Dołożywszy coś tam do zrzutki na lek dla pewnej wrocławianki chorej na inwazyjnego chłoniaka, już po dobie zobaczyłam w telewizji rozpromienioną twarz kobiety, której rodacy uratowali życie. Spontanicznie zebrali półtora miliona złotych. W dwudziestu krajach Europy takie marzenie o zdrowiu byłoby spełnione z automatu. Kilka dni później zobaczyłam wzruszający wybuch radości personelu medycznego pewnej kliniki, gdzie łańcuch dobrej woli pozwolił nie tylko zebrać pieniądze, ale też zdobyć półroczny zapas leku niezbędnego do życia młodej położnicy.


