Mówiąc wprost mój problem polega na tym, że sprawia mi przyjemność oglądanie w teatrze i w filmie cierpienia dojrzałych kobiet. Dojrzałych czyli w wieku średnim i starszych (miarą dojrzałości jest według mnie niekoniecznie metryka, a samoświadomość). To przyjemność nie tyle sadystyczna, co raczej masochistyczna, bo się z nimi identyfikuję. Sublimuję w nie swój ból, bo ten, który widzę na ekranie i na scenie wydaje mi się wzniosły i piękny. Chciałbym aby moje cierpienie miało taką oprawę.


