Płoną lasy Amazonii. Bezradnie odświeżamy serwisy wizualizujące pożary, klikamy w petycje. Jednocześnie chodzimy na zakupy, przejmujemy się losem wyimaginowanych postaci, zastanawiamy się nad doborem kolorów makijażu, pielęgnujemy rośliny doniczkowe, pijemy kawę, skrolujemy fejsa. Z tyłu głowy to niewygodne, hamujące poczucie zagrożenia może się i pojawia (zielone płuca Ziemi, tlen, ten straszny Jair Bolsonaro), ale próbujemy żyć nadal, jak gdyby nigdy nic.


