pogarda

„Niech nie opuszcza cię twoja siostra Pogarda” – pisał Zbigniew Herbert w Przesłaniu pana Cogito. Wiersz czytany w latach osiemdziesiątych budował opór, pozwalał słabszym czuć się lepszymi. Była to pogarda kompensacyjna – wyższość moralna, gloria victis i siła bezsilnych. Słabość była bezdyskusyjna, bo mierzona represjami, internowaniem, biciem, zwolnieniami z pracy, lżeniem i podobnymi działaniami silnych. Silnych zdefiniowano w wierszu jako „szpiclów, katów i tchórzy”. W tej czarno-białej rzeczywistości po jednej stronie stało ZOMO, po drugiej uzasadniona pogarda.

Pogarda jest mieszanką niechęci, braku szacunku, lekceważenia i poczucia wyższości. Jako zjawisko socjologiczne leży u podstaw podziałów społecznych. Jako narzędzie retoryczne jest zarzewiem konfliktów. Od okazywania pogardy innym nie jest chyba dziś wolna żadna formacja, żadne środowisko, żadna strona sceny politycznej. Zwróciliśmy się do osób uczestniczących i obserwujących życie publiczne z prośbą o odpowiedź na kilka pytań, które pomogą nam może lepiej uchwycić i opisać to zjawisko – jego źródła, ekspresję i skutki.

Kim i z jakiego powodu gardzimy?

Debaty ostatnich miesięcy rozgrzane są do czerwoności. Świat zatoczył koło. Tąpnięcia dotychczasowych porządków politycznych przyniosły erupcję postaw nacjonalistycznych, ksenofobicznych, mowy nienawiści. Okazuje się, że praca nad społeczeństwem otwartym, obywatelskim, postrzegającym różnorodność jako wartość – napotkała opór. Zwrot do postaw zamkniętych, wyraźnego operowania kategoriami „my-oni” dotknął Polskę, Europę, świat.

W swojej książce Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy. Etnografia człowieka zdegradowanego zajmowałeś się wykluczeniem i biedą. Bieda i bezrobocie stają się doświadczeniem polskiej transformacji. Zastanawiam się, czy też nie w tym momencie pojawia się na taką skalę pogarda wobec biednych.