć, że twórczość tych dwojga jakoś się uzupełniała, że dopiero czytani razem obejmują dwie sfery kultury, ciała i ducha. Te sfery nigdy się nie zrównoważą, ale nie będzie dobrze, jeśli którąkolwiek spróbujemy zdjąć z szali. A skoro już ukazały się te dwie biografie, to jakich rewelacji i anegdot ma w nich szukać czytelnik doby Pudelka, dla którego nawet w twórczości najciekawsza będzie i tak projekcja życia własnego? Czy ma wracać do dwukrotnego ustąpienia Rostworowskiego z Polskiej Akademii Literatury z powodów zasadniczych? Nie, lepiej do tego, jak Zapolska rozesłała krytykom ładnie opakowane psie kagańce.   

 

  • 1. Maria Rostworowska Szczery artysta. O Karolu Hubercie Rostworowskim, Znak, Kraków 2016; Arael Zurli Szkło i brylanty. Gabriela Zapolska w swojej epoce, Iskry, Warszawa 2016.
  • 2. Druk. w „Dialogu” nr 7-8/2016.

Udostępnij

Paweł Dunin-Wąsowicz

Autor jest dziennikarzem, publicystą, krytykiem literackim, redaktorem naczelnym pisma „Lampa”, założycielem wydawnictwa Lampa i Iskra Boża.